Życie zaczyna się po 40-tce. cz 7.

Wolne tematy, dyskusje, tutaj możecie rozmawiać o wszystkim. Nasze codzienne i niecodzienne sprawy.

Moderator: Zespół I

Quer
Miłośniczka Beauty
Miłośniczka Beauty
Posty: 748
Rejestracja: 05 sie 2009, 17:03

Re: Życie zaczyna się po 40-tce. cz 7.

Post autor: Quer » 04 lis 2012, 20:57

Dana_2 pisze:Ja nie znam żadnego zdrowego faceta, który by dobrowolnie zrezygnował z seksu...zresztą co dla nas jest zdradą dla nich "czynnością fizjologiczną";) na pewno znasz powiedzenie/książkę: kobiety są z wenus mężczyżni z marsa.
Skoro to dla nich nic złego to ciekawe dlaczego tak się kajają, przepraszają,uciekają, nie potrafia spojrzeć prosto w oczy . Proszę nie starajcie się tłumaczyć żdrajców bo oni doskonale wiedzą co robią, liczą tylko na to że się nie wyda.
Pzrykład bieżący, dzisiejszego zachowania mężą Sabriny, myślisz że on nie wiedzial że żle robi?

Awatar użytkownika
Sabrina
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 4156
Rejestracja: 26 wrz 2007, 14:50

Re: Życie zaczyna się po 40-tce. cz 7.

Post autor: Sabrina » 04 lis 2012, 21:04

Ullrike nigdy maz mnie nie pociągał i nie podniecał. Bardzo przystojny,podobal mi sie ale nie czulam nigdy nawet jeden dzien do niego pożądania. Mieszkalismy razem 6 lat,wiedzialm ze mnie kocha,ze jest dobry,powoli ja tez go pokochalam ale taką braterska miłoscią. Potem nagle zaczelam byc o niego bardzo zazdrosna ale o dziwo tez mnie nie pociągał. Sama tego do tej pory nie rozumie,czemu tak jest. Teraz z wiekiem juz hormony nie te i calkiem mnie od niego odrzucialo,ale wiem ze jak by pojawil sie ktos super,to i hormony dobrze by jeszcze działały.
Gdy by mnie dawniej pociaga,l a teraz nie,to bym poszla na terapie,ale wiem ze terapeuta nic tu nie wskóra ,a sama mysl ze musiała bym sie znów zmuszac, próbować, jest nie do wytrzymania. Jeszcze teraz po tym zajciu z pijana tania dziwką bleeee. Teraz wiem ze mogła byc juz nie jedna i nawet nie ma szans zebym go dotknęla. Bedzie białe małżeństwo. (thinking
"Bogactwo i uroda nigdy nie wyjdą z mody."

Awatar użytkownika
majamajamaja
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 1851
Rejestracja: 17 sty 2009, 11:24

Re: Życie zaczyna się po 40-tce. cz 7.

Post autor: majamajamaja » 04 lis 2012, 21:11

Quer pisze: przecież nie musza mieć tago napisane na czole.ich sprawa, ich podejście do życia. mnie nie intersuje czy żyję w kraju katolickim czy nie bo wierząca nie jestem.. byle nie wchodzić sobie w drogę.
Dlatego tez napisalam, ze to rewolucja - w glowie. Co inni na mnie powiedza, jest mi obojetne. Natomiast to, co mi babcie w glowe wlozyly, a potem katechetka, to zostaje i to wydaje mi sie moim najwyzszym obowiazkiem. Wiekszosc ludzi, obojetnie jakiej religii, mysli w tych kategoriach. Wypowiedzienie pewnych spraw na glos to juz spory krok, a juz dogadanie sie na otwarty zwiazek - to przekracza juz mocno ujechane konwenanse. Dlatego Sabrina potrzebuje najpierw cichych dni, zeby w ogole ogarnac to, co sie stalo i zastanowic sie nad wlasna reakcja.

Quer pisze: Ztego co wiem zdecydowali się na terapie i pomogło.Podobno było bardzo trudno bo ona napoczątku się poprostu zmuszała a on to widział ale suma sumarum przebrneli.
Quer, wiesz moze, jak dlugo trwala ta terapia? I czy odniosla skutki na stale?

