Mam takie samo przekonanie, jeżeli małżenstwo ma być udane jednym z kilku czynników jest sex w ktorym choc trochę musi być chemi. Dla faceta czy kobiety sex na siłę nie jest satysfakcjonujący emocjonalnie, to raczej bardziej jest zaspokojeniem popędu.
Ciarki mnie przechodzą czytając co Sabrina piszes. Okropna sytuacja.Brr. Podziwiam że wytrzymałyscie psychicznie.
Babina ma rację. Jestes fajna babka, inteligentna i ładna. Wiadomo błąd kosztuje, zapłacilas za niego bardzo wysoką cenę. Dlaczego masz się skazywać na samotność? i tak już przez wiele lat tyle się wyrzekłaś. Popatrz z jakim żalem i odrazą piszesz analizując swoje zycie. Widząc go wiecznie będzie Ci się przypominać to co znosiłaś. Wcześniej trzymałaś fason "dla dobra sprawy" teraz już nic nie musisz, uważaj na siebie co byś sięnie rozkleiła. W dół łatwo się spada. Wieczorem jeszcze przeczytalam forum a potem nie mogłam zasnac.Strasznie przykra sprawa. Bardzo Ci wspołczuje. Tak naprawdę przykra dla was obojga co i tak jak dla mnie go nie usprawiedliwia.
Sabrina! chować taką kobietę w domu jak Ty to MARNOTRASTWO! ja nawet swojemu męzowi opowiadałam (ale sexy zdjęć nie pokazałam

) że chcialabym kiedyś tak wygladac , a Ty się tak chcesz zmarmować. Drugi raz się chcesz zadręczać.Po co? Jestes w takiej sytuacji że teraz Ty karty rozdajesz.
..A może masz mozliwość podzilić dom, odgrodzić pietro, zrobic osobne wejście?.
Kurcze ja miałam 17lat takich z motylkami w brzuchu i z wzajemnością. Wszystko to czego u Ciebie brakowało. Miłość,rodzinę, sex. Kazdy wolny czas spedzalismy razem a nawet jak byla taka opcja to razem jeździlismy do pracy. Wiecznie ze soba gadalismy ,czasem całe noce. Jak już musiałam wyjechać to wciąż pisalismy do siebie smsy albo siedzielismy na Skypie. Kiedys nawet na światłach rozbiłam przez to samochód. Potrafiłam z drugiego końca Polski przyjechać w nocy taką przyjemność sprawiał mi powrót do domu a jak już wraciłam do domu przwąznie brałam kompiel a on siadał na wannie i tak gadalismy czasem z 2 godziny. Dobry ojciec.W obowiązkach domowych pomagał. jedynie nigdy nie cierpiał większych robót domowych.
Wszystko w takim zwiazku smakuje inaczaj. Człowiek ma takiego powera, praca , sprzatanie to przyjemnosci. Góry można przenosić.Przez te lata czuje się wygrana i dusze bym oddała za takie następne 17 lat. Niestety kilka lat temu się pokiełbasiło ale w porównaniu do Ciebie u mnie i tak jest dobrze.
Nie odmawiał sobie motylków bo one są cudowne!
Kimm teraz ma takie motylki to ci moze cos o tym powiedzieć
majamajamaja pisze:
Dlatego tez napisalam, ze to rewolucja - w glowie. ....... Wypowiedzienie pewnych spraw na glos to juz spory krok, a juz dogadanie sie na otwarty zwiazek - to przekracza juz mocno ujechane konwenanse.
a już rozumiem
Oni jakos tak żeby się z tym obnosili to nie ale ich najbliżsi wiedza jak żyją, jej tradycyjni rodzice też , z tym że oni się wogóle nie wtrącają do nich nawet jak wióry lecą.
Dla mnie takie związki to nie jest jakaś nowość dlatego odebrałam Twoją wypowiedź jako przesmiewczą krytykę.
Znam więcej osób w takich "dziwnych związkach" - jak dla mnie. Inne małżeństwo które kiedyś poznalam : bez dzieci, oboje naukowcy realizujacy wspólnie jakieś przedsięwzięcia na otwarcie których czy imprezy czasem przychodzili z osobami trzecimi. Całkiem luźny bez czajenia się zwiazek. Jak dla mnie to już hard core.
Znam też kilka osób homosexualnych którzy wcale się z tym nie kryją i ogólnie w duzym środowisku w ktorych ich poznałam są akceptowani, fajni ludzie :). Z tym że oni nie są tymi modowymi tworami na widok których dostaję drgawek

