i na dodatek dzień przed pogrzebem ojciec wylądował w szpitalu ,w biegu jem ,ale staram się jakoś dietetycznie
chociaż wczoraj był mały schaboszczak .Waga na pewno ta sama co była 62 kg.ale już nie trzymam się
tak surowych zasad ,jak przy kapuścianej ,coś chyba pobolewa mnie wątroba od tego dietowania ,opona
teraz trochę wisi ,już na pewno jej nie zgubię no chyba że schudnę do 50 to będzie wisiał tylko flak
który schowam w reformach
wogóle białego pieczywa i trzymam się zasady mniej żreć
Ullrike my chyba już takie pulchniutkie to zostaniemy do końca ,na tym padole ,ja wiem na pewno że jak
trochę sobie więcej na coś pozwolę ,to brzuch będzie taki sam jak był ,i gęba też.
Martwi mnie jeszcze jedna rzecz ,oby ojciec do liftu ,albo zaraz po, nie wywinął jakiegoś numeru
bo wtedy sprawa się rypnie ,i nic innego już mi nie pozostanie , zbierać manatki i pod most ,a jest poważnie
chory ,zresztą był i właśnie odeszła z tego świata osoba którą kochał ,która się nim opiekowała,jestem dobita.