Co do wrzucania wszystkich facetow do jednego kosza - rowniez nie jestem fanka. Mozna sobie pozartowac, ze to czynnosc fizjologiczna (tak samo mozna tez to odniesc do kobiety), ale znam i cenie paru facetow, ktorzy w zyciu kieruja sie innymi kryteriami, niz - dajmy na to - czysto fizjologiczne.
15 kwietnia 2009 - Brzuchanski, powieki

Awatar użytkownika
ullrike
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 3704
Rejestracja: 01 cze 2006, 08:41

Re: Życie zaczyna się po 40-tce. cz 7.

Post autor: ullrike » 05 lis 2012, 00:30

Teraz dopiero ciebie rozumiem Sabrina .
Bo sama na tej zasadzie wzielam slub:)Niestety

Awatar użytkownika
Sabrina
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 4156
Rejestracja: 26 wrz 2007, 14:50

Re: Życie zaczyna się po 40-tce. cz 7.

Post autor: Sabrina » 05 lis 2012, 10:42

Teraz po latach wiem,ze nigdy,prze nigdy za maż nie powinno sie wychodzic z rozsądku; a bo dobry,bo kocha,przystojny,to pewnie kiedys go pokocham....Owszem pokochalam,ale sprawy łózkowe byly dla mnie koszmarem i dla niego tez, bo cale zycie musial sie prosic,do tego ma niesamowity temperament wiec i dla mnie i dla niego to byl ,jest koszmar.
Wiem ze jak za mąz wychodzi sie z milości,gdy faceta sie poząda i nawet po latach juz nie gonia motylki,to mimo wszytko czlowiek raz na jakis czas i tak ma ochote na tą osobę,bo mozna stworzyć fajna scenerie, atmosferę ,mozna jakos inaczej niz zwykle,moze pomóc terapeuta.....ale jak czlowiek ma odrzut od tej drugiej osoby od pierwszego, no moze od 30 tego dnia znajomosci,to nic nie pomoze,zadne bajery,terapie.

Kurcze po miesiacu znajomosci wiedzialm ze to pomyłka,wyprowadzilam sie od niego, z powrotem do mamy,a on wydzwaniał,przychodzil,prosil,a mieszkanie z mama to była gehenna bo wszytko musiala wiedzieć i wiedziala najlepiej,wiec tylko dla tego wróciłam do niego. I tak cięgnelo sie to 6 lat. Zobaczylam ze zaradny, zaczelismy rozkręcać firme, ja dostalam piekne 3 pokojowe mieszkanie,przeprowadzilismy sie ,mi odbilo na punkcie dziecka,zaczełam do wózków dzieciecych zaglądać,wiec zaczelismy płodzić dzieciaka. Udalo sie za 2 razem i tak jestesmy razem ponad 26 lat.

On od początku ma swoje zycie,swoje zainteresowania,ja swoje. Nigdy nie było wspólnych spacerów,wyjść do kina, na urlopie razem bylismy 3 razy,zawsze jezdzilam z córka sama. Pare razy go prosiłam,zebysmy wspólnie gdzies wyszli,bo w tedy jest tak fajnie,a nie tylko dom i dom,to twierdzil ze nie lubi i ze ja o tym wiedzialam ,wiec po co teraz naciskam na niego,jak on woli posiedziec z kumplami,ogladać mecz. Owszem byly wspólne imprezy ,takie pijanstwo weekendowe,potem po pijaku seks,wiec jemu tylko takie imprezy sie podobaly,ale mi pare lat temu przestały,wiec juz kompletnie razem niegdzie nie wychodzimy.

Ciesze sie jak go nie widze,a jak przyjdzie do domu to widzimy sie 15 -20 min i na ogól jest na bani,[bo w firmie chleją od lat,maja tam swoje miejsce spotkań] wiec cos tam powie jak wróci do domu,albo i nie,ogladniemy film jak jest w miare trzeżwy i idzie do siebie.
Nawet jak mnie chce przytulic to nie dla samego przytulenia,tylko od razu łapy mu gonia,a mnie paraliżuje kazdy jego dotyk,bo wiem ze za sekunde zapyta czy bym coś nie chciala. Koszmar,koszmar.....ale juz tego nie zmienie. Teraz jedynie moge mu za kazdym razem powiedziec zeby sie odwalił,skoro puszcza sie na boki,a dawniej dla swietego spokoju co pare dni musialm go jakos zadowolic,ZEBY NIE POSZEDL NA BOK,zeby nie marudził...Minelo 3 -4 dni i znów chodził i sie dopytywał! (headbang
Zawsze on dochodzi mówi ze kocha,ja bardzo żadko. Nie awanturujemy sie,nie wyzywamy,jest spokój,wiec niby zgodnie nam sie zyje,tak jak z bratem.

