Zostawil mnie :(

Higena, Uroda, Moda i Trendy

Moderator: Zespół I

Awatar użytkownika
kejt_1987
Aktywna Beauty
Aktywna Beauty
Posty: 381
Rejestracja: 02 lut 2008, 21:30

Post autor: kejt_1987 » 02 gru 2008, 20:01

No to u mnie sprawa wygląda obecnie tak: wczoraj, kiedy przyjechałam do domu, zerknełam na telefon. Oczywiście żadnej wiadomości. Wkurzyłam się i napisałam mu że zachowuje się jak skończony palant. Nie wiem po co to zrobiłam, może dlatego, że jak jechałam samochodem i słuchałam radia, to każda piosenka pasowała mi do mojej sytuacji :? pewnie sama podświadomie je dopasowywałam, nic nie poradzę... No więc tego smsa wysłałam kiedy był w pracy, a tam niestety nie mogą wnosić telefonów. Kiedy skończył pracę napisał mi, że skoro tak myślę, to może faktycznie dajmy sobie spokój. To ja go zapytałam, czemu w takim razie mówił, że mnie kocha, skoro od początku chciał doprowadzić do rozstania. Odpisał, że nie chciał i że naprawdę mnie kocha :? zadzwoniłam. Powiedziałam, że nie będę dłużej tolerować takiego zachowania. Nie pozwolę się poniżać, pomiatać soba w taki sposób, że mu już nie wierzę i nie ufam. Bo mówi jedno, a robi drugie. Chyba nie do końca to do niego dotarło na początku. Dopiero kiedy zapytałam, co robimy z telefonem (mam wzięty na niego :? ), chyba otrzeźwiał. Powiedziałam, żeby się dowiedział, co trzeba zrobić, żebym mogła przenieść go na mojego Tatę (na siebie nie moge, bo nie pracuję jeszcze). I wtedy on zmiękł. Zupełnie inna rozmowa była. Że on nie chce się ze mną rozstawać, że naprawdę nikogo innego nie ma... Płakał (tak mi się wydaje), normalnie żal mi się go zrobiło. A ja sama byłam zaskoczona swoim spokojem (tylko potem usnąć nie mogłam :? ). No i dowiedziałam się o co mu chodzi, tylko nie wiem czy to mi w jakiś sposób pomoże :? uśmiejecie się, jak Wam powiem... Wkurzył się o to, że półtora miesiąca temu zapytałam go czy mogę wyjechać do Holandii na Erasmusa na pół roku! Wtedy się o to pokłóciliśmy, ale przemyślałam sprawę i stwierdziłam, że faktycznie, ja też bym nie chciała żeby on wyjeżdżał na tak długo i powiedziałam że nie pojadę. Zostanę w Polsce dla niego, mimo że to dla mnie szansa itd. I sprawa ucichła. On do tego nie wracał, ale faktycznie od tego momentu zaczął się cały ten koszmar :? Troche mi się nie chce wierzyć, że aż tak mogło go to zdenerwować, gdybym wiedziała, że tak to będzie, to w życiu bym nie zapytała :?

Dziewczyny, miałam już naprawdę mocne postanowienie, żeby sprawe zakończyć, ale teraz znowu nie wiem co zrobić. Naprawdę jest mi straszne trudno podjąć taką decyzję, bo wcześniej nam się takie kryzysy nie zdarzały. On był naprawdę dla mnie wspaniały-często dostawałam kwiaty bez okazji i jakby mógł, to najchetniej by mnie na rękach nosił... Od półtora miesiąca to wszystko się odwróciło o 180 stopni, podobno przez te moje wyjazdowe plany... Mam ochotę dac mu jeszcze jedną szansę. Ale nie wiem czy dobrze zrobię...