i nawet gadac mi się z takimi nie chce. Póki się ich bliżej nie pozna nikt nawet się nie domysla że są "inni" . Mają świadomosć tego że ich odmienność może byc dla innych niesmaczna dlatego nie obściskują się publicznie, normalnie zachowują, normalnie ubierają przy czym w luźnej rozmowie absolutnie nie ukrywają kim są, ze mieszkają razem. Z ich stron www też mozna się domyslić jakiej sa orientacji choć nigdzie nie jest tapisane "jestesmy homo" czy znaleźc zdjęcia w czułych usciskach. Nawet mój mąz który jest strasznym przeciwnikiem stwierdził że super ludzie z klasą.
majamajamaja pisze:
Natomiast to, co mi babcie w glowe wlozyly, a potem katechetka, to zostaje i to wydaje mi sie moim najwyzszym obowiazkiem. Wiekszosc ludzi, obojetnie jakiej religii, mysli w tych kategoriach.
Chyba tak jest . Moje zasady i jakość życia nie wynikają ani z racji religi bo zadnej wyznawca nie jestem ani z wzorca rodzinnego bo i ja i mąż go nie mielismy. Wchodząc w dorosłe zycie miałam wiele braków, obycia z rzeczywistoscią bo mojej matce wygodniej było mnie zamknąć z babcia w domu, zakazać wszerlkich wyjsc i miała świety spokój. Wszystkie priorytety w naszym związku ustalalismy sami. no z pomocą babć. Rodzicow wlasciwie nie mamy tzn oni są i maja się śiwtnie tylko ze na pewnym etapie zaczeli sobie ukladac zycie na nowo a nas zbyli na rzecz babć i tyle ich widzielismy. Moze nam to wyszło na dobre :) . Może dzieki babci jestem taka a nie inna.Była niesamowicie dobrym człowiekiem. Jak manrtę powtarzała, że rodzina jest najwazniejsza, nie wolno się krzywdzić i nie ma nigdy wystarczajacego do tego powodu.
Co do innych jestem bardzo tolerancyjna do momentu gdy ktoś nie probuje mi narzucić swojego stylu życia lub wmawiać że jego życie jest lepsze od mojego(rady i opinie zawsze mile widziane). Mój ogódek ma gruby mur, jak ktoś spróbuje w niego wsadzić paluch, odgryze bez skrupółów. Co do mojego zwiazku mam bardzo skrupulatne i radykalne, mozna by powiedziec staroświeckie zasady. że często spotykam się z ich krytyką. Uwielbam ludzi i zabawę ale flirty, romanse, kawki, samotne imprezy i inne pierdoły w zwiaku dla mnie nie istnieją. Konsekwentnie trzymam się zasad jakie wypracowalismy. Zmiany pod warunkiem obopólnej akceptacji. Jak mam watpliwosci zawsze pomyslę jak ja bym się poczuła, co bym pomyslała gdyby np mój maż tak postapił lub inaczej - to mój sposob na nierobienie głupot. Nie mam problemu ze zrezygnowania z czegoś dla dobrego samopoczucia mojego męża. Nie uznaję zwiazków do końca zycia cokolwiek by się działo - wręcz przeciwnie lepiej się szybko rozstac niż wzajemnie katować, czasem nawet nie warto dawac 'drugiej szansy". Oczywiście takiego samego postepowania oczekuję od drugiej połowy.
W takich ramach, jak to niektórzy mówią, jest mi dobrze, nie uważam że czegos się wyzbywam lub coś tracę
i to chyba jest najwazniejsze.Większą krzywdę bym sobie zrobiła postepując nie zgodnie z soba. Wcale sie nie przejmuje tym że komuś się to nie podoba, ja swoje stylu zycia nikomu nie narzucam . Mój mąz był bardzo podobny w swoich pogladach do mnie ale o dziwo nasze babcie i nasze matki też wiec cos w tym jest.
majamajamaja pisze:
Quer, wiesz moze, jak dlugo trwala ta terapia? I czy odniosla skutki na stale?
Tak udało im się, jak on to opowiadał to byli juz po terapii. To było dobrych kilka lat temu. Od wspólnych znajomych słyszałam że nadal są razem a 4 lata temu urodzila im się druga córka

. Az się usmialam.. przypomniałam sobie jak śmiesznie opowiadał jak jej to powiedział i jak się bał jej reakcji. Strasznie mi wtedy zaimponował desperacką walką o swoja muzę :) super facet.
Nie wiem jak dlugo trwala ich terapia ale napewno nie była to jedna czy dwie wizyty bo mówił że do sexuologa chodzili razem i osobno. Mówił że jemu tez było to potrzebne.
No to ja tez trochę wyrzucilam z siebie i o sobie