Nie wiem jak teraz bedzie wygladalo nasz zycie. Rozmawiać z nim bede,chociaz najchetniej bym sie nie odzywała, bo jest mi to obojetne czy rozmawiamy czy nie. Zawsze on pierwszy reke na zgode wyciągał,mi bylo na ręke ze nie gadamy bo przynajmniej od seksu mialam spokój. Jak zaczne sie odzywać to on pomysli ze juz jest ok i pewnie znów zacznie marudzić i chyba normalnie go zabije,albo mu w nocy chlasnę tego fiuta !
Gdy bym mogla cofnąć czas nigdy bez pożądania,zakochania nie wyszla bym za mąż. NIGDY PRZENIGDY!

No to sie wyzaliłam,pogadalam i kij,zobaczymy co dalej bedzie (thinking
Ten temat powinny mlode laski przeczytac jako ostrzeżenie,zeby z rozsądku za mąż nie wychodzić.
"Bogactwo i uroda nigdy nie wyjdą z mody."

Awatar użytkownika
babina7
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 4545
Rejestracja: 03 cze 2008, 00:31

Re: Życie zaczyna się po 40-tce. cz 7.

Post autor: babina7 » 05 lis 2012, 11:05

jak tak, to powinnaś jednak zdecydowanie zmienić życie. Może podzielic dom i kupić sobie i córci mieszkanko?......
Przecież smutne takie życie "obok". Jeszcze dobijasz sie tym hospicjum.
Z czasem sama jego obecność w domu zacznie Cię dołować a na zmianę będzie za późno....Może przyjść wrogość....a dom jest dla odpoczynku i bliskości z kimś kogo lubimy. Chyba, że to chwilowy dołek kiedy wszystko widzimy na czarno ?
zadowolona

Awatar użytkownika
niebieska
Specjalista Beauty
Specjalista Beauty
Posty: 1986
Rejestracja: 27 cze 2005, 14:11

Re: Życie zaczyna się po 40-tce. cz 7.

Post autor: niebieska » 05 lis 2012, 11:45

i mnie sie zrobilo smutno jak to przeczytalam.
czy tak chcesz zyc do konca zycia?
bardziej z nim chyba jestes z przyzwyczajenia, wygody, strachu przed nieznanym, niz z milosci, chociazby braterskiej, chociaz dla mnie i ta jest watpliwa w tym "zwiazku".
sabrina, Ty jestes jeszcze mloda, atrakcyjna i nie musisz zyc byle jak.
ja wolalabym zycie samotne (oczywiscie caly czas pieszczac nadzieje, ze kogos poznam), niz takie z wrogiem pod jednym dachem.
masz teraz dobry czas na przemyslenia.

Awatar użytkownika
Sabrina
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 4156
Rejestracja: 26 wrz 2007, 14:50

Re: Życie zaczyna się po 40-tce. cz 7.

Post autor: Sabrina » 05 lis 2012, 13:16

Gotuje i mysle co dalej i tak doszlam do wniosku,ze powinnam kogos miec na boku. Od meza nie odejde,bo jest córcia. Jej nigdzie nie wezme,bo serce by jej pekło,ze rozstajemy sie z męzem,poza tym ma tu chlopaka znajomych, szkole,wiec nawet jak bym miala na tyle pieniedzy zeby coś wynajać,to nie odeszła bym zeby córki nie ranić. Bez niej to juz za żadne skarby bym nie odeszla,bo byśmy sie zapłakały za sobą. Ona ma we mnie ogromne wsparcie. Meza kocha,bo wiadomo i na tym sie konczą ich relacje.

