annoush pisze:Kejt, powinnaś się nad tym dobrze zastanowić. Jeśli okaże się, że za rok, dwa czy za kilka lat nie będziecie już razem, to czy nie będziesz żałowała zmarnowanej szansy?
annoush, jestem dopiero na trzecim roku, więc mam jeszcze dwa lata na wyjazd jakby co... Muszę się jeszcze trochę pozastanawiać, zdecydować co jest dla mnie ważniejsze...
annoush pisze:Ja z moim obecnym mężem przetrwaliśmy trzy lata widując się 2-3 razy w roku... rzadko, bo mieszkaliśmy na innych kontynentach. Tęskniliśmy za sobą, ale dało się, Wam też się uda, jeżeli Wasz związek opiera się na miłości i zaufaniu.
wow, taka miłość jak Wasza zdarza się naprawdę bardzo rzadko... a ja o swojej miłości to już nie wiem co myśleć, robi się coraz dziwniej :?
janko2 pisze:annoush napisał/a:
Kejt, powinnaś się nad tym dobrze zastanowić. Jeśli okaże się, że za rok, dwa czy za kilka lat nie będziecie już razem, to czy nie będziesz żałowała zmarnowanej szansy?
To bardzo mądre rozumowanie...Za często zycie daje nam po ...pupie..żeby nie zacząć podchodzić do uczuc egoistycznie...Wtedy nawet gdy cos nie wyjdzie,nie mamy poczucia ,że poświęciliśmy wszystko,a Ktoś i tak tego nie docenił....No cóż....Wzniosłe ,romantyczne uniesienia..najlepiej wyglądają na stronach powieści.... :?
A ja nadal mam nadzieję, że on to doceni... Może to i głupia nadzieja, ale jakoś tak ciężko mi ją porzucić
Londyjka pisze:Jesli go kochasz to nie atakuj go narazie niczym,daj mu szanse,zeby sie przekonal,ze naprawde ci na nim zalezy i zobaczy,my,moze jego zachowanie znowu wroci na swoje miejsce,i bedzie znow cie na rekach nosil
Oby
tOOsia pisze:Poszłam do jego pokoju i jakoś tak wyszło, ze potem przez dwie godziny smarkaliśmy sobie nawzajem w ramiona.
Ciężki mamy ten wspólny los ale od soboty trochę się zmieniło. Dziś rano nawet usłyszałam komplement i myślałam, ze się przewrócę z wrażenia (dawno nie słyszałam, ze jestem ładna). Ja też się staram.
tOOsia, ja zawsze uważałam, że szczera rozmowa to podstawa. Jeśli Wam pomogła, to tylko należy się z tego cieszyć, ważne, żeby obie strony wyciągały wnioski, a u Was najwyraźniej tak jest

oby ta cudowna przemiana trwała jak najdłużej
anita111 pisze:U nas poszło troche o to , że jesteśmy razem sześć lat a do zaręczyn jeszcze daleko , tzn ja cały czas czuje ,że gdyby doszło do tego to on robiłby to na siłe , a szczerze mówiąc ja na siłe powiedziałabym "tak" wiem ,że to głupie ( kochamy się ale nie chcemy) , ale żadne z nas nie chce tak szarpać się w związku do końca życia , bo to męczy, może lepiej jest być z kims kogo nie kocha się aż tak szaleńczo i żyć normalnie ?
anita111, ale jak można żyć normalnie z kimś, kogo się nie kocha? Ja bym tak nie umiała, może to jest mój problem :?
anita111 pisze:może próbujcie jakoś wspólnie rozwiązać ten problem burzliwych kłótni , bo jednak takie zawsze oddalaja , pozostają zale i słowa , które się powiedziałao w emocjach. może jakiś system np: jak kogoś z Was coś zdenerwuje to powie to i wyjdzie , albo na spacer albo pobiegać albo pojeździ na rowerku poćwiczy cos i jak emocje opadną to niech przyjdzie porozmawiac i na spokojnie wyrzucić wszystko co w nim siedzi ale łagodnie bez krzyku, może jakieś listy do siebie zamiast krzyków,
razem na pewno wymyślicie jakiś system radzenia sobie z emocjami w związku i trzymajcie się konsekwentnie nawet jak nie zawsze bedzie wychodziło
Anitka, jestem pod wrażeniem, dobre masz pomysły
A u mnie jest tak. Na drugi dzien, po tamtej rozmowie znowu zaczęły się fochy. Oczywiście z jego strony. Dzisiaj już myślałam że się tym wykończę, strasznie mnie taka sytuacja męczy. I już nie wytrzymałam i napisałam do niego, że tak dłużej byc nie może, żeby przyjechał w piątek, bo mam mu parę rzeczy do powiedzenia. Zadzwonił. Ja oczywiście wylałam wszystkie swoje żale, powiedziałam że mnie takie zachowanie nie tylko boli, ale i upokarza. A on znowu zaczął się kajać przede mną. Wiecie, zauważyłam, że dopóki on nie czuje zagrożenia, to stara się mi coś pokazać, nie wiem, może że to on rządzi czy coś takiego... A kiedy widzi moją stanowczość, staje się potulny jak baranek, skruszony i miły. Irytuje mnie to strasznie, co mu też powiedziałam. ZObaczymy, jeśli teraz nie pójdzie po rozum do głowy, to już nic nam nie pomoże.