Tygrysiaca
Pamiętam Twoją historię.Nadal się miotasz biedaczko....niestety nic nie poradzę,bo chyba nie wiedziałabym jak się zachować w Twojej sytuacji.
To jest najgorsze-nie ma nikogo trzeciego,ale nie ma tez miłości,a w tym wszystkim małe dziecko.Zostać dla dziecka i udawać kochającą rodzinę,w mężu mieć przyjaciela?I czekać i marzyć,że być może gdzieś tam jest wymarzona miłość i wybranek,wielkie porywy serca.Rozstać się z mężem i pozbawić dziecka pełnej rodziny?Kurcze,każde rozwiązanie jest trudne.
Ale myślę,że niech Ci serce podpowiada.
Córka,jeśli obydwoje o to zadbacie,nie powinna być pokrzywdzona,z powody Waszego ewentualnego rozwodu.Lepiej dla dziecka-żyć w spokoju i mieć dochodzącego tatę,niż słuchać awantur.Poza tym wiadomo,że dzieci zawsze wyczuwają chore sytuacje i bardzo je przeżywają.Nie warto fundować im nerwy i zwichrowane dzieciństwo.
Z drugiej strony,powiem szczerze,że z mojego punktu widzenia ZAWSZE jest mi szkoda niszczyć coś,co jest dobre i stanowi fundament życia.
Nie miałam nigdy męża ani dzieci,więc tak sobie piszę hipotetycznie i gdybam,że coś tam bym zrobiła tak czy siak,a potem wiadomo-
życie plany burzy......ale obawiałabym się sytuacji,że kolejny facet w moim życiu tak samo okaże się,że jest do dupy i potem kolejny i kolejny.Nie chciałabym spędzić życia na wiecznym
próbowaniu.
Niestety,jak na razie tak mam.Nie udało mi się z nikim zbudować trwałego i zdrowego związku,ech...
Czasami wątpię,czy to się zmieni,bo mam już syndrom-
nie ten,to inny.
Nie zależy mi na naprawie,leczeniu związku,bo wiem,że być może za rogiem czeka ktoś nowy,lepszy....oczywiście,mówię tu o sytuacji,gdy jest ogólnie ok w związku,ale nie ma tej iskry w oczach,tego żaru.Bo gdy w grę wchodzi, idiotyczne zachowanie faceta,jego gierki,szantaże,itd-to od razu pokazuję drzwi.
Nie wiem czy to dobre..to moje zachowanie.
Może czasami warto się przemęczyć,przeczekać trudny okres,spuścić z tonu,ustąpić,żeby potem cieszyć się piękną relacją z drugim człowiekiem.Sama nie wiem.
Tyle małżeństw przechodziło różne kryzysy,a teraz,po wielu latach jest istna sielanka.Mówię chociażby o swoim otoczeniu.
Tygrysico,musisz to dobrze przemyśleć i posłuchać siebie.Innej rady nie mam.Słuchaj siebie,to zawsze jest najważniejsze.Trzymam kciuki!
Life is a journey,not a destination.