anita111 pisze: dokładnie tak samo jak u Ciebie nigdy nie wiadaomo kiedy bedzie kłótnia , jest nerwowy , wybuchowy, rzadko widzi w sobie wine(( kiedys to był największy problem, po latach pracy jest o niebo lepiej)) i unosi głos przy pierdołach , wiec , jest super a za 30 min kłótnia aż się kurzy
może to ten sam facet
Ja sobie tłumaczę wszystko tym, że przecież ma dobre serce a to wszystko przykrywka, że udaje twardziela a jest miękki jak nikt nie patrzy. Kocham go bardzo i wiem, że zaradny z niego facet, dba o mnie, zadba też o rodzinę. Wszyscy mówią, ze przez te trzy lata kiedy ze sobą mieszkamy bardzo się zmienił, złagodniał.
Jego zachowanie na pewno jest po części spowodowane stresem i zmęczeniem bo wiem jak się zachowuje kiedy mamy luz, urlop. Ma też pewną chorobę (uszkodzony kręgosłup) która objawia się silnym bólem pleców i częstym zmęczeniem. W tym też leży przyczyna jego zachowania.
Oprócz tego nerwica i problem ze snem... i nie da się zaciągnąć do lekarza...
i wciąż wkręcam sobie, że jak sie wyśpi i odstresuje to będzie lepiej...
A przecież to głównie kwestia charakteru i tego co wyniósł z domu... niestety w przyszłym roku wprowadzamy sie do domu jego rodziców i obawiam się, że trzy lata mojej pracy pedagogicznej pójdą na marne... ojciec ma na niego duży wpływ, próbuje miec też wpływ na mnie ale mu się nie udaje.
Pytanie brzmi - jak długo wytrzymam z nim (teściem) pod jednym dachem... ?
Wiem, że decyzja należy tylko do mnie. Są takie dni kiedy chciałabym go udusić poduszką za to ile nerwów mi popsuł. Więcej jest takich dobrych dni, kiedy razem spędzamy fajny, przyjemny czas ale czy będzie tak dalej po ślubie... nie wiem. Nie mam odwagi rzucić wszystkiego. Nie mam odwagi odejść bo wiem jak mu na mnie zależy i ja też bardzo go kocham... boję się, że wszystko stracę.
Wszyscy wkoło trąbią, ze jak są takie wątpliwości i kłótnie to lepiej odejść, żeby nie niszczyć sobie i komuś życia...
Mam wątpliwości. Ale za bardzo go kocham.
Od roku mówię mu jak ważna będzie dla mnie operacja nosa, widział ile razy płakałam przez to cos co mam na twarzy i wspierał... a przynajmniej tak mi się wydawało.
Ostatnio wyskoczył z hasłem "chcesz sobie zrobić nos a potem znajdziesz sobie innego, lepszego... " na co mu odpowiedziałam, że jakbym chciała sobie znaleźć to już bym znalazła ale takiego bogatego, zeby mi jeszcze cycki zasponsorował ... Tak strasznie mnie wyprowadziło z równowagi to jego zdanie. Rok tłumaczenia, a on ostatnio opowiada swojej mamie, że ja sobie ubzduralam, ze wszyscy wkoło się z mojego nosa śmieją... zabolało. Na szczęście teściowa jest mądra kobita i powiedziała mi tylko, żebym się zastanowiła czy chcę ponosić konsekwencje operacji za dwadzieścia lat...
Czasem mam wrażenie, że do niego nic nie dociera...
24 styczen 2012 - korekta nosa. Dr Stepniewski. JUZ PO!!! JESTEM TAAAAKA SZCZESLIWA !!!