anita111, tak jak napisałaś, mężczyzna powinien pomagać i chronić kobietę, być dla niej oparciem... Do tej pory to w nim znajdowałam. Może ja też tchórzliwa jestem, boję się podjąć ostateczną decyzję. I wiem, że jeśli się rozstaniemy, to powrotu na pewno nie będzie. Anitko, Ty jeszcze coś czujesz do swojego chłopaka? Bo on się zachowuje tez strasznie z tego co piszesz... Nie lubię, kiedy facet nabroi a potem zrzuca winę na dziewczynę, ją wini za całą sytuację i jeszcze czeka aż to ona będzie przepraszać :? ale chyba każdy facet ma takie coś w sobie :? Czemu oni wszyscy są tacy beznadziejni?? :?

Londyjka, no właśnie, święta za pasem, sylwester... eh, smutno jakoś tak :( bardzo bym chciała być keidyś szczęśliwa, boję się że to jest niemożliwe. Jak na razie wydaje mi się, że nie byłabym w stanie nikogo innego pokochać :? beznadziejna jestem, wiem :?

Awatar użytkownika
anita111
Rozmowna Beauty
Rozmowna Beauty
Posty: 440
Rejestracja: 14 sty 2007, 15:45

Post autor: anita111 » 02 gru 2008, 20:31

kejt_1987 pisze:beznadziejna jestem, wiem :?
co Ty mówisz ? nie jesteś !

tak chyba go kocham ... chyba bo nie jestem pewna ...
mój ma tak zawsze , nabroi i się nie odzywa , jeszcze potrafi powiedzieć ,że : taka samą droge do niego mam jak on do mnie :| <załamka>
szkoda mówić

już tak się zawzięłam ,że nie odezwe się pierwsza i koniec !!!

a co do powodu Twojego chłopaka , on pewnie już w głowie sobie ułożył ,że nie przetrwacie tego rozstania ,że znajdziesz kogoś innego, że jak wrócisz to będzie inaczej .. pewnie tak , może się boi tego cierpienia kiedy o nim zapomnisz i wolał odsunąć się od ciebie teraz ,żęby potem mniej bolało ..... może tak :roll:

Awatar użytkownika
kejt_1987
Aktywna Beauty
Aktywna Beauty
Posty: 381
Rejestracja: 02 lut 2008, 21:30

Post autor: kejt_1987 » 02 gru 2008, 21:06

anita111 pisze:mój ma tak zawsze , nabroi i się nie odzywa
ja mojego trochę tego oduczyłam, ale jeszcze nie do końca, oni chyba wszyscy tacy są :evil:
już tak się zawzięłam ,że nie odezwe się pierwsza i koniec !!!
ja często tak się chcę zawziąć a nie wytrzymuje i tak :roll:
a co do powodu Twojego chłopaka , on pewnie już w głowie sobie ułożył ,że nie przetrwacie tego rozstania ,że znajdziesz kogoś innego, że jak wrócisz to będzie inaczej .. pewnie tak , może się boi tego cierpienia kiedy o nim zapomnisz i wolał odsunąć się od ciebie teraz ,żęby potem mniej bolało ..... może tak :roll:
rozumiałabym to nawet, tylko czemu on mi tego nie powiedział, tylko jakieś fochy strzela i w goóle :? poza tym przecież powiedziałam mu że nie pojadę... Dziwne to ogólnie, bo wcześniej się tak nie zachowywał, a teraz... masakra. Nie wiedziałam że taki jakiś pamiętliwy i zawzięty jest :?

Awatar użytkownika
anita111
Rozmowna Beauty
Rozmowna Beauty
Posty: 440
Rejestracja: 14 sty 2007, 15:45

Post autor: anita111 » 02 gru 2008, 21:11

kejt_1987 pisze:czemu on mi tego nie powiedział,
a mówiom ,że to kobiet nie można zrozumieć :badgrin:
jak to gdzieś słyszałam : " facet to maszyna prosta, musi unieść się honorem" tylko obawiam się ,że nie każdy tak ma :doubt:

Awatar użytkownika
annoush
Miłośniczka Beauty
Miłośniczka Beauty
Posty: 890
Rejestracja: 06 lut 2007, 23:32
Lokalizacja: L.A.

