mnie zawsze bolaly raczki i nozki na mysl o 1.11. przedostac sie przez cale miasto, uff.
wszyscy zli, zdenerwowani, krzywiacy sie jeden na drugiego, a jak juz jestes na miejscu, problem z zaparkowaniem, tu i tam zapchane, potem trzeba pokonac te cale cmentarne wycieczki aby sie dostac do grobu bliskiej osoby, to tak jak egzamin na prawko- jazda miedzy slupkami.
jesli juz mam sie w to pakowac to tylko wieczorkiem, naiczesciej korek jest juz w druga strone.
uwielbiam wieczorny klimat w dniu zmarlych, migajace plomyczki, zapach kwiatow i topiacego sie wosku, i starsze panie spiewajace pisni.
...ale ja mieszkam w londynie, nie biegam na cmentarze, zapominam o tym swiecie, za to pamietam o halloween, o strojach dla moich lobuzow i pumpkinie.
juz swoje odbebnilam, biegalam z nimi przez godzine od drzwi od drzwi, krzyczac trick or treat. bylo bardzo "nastrojowo". to juz ostatni raz, obiecuje sobie co roku. wole sie przepychac caly dzien na cmentarz i posiedziec na laweczce kolo babci, mimo ze w dupsko zimno.
karolka GRATULACJE.
fotoreportaz koniecznie zapodaj.