kiedyś też myślałam, że mały romans może nawet pomóc na małżeński marazm, ale zmieniłam zdanie.
To jest jednak igranie z ogniem.
Moje małżeństwo przetrwało, ale ceną jest moja nerwica i stany depresyjne.
A moje nie przetrwalo

i nie zaluje tego..tak mialo byc ,po co mi bylejakosc do grobowej deski ,z zasiedzenia .Nerwicy ani depresji obecnie nie mam....wrecz przeciwnie :)
Mimo cierpien po drodze nieuniknionych niestety ,jestem teraz na swoj sposob szczesliwa
i nie zaluje niczego co mi moje zycie przynioslo.
Absolutnie nie namawiam Kimm do romansow.poki znajomosc jest na etapie pogawedek i fantazjowania jest w miare bezpiecznie.
pewnie ze rozstanie i w takim momencie bedzie bolec ,zawsze bedzie bolec.
Recept nie ma ,w byle jaki romans nie ma co sie pchac ,tylko dlatego ze kreci,.
tak samo nie ma co siedziec w byle jakim malzenstwie ,tylko dlatego ze jubileusz dlugi,bo im dluzej tym bardziej czlowiek wygodny i pogodzony,siedzi tylko dla dzieci majatku i dusi sie w tym sosie ..az mu sie zyc odechciewa.
Mnie sie zyc chce :)
lubie zyc :) a najwyzej sobie czasem poplacze :P
Kimm tak jak Sabrina pisze ,masz sprawe do przemyslenia i nie masz sie co kierowac przypadkami kolezanek,bo ile ludzi tyle przypadkow ipoczatkow i zakonczen.sama wiesz co masz a co miec mozesz i na ile to wszytsko warte.
Ja jednakze podchodzilabym bardzo ostroznie w twoim przypadku, ze wzgledu na ta roznice wieku nie pchalabym sie raczej mimo pokus w cos wiecej niz pogawedka.
Jak jest w malzenstwie milosc ,szacunek ,czulosc ,przyjemnosc przebywania z soba ,,,aaa i jeszcze fascynacja swoim cialem..to zaden romans nie zagrozi.
a jak jest do kitu to zawsze znajdzie sie substytut lepszy od oryginalu:)