Post autor: annoush » 02 gru 2008, 21:41

kejt_1987 pisze:Wkurzył się o to, że półtora miesiąca temu zapytałam go czy mogę wyjechać do Holandii na Erasmusa na pół roku! Wtedy się o to pokłóciliśmy, ale przemyślałam sprawę i stwierdziłam, że faktycznie, ja też bym nie chciała żeby on wyjeżdżał na tak długo i powiedziałam że nie pojadę. Zostanę w Polsce dla niego, mimo że to dla mnie szansa itd.
Kejt, powinnaś się nad tym dobrze zastanowić. Jeśli okaże się, że za rok, dwa czy za kilka lat nie będziecie już razem, to czy nie będziesz żałowała zmarnowanej szansy?
Zostajesz w Polsce dla niego??? Wybacz, ale powinnaś myśleć przede wszystkim o sobie. Myślałaś, co by było, gdyby np. on dostał ciekawą ofertę pracy za granicą? Czy na pewno pytałby Cię o zdanie? Musiałabyś wtedy przerwać studia w Polsce i wyjechać dla niego?
Jeśli Wasz związek jest silny i naprawdę się kochacie, to nie zniszczy tego półroczny wyjazd, który jest dla Ciebie szansą na przyszłość. Przecież Polska i Holandia nie leżą na dwóch krańcach świata! W dzisiejszych czasach można podróżować, a do Holandii można się wybrać choćby na weekend, samochodem, pociągiem czy samolotem.
Ja z moim obecnym mężem przetrwaliśmy trzy lata widując się 2-3 razy w roku... rzadko, bo mieszkaliśmy na innych kontynentach. Tęskniliśmy za sobą, ale dało się, Wam też się uda, jeżeli Wasz związek opiera się na miłości i zaufaniu. Nie warto być z kimś, kto każe Ci rezygnować z szansy na lepszą przyszłość, a życie z "emocjonalnym szantażystą" czy "zazdrosnym tyranem" to najgorsze, co może spotkać kobietę.
25.05.07 - dr Kasprzyk - anatomy McGhan model 510 MX-290ml

Awatar użytkownika
janko2
Uzytkownik zbanowany
Uzytkownik zbanowany
Posty: 718
Rejestracja: 30 sty 2006, 19:02
Lokalizacja: warmiak

Post autor: janko2 » 02 gru 2008, 21:53

annoush pisze:Kejt, powinnaś się nad tym dobrze zastanowić. Jeśli okaże się, że za rok, dwa czy za kilka lat nie będziecie już razem, to czy nie będziesz żałowała zmarnowanej szansy?
To bardzo mądre rozumowanie...Za często zycie daje nam po ...pupie..żeby nie zacząć podchodzić do uczuc egoistycznie...Wtedy nawet gdy cos nie wyjdzie,nie mamy poczucia ,że poświęciliśmy wszystko,a Ktoś i tak tego nie docenił....No cóż....Wzniosłe ,romantyczne uniesienia..najlepiej wyglądają na stronach powieści.... :?
--------------nosek u dr.Bieleckiego

''Nigdy , nie mĂłw nigdy.''