Kurcze, nigdy nie miałam nikogo komu mogła bym sie zwierzyc ze swoich problemów,kto by mi doradzil co robic jak postąpić. Zawsze trafiam na takie osoby w realu czy w necie,którym ja ciągle cos doradzam,których wysłuchuje,którzy gadaja tylko o swoich problemach....masakra normalnie!! W mezu nigdy nie mialm wsparcia,bo to nie jego dzieci ale nawet jak idzie o naszą córkę czy o nasze problemy on ucieka do firmy,ma tam kumpli,wódeczkę,piweczko,teraz dziweczki....żyć nie umierać. O 15 przyjedzie na obiad na 15 min i z powrotem do firmy do 20 tej i tak dzien za dniem,rok za rokiem. O 20 tej wymienimy sie jakimis uwagami ,ogladniemy Na Wspólnej i on idzie do siebie.....
Kurcze pasowal by mi face który mnie wysłucha,doradzi,pomoze finansowo,którego bede pożądała i mogła bym tak zyć. Mąż swoim zyciem ja swoim,pozornie wszystko bylo by tak jak zawsze,córka ma dalej spokojny dom,dwoje rodziców,ja radosna,maz zaspokojony bo pewnie znalazł by kogoś.
Porypane to życie.
Ide na silownie. Nie che mi sie, ale ide, bo ocipieje w domu z tymi myslami.
Dziewczyny sory za moje marudzenie,ale kurwicy dostaje,jak pomysle co dalej bo nie wiem co dalej.
"Bogactwo i uroda nigdy nie wyjdą z mody."

Quer
Miłośniczka Beauty
Miłośniczka Beauty
Posty: 748
Rejestracja: 05 sie 2009, 17:03

Re: Życie zaczyna się po 40-tce. cz 7.

