Post
autor: rysiabe » 19 cze 2009, 21:02
Nie napisałam jednym ruchem, bo wcale nie mialam zamiaru tak się rozpisywać. Ale jakoś samo tak wyszło, a babki proszą, żeby tak pisać. Poza tym ja pracuję i nie mam tak dużo czasu, kradnę czas, by to pisać.
Poza tym czuję jak bardzo mi pomagacie, nawet takie z pozoru nic nie znaczące słowa coś mi dają.
Ja już nie jestem tą samą Rysią, która zaczynała tu pisać.
Co do tego księdza, to sama do dziś tego nie rozumiem. Sabrina, Ty jesteś od duchów i zjawisk nniepojętych dobra, to pewnie to jakoś wytłumaczysz.
..........................
Coi dalej?
Natępnego dnia wstałam z gotowym planem w głowie, tak jakby przez noc mi się coś tam poukładało. Wykąpałam się, zeszłam na dół do pobliskiego sklepiku i kupiłam jakieś ciuszki, bo moje były nie do dalszego użytku, za duże i brudne. Wrócilam, przebrałam się,obejrzałam w lustrze. Kurcze, jaka lasencja się ze mnie zrobiła! Figura jak marzenie.I ani śladu na twarzy wielodniowego opilstwa. Bużka jak u niemowlaka.Pomyślałam sobie, że przynajmniej w tym mi Bozia wynagrodziła, miałam czterdziechę, ale bużkę 30-latki.Tylko z wlosami coś nie tak, spakowałam stare łachy, wywaliłam po drodze do kosza i pomaszerowałam do fryzjera .Ścięłam włosy wg najnowszej mody, zrobiłam manicure, poszłam do kosmetyczki. "Co za cera!co pani stosuje. ? "-( Boże, kobito, gdybyś ty wiedziała co ja stosowałam przez ostatni tydzień, to by cię zamurowało). "Nic, zawsze miałam taką piękną gładziutką cerę " -.......(moja córka też tak ma, ma 33, pracuje na uczelni i brana jest za 20-letnią studentkę).......
Coś tam ze mną wyczyniali, masowali, maseczkowali i w końcu zaproponowali mi inny niż dotąd makijaż. Skończone, wstałam, rewelacja! Poprosiłam jeszcze o zważenie - 48. Nieźle.
W głowie miałam już poukładaną treść pozwu rozwodowego, w hotelu siadłam i napisałam(taki projekt dla adwokata), poszłam do zespołu adwokackiego po poradę i jak się do tego zabrać, powiedzieli mi, poradzili, coś tam jeszcze dodali i już wiedziałam, jakiego mam szukać adwokata, gdy wrócę do domciu.
Ból, rozpacz, rozgoryczenie minęły bez śladu. Minęła też żądza zemsty.Z lustra patrzyła na mnie zimna kamienna twarz bez śladu uśmiechu , jaki miałam kiedyś(i taka kamienna twarz jak u Pawlaka i stalowe zimne spojrzenie zostało mi do dziś).Nic nie zostało z tej ciepłej sympatycznej dziewczyny, skłonnej do żartów i uśmiechu. O moim mężu myślałam bez żalu i emocji. O rozwodzie jak o zadaniu do wykonania. O każdej zresztą kolejnej czynności jako o zadaniu do wykonania. Trzeba to zrobić i już. Nie ma dyskusji, a skoro tak to trzeba to zrobić jak najlepiej i jak najszybciej.Z lustra patrzyła na mnie inna kobieta, taka zimna kamienna suka, śliczna,doskonale zrobiona, ale suka.
Wewnętrznie czułam się tak, jakbym ubrała jakąś stalową kolczugę przez którą nic i nikt mnie nie zrani.I zaczynało mi być dobrze w tej kolczudze.
Bladym świtem wyruszyłam do domu z gotowym planem działania.Bez żalu, bez emocji. Chciałam, by się natychmiast wyprowadził, nie moglam już z nim żyć. Już nie chciałam.
Tak wycyrklowałam, by być w domu, gdy córka w szkole, a on w pracy. By swobodnie pokompletować dokumenty i pójść od razu do adwokata (w K polecili mi jedną bardzo skuteczną panią mecenas).
Ale jak to zwykle bywa, plany sobie a życie sobie.
Ani nie poszłam do adwokata, ani nie zastałam pustego domu. I pozwoliłam sobie zdjąć (na chwilę, co prawda ) tę kolczugę, co zaowocowało miesiącem zwolnienia lekarskiego.