Awatar użytkownika
Londyjka
Specjalista Beauty
Specjalista Beauty
Posty: 3281
Rejestracja: 24 paź 2005, 11:28
Lokalizacja: inside of dreams

Post autor: Londyjka » 02 gru 2008, 23:23

kejt_1987, byc moze o to mu chodzi,faceci trzymaja wszystko w sobie a my kobiety wywalamy wszystko na zewnatrz, zeby sie oczyscic (swoja droga dlatego tez zyjemy dluzej :badgrin: ) moze pomyslal, ze moglabys go zostawic albo co i przestal ufac...
Jesli go kochasz to nie atakuj go narazie niczym,daj mu szanse,zeby sie przekonal,ze naprawde ci na nim zalezy i zobaczy,my,moze jego zachowanie znowu wroci na swoje miejsce,i bedzie znow cie na rekach nosil oh(rf1
"Jeśli szczęście się do nas uśmiecha, trzeba z tego korzystać i starać się mu dopomóc, tak jak ono pomaga nam."Paulo Coelho

Awatar użytkownika
tOOsia
Miłośniczka Beauty
Miłośniczka Beauty
Posty: 745
Rejestracja: 23 mar 2008, 22:51
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Post autor: tOOsia » 03 gru 2008, 00:49

kejt
Z jednej strony mogło mu być przykro i mógł obawiać się utraty Ciebie ale z drugiej powinien rozumieć, że to dla Ciebie szansa, że Ci na tym zależy i cieszyłaś się z tej możliwości. Skoro jestescie razem długo to takie rozstanie nie powinno stać wam na przeszkodzie. Myślę, że powinnaś z nim porozmawiać, żeby zrozumiał, ze to dla Ciebie ważne. Nie wydaje mi się, żeby rezygnowanie z Erasmusa na rzecz sześciu miesięcy razem było dobrym wyjściem. Powinnaś pomyśleć troszkę bardziej egoistycznie. Jeśli macie być razem to będziecie jeszcze razem wiele lat a taka szansa może się już nie powtórzyć. Nie rezygnuj z siebie na rzecz faceta bo on najprawdopodobniej o tym niedługo zapomni, nie doceni Ciebie. Oni tak mają ;)


Mnie mój mężczyzna też zostawił w sobotę (ale ja przyczyniłam się do tego, sprowokowałam go), zerwaliśmy zaręczyny... ale nie potrwało to długo
Nasz związek jest burzliwy, ja czesto przez niego płaczę a w sobotę płakaliśmy oboje i powiedziałam mu, że nie chcę takiego męża :( że wciąz podnosi głos, że jest egoistą i twierdzi, ze tylko on ma rację, że mnie wogóle nie docenia, że mi nie pomaga w domu (to mój ulubiony argument :D) ...
A poszło o to, ze nie pościelił po sobie łóżka.
Potem jakoś tak wyszło, że przenosiłam mu rzeczy do pokoju komputerowego i zabierałam swoje do sypialni... i rozmawialiśmy, normalnie. Dawno tak nie gadaliśmy. Wkurzył mnie jak zapytał jak się za mieszkanie rozliczymy (wie, ze zbieram każdy grosz na operację i wiedział, ze mnie to wyprowadzi z równowagi). Poszłam na spacer, żeby na niego nie patrzeć i cholera płakałam cały czas. Zaczepiał mnie jakiś koleś (tak jakoś mam, ze jak jestem wkurzona to mnie zawsze jeszcze ktoś zaczepi i walnie zboczony tekst, pokazałam mu fucka :D). Postanowiłam wrócic do domu i Grzesiek do mnie zadzwonił, żeby zapytać gdzie jestem bo się martwi... szukał mnie po okolicy.
Poszłam do jego pokoju i jakoś tak wyszło, ze potem przez dwie godziny smarkaliśmy sobie nawzajem w ramiona.
Ciężki mamy ten wspólny los ale od soboty trochę się zmieniło. Dziś rano nawet usłyszałam komplement i myślałam, ze się przewrócę z wrażenia (dawno nie słyszałam, ze jestem ładna). Ja też się staram.

Ten wariat mnie wkręcił w sobotę, ze pierscionek wrzucił do rzeki... przykro mi było :( ale wygrzebał go po jakimś czasie z kieszeni i założył na palec jak kiedyś...

