megi pisze:Co ja mówię..bez niej żyć się nie da..
W moim przypadku tak jest..Nawet dziś..on nie zadzwonił cały dzień..a ja chodzę jak lunatyk..nic do mnie nie dociera..az żołądek mnie rozbolał..
Megi, ja Cię doskonale rozumiem...Ja NIE CHCĘ i NIE POTRAFIĘ bez Niego być, żyć, robić cokolwiek. Nie wyobrażam sobie innego faceta obok siebie,
nie chcę innego...Od kiedy tylko wstanę rano myślę o tym, że on wieczorem do mnie napisze, a może przyjedzie? A kiedy nie piszę.... czuję się taka pusta, nic mnie nie cieszy. Zasypiam z nadzieją, że może jutro...A kiedy następnego dnia też cisza, wtedy wszystko traci dla mnie sens.
Co do tej nieprzewidywalności - pomysł niezły z założenia i pewnie skuteczny.... Tylko, że ja nie potrafię... Po co mam udawać przed kimś na kim mi zależy, że doskonale potrafię sobie radzić bez Niego i dobrze się bawić - skoro nie potrafię, po co mam grać, że nic mnie nie obchodzi to, że Jego nie ma - skoro pragnę aby był. Za łatwo "przebaczam"? I co z tego, po co mam udawać, że się gniewam skoro nie gniewam się? Po raz kolejny napiszę, że dobrze, że jest to forum... przynajmniej tu mogę się wyżalić, bo już głupio jest mi gadać o tym z bliskimi, zbytnia monotematyczność zdarzeń....Zresztą jedyne co od nich usłysze gdy jest mi ciężko to - "Olej go, zasługujesz na coś lepszego". A ja nie wyobrażam sobie, żeby było coś lepszego niż być przy blisko Niego, to rekompensuje mi wszystkie gorsze chwile. I choć może nigdy nie stworzymy normalnego związku, on zawsze będzie dla mnie tym NAJ i nigdy się od Niego nie odwrócę.
Dziwne to życie

23. 08. 05 - plastyka nosa (dr Bielecki)