Post
autor: Eddieve » 29 sty 2006, 20:32
Globalnie o kacu. Dręczy w każdej części świata...
Japonia
Kac w kraju Kwitnącej Wiśni nosi wdzięczną nazwę futsuka yoi, co oznacza "ból głowy po ostrym piciu". Nic dodać nic ująć. Japończycy byli zawsze bardzo praktyczni. Potomkowie samurajów, by zwalczyć futsuka yoi, nie popełniają wcale seppuku, lecz udają się do tanich barów wymyślonych specjalnie na tę okoliczność. Serwuje się tam tylko jedną potrawę - flaczki. Z tego samego powodu cieszą się one powodzeniem w Meksyku i w Turcji. U nas flaczki podaje się na weselach. Ciekawe dlaczego?
USA
Amerykę zbudowali purytanie, którzy odcisnęli swoje piętno na metodzie zwalczania kaca. By zohydzić alkohol normalnym ludziom, wpadli na pomysł, który wręcz nie mieści się w bolącej głowie. Należy w kieliszku wymieszać mocne wino z solą, pieprzem, sosem myśliwskim oraz jądrem byka (wegetarianie mogą zastąpić je żółtkiem kurzego jaja). Jeśli to przyprawia was o mdłości, to co powiecie na metodę starych kowbojów: herbatę zrobioną na zajęczych odchodach.
Rosja
Tutaj chyba żaden wstęp nie jest potrzebny. W kraju wschodniego brata pije nawet prezydent. Podczas gdy nasz choruje tylko na goleń. Jeśli myślicie, że potomkowie Rusa mają kilka wypróbowanych sposobów na kaca, to słusznie podejrzewacie. Jednym z nich jest Kolej Transsyberyjska pod egidą coca - coli. Polega na tym, że się jedzie pociągiem przez osiem dni, praktycznie bez żadnych przystanków. I bez żadnych restauracji i tym podobnych zachodnich wymysłów. Pozostaje wolne sączenie coli między między sporymi łykami alkoholu. Cukier, kofeina oraz woda zawarte w coli uchronią nas przed porannym bólem. Głowy oczywiście. Można spróbować też rosyjskiej sauny. Łączy ona najlepsze cechy łaźni fińskiej (trzeba w końcu wypocić toksyny) z butelką Stolicznej, umieszczonej na wszelki wypadek w śniegu na zewnątrz. Trzecią metodą, doprowadzoną do perfekcji przez Borysa Jelcyna, jest tzw. Dubliński Sen. Polega ona na nagłym opuszczeniu międzynarodowego spotkania i udaniu się na spoczynek.
Tajlandia
Każdy, kto kiedykolwiek zawędrował do Syjonu wie, że pędzona w królestwie Tajów wódka wywołuje najgorszego kaca na Ziemi. Zapewne dlatego Tajowie byli zmuszeni do szukania skutecznych środków na jego zwalczanie. Wypróbowanym sposobem na dolegliwości dnia następnego są tzw. "jaja zięcia". Na szczęście dla zięciów są to po prostu ugotowane na twardo kurze jaja podane w sosie chilli. Eksperci od zdrowej żywności zgodnie twierdzą, że zawarte w chilli toksyny, czyli wszystkie te ostre składniki, pobudzają wydzielanie endorfin oraz potu. I jedno i drugie działa dobrze na skacowany organizm.
Australia
Australijczycy nie wylewają na kołnierz. Przynajmniej oni sami tak mówią. Piją czy nie, to nie jest takie ważne. Liczy się to, że mają dwie dobre metody na poranny ból głowy. Jedna z nich ma trochę prewencyjny charakter. Zanim zaczniecie balować, powinniście skonsumować miskę zimnego mleka z płatkami owsianymi, potem całą pomarańczę. Posiłek należy zakończyć zjedzeniem dużego talerza mocno posolonych ziemniaków polanych masłem i śmietaną. Jeśli po czymś takim dacie radę wlać w gardło półlitrowy kufel piwa, to jesteście prawdziwymi chwatami. Drugi sposób jest bardzo ujmujący w swej prostocie: wiadro przy łóżku, wyłączony telefon i zaciągnięte zasłony. Nazywa się sen i jest zawsze skuteczny.
Puerto Rico
W Puerto Rico bół głowy po nocnej pijatyce jest zwykle leczony "metodą cytrynową". Bierzemy połówki i wkładamy sobie pod pachy, zostawiając je tam przez cały dzień. Jeśli nie pomoże to na ból głowy, to przynajmniej sprawi, że będziemy przyjemnie pachnieli. Na pobliskim Haiti mieszkańcy preferują technikę voodoo. Ofiara kaca musi wrzucić trzynaście szpilek (koniecznie z czarnymi główkami) do butelki, z której piła zeszłej nocy. Oczywiście trzeba pamiętać, aby nie wyrzucić butelki tuż po jej opróżnieniu. No i mieć pod ręką szpilki. Dużo wygodniejsza oraz przyjemniejsza jest walka z kacem po jamajsku. Bierzemy trochę rumu, do tego dodajemy łyżeczkę miodu, później taką samą porcję bitej śmietanki. I mnóstwo lodu.
Niemcy
W kraju, gdzie piwo leje się strumieniami, kac jest określany mianem katzenjammer, co w dowolnym tłumaczeniu oznacza "pisk kociaków". Aby je uciszyć, nowożytni Germanie zajadają się kapustą kiszoną, popijają ją sokiem z kiszonej kapusty i zakąszają kiszonymi ogórkami. Kiedy są już w odpowiednim stopniu skwaszeni, sięgają po marynowaną paprykę. Wszystko to brzmi nieprawdopodobnie, jeśli nie masochistycznie, ma jednak naukowe wytłumaczenie: woda, którą koniecznie trzeba popijać te wszystkie kwaśno - słone wspaniałości, uzupełnia płyny w odwodnionym organizmie. Nie trzeba chyba dodawać, że to właśnie odwodnienie sprawia, że kac jest nieprzyjemny.
Ekwador
W tej części świata kac jest zwykle leczony potrawą caldo de manguera. Podstawowym składnikiem tego uzdrawiającego dania są nafaszerowane ryżem świńskie wnętrzości. I koniecznie muszą być polane krwią. Ryż ma przynieść ulgę skatowanemu żołądkowi, krew uzupełnić witaminy oraz minerały zwrócone przyrodzie w czasie rozmów z lwem, a świńska wątróbka z pozostałym towarzystwem - wywołać kolejne torsje, dzięki którym organizm zostaje oczyszczony z resztek toksyn. W sąsiedniej Brazylii na kaca biorą po prostu aspirynę.
Maroko
Mimo, że mieszkańcy tego kraju są głęboko wierzącymi muzułmanami, a co za tym idzie także wrogami alkoholu, wymyslili nietypowy sposób na walkę z kacem. Trzeba mianowicie znaleźć starą wielorybią kość, zetrzeć ją na proszek, a następnie palić w małym tygielku, wdychjąc dym. I po bólu. Może jednak ta metoda wcale nie jest taka nietypowa: wiele innych kultur, łącznie ze starożytnymi Asyryjczykami zalecało stosowanie tej bogatej w wapno kuracji kostnej. Czasami dorzucano też dzioby ptaków. Mieszkańcy Dalekiego Wschodu lubią ponadto leczyć ból głowy herbatą ze sproszkowanego koralu, ale tylko wówczas, gdy zabraknie flaczków.