Dzięki Dziewczyny za opinie n/t emigracji.
Macie rację,że zależy wszystko od poszczególnego człowieka.
Jakie kto ma plany,ambicje i marzenia.Jednemu wystarczy przecież sam chleb,drugiem chleb i masło,a trzeci potrzebuje chleba z szybką.
Jeśli o mnie chodzi,to sprawa jest dość prosta-niby nic mnie tutaj nie trzyma,ale z drugiej strony jednak trzyma.
Nie mam męża,dzieci,kredytów,studia ukończone,gdybym zdecydowała się jechać ,to kupuje bilet i jadę.Ale mam inne przyległości.I z tym będzie problem.
Dom i kilka samochodów,to moja zagwozdka.Nie mogę sprzedać chałupy,to nie wchodzi w grę.Auta mogę niby upłynnić,ale szkoda mi.Sprzedać wszystko jest łatwo,gorzej potem kupić

Więc gdybym się zwinęła z naszego kraju,to muszę nadal płacić podatki i rachunki za dom,ubezpieczenia,itd.to samo z samochodami.Musiałabym w zasadzie utrzymywać siebie ,,gdzieś tam daleko'' i moje własności w Polsce.
Nie wiem czy bym wyrobiła finansowo.Rozmawiałam z rodzicami na ten temat i są przeciw.W/g nich mam dobrze i nie powinnam szukać gruszek na wierzbie.Oni zupełnie nie rozumieją,że mi chodzi o przebywanie w innym klimacie,z innymi ludźmi,chcę doświadczyć czegoś nowego.Nudzi mi się w moim mieście,po prostu.

Ile można oglądać to samo?!Po drugie zawsze można wrócić.
W każdym razie,na wsparcie bliskich nie mogę liczyć.
Co do warunków mieszkaniowych,to z tego co się zorientowałam w sieci,wynajęcie samodzielnej kawalerki w Londynie to min.800 funtów .Byle jaka praca w hotelu(pewnie housekeeping),to ponad 100 f. tygodniowo.Rachunek prosty-nie wystarczy na samodzielne życie.Wiadomo,że sprzątanie to taki hardcore jak dla mnie,ale ze wszystkim się liczę,jak na początek.Kurcze,nie wiem ,muszę to dobrze przemyśleć.
Dzisiaj otrzymałam dobrą propozycję,miałabym przejąć firmę.I tak sobie dumam czy warto w to wchodzić.Jakoś nie wyobrażam sobie siebie jako szefową,w dodatku w męskiej branży.
Michitka
Dlaczego piszesz,że po ewentualnym powrocie nie miałabyś niczego?Chcesz wysprzedać wszystko?
Life is a journey,not a destination.