Post autor: Quer » 05 lis 2012, 13:38

Mam takie samo przekonanie, jeżeli małżenstwo ma być udane jednym z kilku czynników jest sex w ktorym choc trochę musi być chemi. Dla faceta czy kobiety sex na siłę nie jest satysfakcjonujący emocjonalnie, to raczej bardziej jest zaspokojeniem popędu.
Ciarki mnie przechodzą czytając co Sabrina piszes. Okropna sytuacja.Brr. Podziwiam że wytrzymałyscie psychicznie.
Babina ma rację. Jestes fajna babka, inteligentna i ładna. Wiadomo błąd kosztuje, zapłacilas za niego bardzo wysoką cenę. Dlaczego masz się skazywać na samotność? i tak już przez wiele lat tyle się wyrzekłaś. Popatrz z jakim żalem i odrazą piszesz analizując swoje zycie. Widząc go wiecznie będzie Ci się przypominać to co znosiłaś. Wcześniej trzymałaś fason "dla dobra sprawy" teraz już nic nie musisz, uważaj na siebie co byś sięnie rozkleiła. W dół łatwo się spada. Wieczorem jeszcze przeczytalam forum a potem nie mogłam zasnac.Strasznie przykra sprawa. Bardzo Ci wspołczuje. Tak naprawdę przykra dla was obojga co i tak jak dla mnie go nie usprawiedliwia.
Sabrina! chować taką kobietę w domu jak Ty to MARNOTRASTWO! ja nawet swojemu męzowi opowiadałam (ale sexy zdjęć nie pokazałam (giggle ) że chcialabym kiedyś tak wygladac , a Ty się tak chcesz zmarmować. Drugi raz się chcesz zadręczać.Po co? Jestes w takiej sytuacji że teraz Ty karty rozdajesz.
..A może masz mozliwość podzilić dom, odgrodzić pietro, zrobic osobne wejście?.
Kurcze ja miałam 17lat takich z motylkami w brzuchu i z wzajemnością. Wszystko to czego u Ciebie brakowało. Miłość,rodzinę, sex. Kazdy wolny czas spedzalismy razem a nawet jak byla taka opcja to razem jeździlismy do pracy. Wiecznie ze soba gadalismy ,czasem całe noce. Jak już musiałam wyjechać to wciąż pisalismy do siebie smsy albo siedzielismy na Skypie. Kiedys nawet na światłach rozbiłam przez to samochód. Potrafiłam z drugiego końca Polski przyjechać w nocy taką przyjemność sprawiał mi powrót do domu a jak już wraciłam do domu przwąznie brałam kompiel a on siadał na wannie i tak gadalismy czasem z 2 godziny. Dobry ojciec.W obowiązkach domowych pomagał. jedynie nigdy nie cierpiał większych robót domowych.
Wszystko w takim zwiazku smakuje inaczaj. Człowiek ma takiego powera, praca , sprzatanie to przyjemnosci. Góry można przenosić.Przez te lata czuje się wygrana i dusze bym oddała za takie następne 17 lat. Niestety kilka lat temu się pokiełbasiło ale w porównaniu do Ciebie u mnie i tak jest dobrze.
Nie odmawiał sobie motylków bo one są cudowne!
Kimm teraz ma takie motylki to ci moze cos o tym powiedzieć (clin
majamajamaja pisze: Dlatego tez napisalam, ze to rewolucja - w glowie. ....... Wypowiedzienie pewnych spraw na glos to juz spory krok, a juz dogadanie sie na otwarty zwiazek - to przekracza juz mocno ujechane konwenanse.
a już rozumiem
Oni jakos tak żeby się z tym obnosili to nie ale ich najbliżsi wiedza jak żyją, jej tradycyjni rodzice też , z tym że oni się wogóle nie wtrącają do nich nawet jak wióry lecą.
Dla mnie takie związki to nie jest jakaś nowość dlatego odebrałam Twoją wypowiedź jako przesmiewczą krytykę.
Znam więcej osób w takich "dziwnych związkach" - jak dla mnie. Inne małżeństwo które kiedyś poznalam : bez dzieci, oboje naukowcy realizujacy wspólnie jakieś przedsięwzięcia na otwarcie których czy imprezy czasem przychodzili z osobami trzecimi. Całkiem luźny bez czajenia się zwiazek. Jak dla mnie to już hard core.
Znam też kilka osób homosexualnych którzy wcale się z tym nie kryją i ogólnie w duzym środowisku w ktorych ich poznałam są akceptowani, fajni ludzie :). Z tym że oni nie są tymi modowymi tworami na widok których dostaję drgawek (angry i nawet gadac mi się z takimi nie chce. Póki się ich bliżej nie pozna nikt nawet się nie domysla że są "inni" . Mają świadomosć tego że ich odmienność może byc dla innych niesmaczna dlatego nie obściskują się publicznie, normalnie zachowują, normalnie ubierają przy czym w luźnej rozmowie absolutnie nie ukrywają kim są, ze mieszkają razem. Z ich stron www też mozna się domyslić jakiej sa orientacji choć nigdzie nie jest tapisane "jestesmy homo" czy znaleźc zdjęcia w czułych usciskach. Nawet mój mąz który jest strasznym przeciwnikiem stwierdził że super ludzie z klasą.
majamajamaja pisze: Natomiast to, co mi babcie w glowe wlozyly, a potem katechetka, to zostaje i to wydaje mi sie moim najwyzszym obowiazkiem. Wiekszosc ludzi, obojetnie jakiej religii, mysli w tych kategoriach.
Chyba tak jest . Moje zasady i jakość życia nie wynikają ani z racji religi bo zadnej wyznawca nie jestem ani z wzorca rodzinnego bo i ja i mąż go nie mielismy. Wchodząc w dorosłe zycie miałam wiele braków, obycia z rzeczywistoscią bo mojej matce wygodniej było mnie zamknąć z babcia w domu, zakazać wszerlkich wyjsc i miała świety spokój. Wszystkie priorytety w naszym związku ustalalismy sami. no z pomocą babć. Rodzicow wlasciwie nie mamy tzn oni są i maja się śiwtnie tylko ze na pewnym etapie zaczeli sobie ukladac zycie na nowo a nas zbyli na rzecz babć i tyle ich widzielismy. Moze nam to wyszło na dobre :) . Może dzieki babci jestem taka a nie inna.Była niesamowicie dobrym człowiekiem. Jak manrtę powtarzała, że rodzina jest najwazniejsza, nie wolno się krzywdzić i nie ma nigdy wystarczajacego do tego powodu.
Co do innych jestem bardzo tolerancyjna do momentu gdy ktoś nie probuje mi narzucić swojego stylu życia lub wmawiać że jego życie jest lepsze od mojego(rady i opinie zawsze mile widziane). Mój ogódek ma gruby mur, jak ktoś spróbuje w niego wsadzić paluch, odgryze bez skrupółów. Co do mojego zwiazku mam bardzo skrupulatne i radykalne, mozna by powiedziec staroświeckie zasady. że często spotykam się z ich krytyką. Uwielbam ludzi i zabawę ale flirty, romanse, kawki, samotne imprezy i inne pierdoły w zwiaku dla mnie nie istnieją. Konsekwentnie trzymam się zasad jakie wypracowalismy. Zmiany pod warunkiem obopólnej akceptacji. Jak mam watpliwosci zawsze pomyslę jak ja bym się poczuła, co bym pomyslała gdyby np mój maż tak postapił lub inaczej - to mój sposob na nierobienie głupot. Nie mam problemu ze zrezygnowania z czegoś dla dobrego samopoczucia mojego męża. Nie uznaję zwiazków do końca zycia cokolwiek by się działo - wręcz przeciwnie lepiej się szybko rozstac niż wzajemnie katować, czasem nawet nie warto dawac 'drugiej szansy". Oczywiście takiego samego postepowania oczekuję od drugiej połowy.
W takich ramach, jak to niektórzy mówią, jest mi dobrze, nie uważam że czegos się wyzbywam lub coś tracę i to chyba jest najwazniejsze.Większą krzywdę bym sobie zrobiła postepując nie zgodnie z soba. Wcale sie nie przejmuje tym że komuś się to nie podoba, ja swoje stylu zycia nikomu nie narzucam . Mój mąz był bardzo podobny w swoich pogladach do mnie ale o dziwo nasze babcie i nasze matki też wiec cos w tym jest.
majamajamaja pisze: Quer, wiesz moze, jak dlugo trwala ta terapia? I czy odniosla skutki na stale?
Tak udało im się, jak on to opowiadał to byli juz po terapii. To było dobrych kilka lat temu. Od wspólnych znajomych słyszałam że nadal są razem a 4 lata temu urodzila im się druga córka (sun . Az się usmialam.. przypomniałam sobie jak śmiesznie opowiadał jak jej to powiedział i jak się bał jej reakcji. Strasznie mi wtedy zaimponował desperacką walką o swoja muzę :) super facet.
Nie wiem jak dlugo trwala ich terapia ale napewno nie była to jedna czy dwie wizyty bo mówił że do sexuologa chodzili razem i osobno. Mówił że jemu tez było to potrzebne.
No to ja tez trochę wyrzucilam z siebie i o sobie

