Pisemko należy oczywiście z przymrużeniem oka potraktować. Ale problem już nie.
Lecę ostatnio samolotem z Londynu. Okres przedświąteczny, ale bez przesady. 13 grudnia (nomen0omen, hehe). Co bardziej gorliwe rodziny (młode rodziny, koło 30. - 35.) walą jednak wcześniej na łono rodziny, bo wiadomo, stęsknieni dziadkowie dzieciakami się ku uldze rodziców zajmą, wigilię przygotują (tradycyjną, a jak!), a rodzice wreszcie będą wiedzieli, że im się coś od życia należy.
W ramach tej świątecznej uciechy dzieci dają w dupę samolocie tak bardzo, że mi się latać w tym "tramwaju" Ryanair'a odechciewa (no, prawda, potem mi przechodzi, bo za te cztery stówy z bagażem da się jednak od czasu do czasu wytrzymać z zaciśniętymi zębami). Obok mnie - matka z dzieckiem. Dziewczynka spokojna w miarę. Przede mną - dziecko z rodzicami. Mamcia po półgodzinnym narzekaniu, że te linie to najgorsze są, ulokowaniu bagażu, męża, który szybko zasypia i usadzeniu dziecka- lat 4, zaczyna zaczepiać tę obok mnie.
Klepie i klepie, opowiada obcej babie co się opłaca, że dom kupili, i o synku- a jak. W końcu się przesiada . Synek zaczyna szaleć . Rozkręca spokojną do tej pory dziewczynkę, po jakimś czasie oboje szaleją. Personel raczej bezradny, zwraca tylko uwagę. Chłopczyk ma przykry nawyk objawiania radości wrzaskiem i wyciem. Podskakuję za każdym wyciem. Zwracam uwagę. I co słyszę? Słyszę, że ma mnie przeprosić. No, mam jego przeprosiny w tyle, ale mamusię i tatę (ten nadal śpi) to bym wysadziła . Razem z synkiem. Wszystkie te mamcie powinny siedzieć w swoim towarzystwie w jednej części samolotu. Latam na tej trasie co jakiś czas. I zawsze mam ochotę te dzieci i ich rodziców zgrupować w jednym miejscu samolotu i postawić kurtynę dźwiękoszczelną. No nie ma siły, wspólne towarzystwo dorosłych i dzieci często nie idzie w parze.
Dlatego takie zajawki mnie cieszą. Oczywiście, że pisemko przegina, przerysowuje, ale może to sposób na zwrócenie uwagi? młodzi rodzice nie przyjmują do wiadomości, że dziecko zmienia ich życie na zawsze. Usiłują nie zmienić swojego życia. I dochodzi do absurdów w rodzaju knajp z kącikami dla dzieci. Za to zmieniają moje życie. Przestrzeń życiowa mi się kurczy. Do knajpy nie pójdziesz. Na wystawę - ze strachem. Hiperki prawie sobie darowałam. Mam nadzieję, że wreszcie wejdzie na scenę niż demograficzny i będzie trochę spokoju.