Najważniejsze, zeby mówić o wszystkim co przeszkadza i czego potrzebujemy bo najwięcej psuje się przez niejasności i nieporozumienia. Ja zawsze miałam problem z mówieniem o tym co we mnie siedzi ale przełamuję się, przez ten czas kiedy jesteśmy razem zmieniłam się i otworzyłam bardzo a Grzesiek i tak złagodniał.
Wiele pracy przed nami. Zawaliliśmy w sobotę spotkanie z kursu przedmałżenskiego i teraz bedziemy się przed księdzem tłumaczyć


Najbardziej martwi mnie to, ze to już drugi raz zerwaliśmy zaręczyny (kilka miesięcy temu rzuciłam pierscionkiem o ścianę... :/)
24 styczen 2012 - korekta nosa. Dr Stepniewski. JUZ PO!!! JESTEM TAAAAKA SZCZESLIWA !!!

Awatar użytkownika
anita111
Rozmowna Beauty
Rozmowna Beauty
Posty: 440
Rejestracja: 14 sty 2007, 15:45

Post autor: anita111 » 03 gru 2008, 10:59

tOOsia pisze:Powinnaś pomyśleć troszkę bardziej egoistycznie. Jeśli macie być razem to będziecie jeszcze razem wiele lat a taka szansa może się już nie powtórzyć. Nie rezygnuj z siebie na rzecz faceta bo on najprawdopodobniej o tym niedługo zapomni, nie doceni Ciebie. Oni tak mają
zgadzam się z tym .
tOOsia, masz podobną sytuacje do mojej i my też zerwaliśmy w sobote , a dokładniej on ze mną , też sie przyczyniłam do tego , ale należało mu się po tym co do mnie powiedział ... mój związek też jest burzliwy a raczej był... i dokładnie tak samo jak u Ciebie nigdy nie wiadaomo kiedy bedzie kłótnia , jest nerwowy , wybuchowy, rzadko widzi w sobie wine(( kiedys to był największy problem, po latach pracy jest o niebo lepiej)) i unosi głos przy pierdołach , wiec , jest super a za 30 min kłótnia aż się kurzy , np. postawie kubet z herbatą na książke ( nie żeby to był mój zwyczaj, zagapiłam się) a on się "" wydarł "" i starcie gotowe. wiesz co ja myśle ,że to jest toksyczna miłość , dlatego ,że z obojga Was wypompowuje siły, niestety znam to , nie wiem jak długo można trwać w takim związku, ze mnie zeszły już wszystkie siły ale dalej go kocham :doubt:
nie jestem psychologiem ale wydajem mi sie troche ,że można tu mówić od uzależnieniu od takiego związku , raz na jakiś czas (często) wpadasz w wielką złość a kiedy jest za długo dobrze to jakoś tak podświadomie prowokuje się kłótnie , bo robi się nudno ?? nie wiem bo brakuje tego oczyszczenia sie tych emocji , chyba coś w tym jest..
U nas poszło troche o to , że jesteśmy razem sześć lat a do zaręczyn jeszcze daleko , tzn ja cały czas czuje ,że gdyby doszło do tego to on robiłby to na siłe , a szczerze mówiąc ja na siłe powiedziałabym "tak" :? wiem ,że to głupie ( kochamy się ale nie chcemy) , ale żadne z nas nie chce tak szarpać się w związku do końca życia , bo to męczy, może lepiej jest być z kims kogo nie kocha się aż tak szaleńczo i żyć normalnie ?
Wasz związek ewoluował bardziej , jesteście już o krok przed ślubem , ale tOOsiu
nie łudź sie ,że to się zmieni , może Twój chłopak z biegiem czasu troche złagodnieje (czego ci życze) ale musisz być przygotowana na to ,że takich sytuacji nie unikniesz a Wasz związek nie zmieni sie o 360 " , mój chłopak też złagodniał ostatnio ale charakter już mu sie nie zmieni :| to pewne.. wiesz , ale z drugiej strony gdybym trafiła na chłopaka , który jest kompletnie bezkonfliktowy , to chyba sama bym tworzyła kłótnie , bo jestem przyzwyczajona do emocji w związku :roll: tak źle i tak nie dobrze , chyba trzeba znaleść jakąś równowage.
te zaręczyny zrywacie pewnie dlatego ,że oboje boicie sie legalizować burzliwy związek :)
może próbujcie jakoś wspólnie rozwiązać ten problem burzliwych kłótni , bo jednak takie zawsze oddalaja , pozostają zale i słowa , które się powiedziałao w emocjach. może jakiś system np: jak kogoś z Was coś zdenerwuje to powie to i wyjdzie , albo na spacer albo pobiegać albo pojeździ na rowerku poćwiczy cos i jak emocje opadną to niech przyjdzie porozmawiac i na spokojnie wyrzucić wszystko co w nim siedzi ale łagodnie bez krzyku, może jakieś listy do siebie zamiast krzyków,
razem na pewno wymyślicie jakiś system radzenia sobie z emocjami w związku i trzymajcie się konsekwentnie nawet jak nie zawsze bedzie wychodziło ;) porozmawiaj z nim o tym , bo jak bedziecie nerwy wyrzucac na siebie to wypalicie się i rozstaniecie.
powodzenia