Awatar użytkownika
ulla10
TOP Beauty
TOP Beauty
Posty: 3947
Rejestracja: 18 cze 2005, 19:20

Re: Życie zaczyna się po 40-tce. cz 7.

Post autor: ulla10 » 05 lis 2012, 15:49

On od początku ma swoje zycie,swoje zainteresowania,ja swoje. Nigdy nie było wspólnych spacerów,wyjść do kina, na urlopie razem bylismy 3 razy,zawsze jezdzilam z córka sama.
wiec po co teraz naciskam na niego,jak on woli posiedziec z kumplami,ogladać mecz
.
Ciesze sie jak go nie widze,a jak przyjdzie do domu to widzimy sie 15 -20 min i na ogól jest na bani,
bo w firmie chleją od lat,maja tam swoje miejsce spotkań] wiec cos tam powie jak wróci do domu,albo i nie,ogladniemy film jak jest w miare trzeżwy i idzie do siebie.
Sabrina, normalnie się poryczałam jak to przeczytałam :(
Sabrina to nie jest udany, braterski związek tylko bez namiętności, to jest jakaś totalna TRAGEDIA
Dlaczego pozbawiłaś się szans na udany, fajny związek z interesującym facetem? Taka super babka!!!

Nożesz kuźwa jestem 17 lat po ślubie a nadal się umawiam z mężem na randki na mieście.
Jak ma tylko wolną chwilę w ciągu dnia dzwoni gdzie jestem, że może by na kawkę albo naleśniki ze szpinakiem razem pójść.
Kupuje bilety na koncert artysty którego lubię i robi mi niespodzianki. Zresztą z wzajemnością.
Uwielbiamy razem jeździć na zakupy albo nawet w interesach. Cały dzień razem w samochodzie i nie jest nudno,
słuchamy sobie płyt, wyrażamy opinie na tematy poważne i mniej, zaśmiewamy się, nabijamy z siebie, dogadujemy sobie od staruszków i takie tam :D
Seks jest nadal super, a bywa wręcz bosssski w sprzyjających okolicznościach.
Są dni kiedy nadal mam motylki w brzuchu kiedy na niego patrzę i bywam zazdrosna :)
Kiedy gdzieś wychodzimy nadal widzę ten błysk w jego oku, wtedy nawet nie musi mówić ,że mu się podobam.
Oczywiście kiedy się poklócimy to jest wstrętnym chamem i wszystko co napisałam powyżej to stek bzdur :))


Sabrinka, wybacz, ale żal mi Twej córki że taki sobie buduje obraz małżeństwa i związku :(
24.02.2017. Dr Mariusz Wysocki- CKN

Zablokowany

Wróć do „Feel Free - Nie Krępuj Się”