W swoim życiu miałam dwie historie z wspólnym mieszkaniem,na szczęście bardzo krótkie.
Nie licząc jakiś wyjazdów na studiach,koloni,obozów,itd.
Raz na praktykach mieszkałam z dużą grupą ludzi,chyba ok.11 czy 12 osób z tego co pamiętam-koszmar był
Dwa miesiące gotowaliśmy się w jednym sosie-też były różne atrakcje typu-złodziejstwo,podbieranie rzeczy,wyżeranie,nocne hałasy,kłótnie a nawet bijatyki.
Wrzucanie sobie petów po fajkach do łóżka,podbieranie laptopów.
Moje rzeczy ciągle były w ruchu-szampon kończył się po 4 dniach,żel do twarzy po tygodniu,nawet ktoś użytkował moje przyrządy jak np.cążki czy maszynkę do golenia
Tego nie rozumiem zupełnie-przecież można się zarazić tyloma chorobami.
Kurcze podebrać szampon czy krem to jeszcze....jeszcze...ale kurw....ma..... golić się cudzą maszynką???!!!
Trzeba mieć odwagę,naprawdę.
Koniec końców był taki,że trzymałam swoje osobiste rzeczy dosłownie po materacem łóżka,bo z każdego innego miejsca dostawały nóg.
Skąd to wynika takie ,,pożyczanie''?Ze skąpstwa,z biedy?
Ta moje ekipa od wspólnego mieszkania na kasę nie narzekała,mieliśmy płacone za praktyki i to dobrze.
Na wszystko spokojnie wystarczało.
Raz się totalnie wkurwił.....,

bo miałam suszony czosnek w buteleczce,normalnie jego miejsce było w mojej szafce kuchennej.Ale ciągle go zastawałam w różnych częściach domu-na tarasie,w salonie,itd.
Ktoś sobie brał bez pytania,więc zrobiłam mały zabieg-zrobiłam diabelski mix
Ten cholerny czosnek,dużo piasku i sól.
Hahaha,po kolejnym ,,pożyczeniu'', już więcej nikt go nie wziął,stał sobie spokojnie w szafce.
Co to za natura?Przecież wystarczy zapytać,co mi szkodzi dać komuś trochę tego czy tamtego jak poprosi?!...

Life is a journey,not a destination.