Awatar użytkownika
kejt_1987
Aktywna Beauty
Aktywna Beauty
Posty: 381
Rejestracja: 02 lut 2008, 21:30

Post autor: kejt_1987 » 03 gru 2008, 20:21

annoush pisze:Kejt, powinnaś się nad tym dobrze zastanowić. Jeśli okaże się, że za rok, dwa czy za kilka lat nie będziecie już razem, to czy nie będziesz żałowała zmarnowanej szansy?
annoush, jestem dopiero na trzecim roku, więc mam jeszcze dwa lata na wyjazd jakby co... Muszę się jeszcze trochę pozastanawiać, zdecydować co jest dla mnie ważniejsze...
annoush pisze:Ja z moim obecnym mężem przetrwaliśmy trzy lata widując się 2-3 razy w roku... rzadko, bo mieszkaliśmy na innych kontynentach. Tęskniliśmy za sobą, ale dało się, Wam też się uda, jeżeli Wasz związek opiera się na miłości i zaufaniu.
wow, taka miłość jak Wasza zdarza się naprawdę bardzo rzadko... a ja o swojej miłości to już nie wiem co myśleć, robi się coraz dziwniej :?
janko2 pisze:annoush napisał/a:
Kejt, powinnaś się nad tym dobrze zastanowić. Jeśli okaże się, że za rok, dwa czy za kilka lat nie będziecie już razem, to czy nie będziesz żałowała zmarnowanej szansy?



To bardzo mądre rozumowanie...Za często zycie daje nam po ...pupie..żeby nie zacząć podchodzić do uczuc egoistycznie...Wtedy nawet gdy cos nie wyjdzie,nie mamy poczucia ,że poświęciliśmy wszystko,a Ktoś i tak tego nie docenił....No cóż....Wzniosłe ,romantyczne uniesienia..najlepiej wyglądają na stronach powieści.... :?
A ja nadal mam nadzieję, że on to doceni... Może to i głupia nadzieja, ale jakoś tak ciężko mi ją porzucić :roll:
Londyjka pisze:Jesli go kochasz to nie atakuj go narazie niczym,daj mu szanse,zeby sie przekonal,ze naprawde ci na nim zalezy i zobaczy,my,moze jego zachowanie znowu wroci na swoje miejsce,i bedzie znow cie na rekach nosil oh(rf1
Oby ;)
tOOsia pisze:Poszłam do jego pokoju i jakoś tak wyszło, ze potem przez dwie godziny smarkaliśmy sobie nawzajem w ramiona.
Ciężki mamy ten wspólny los ale od soboty trochę się zmieniło. Dziś rano nawet usłyszałam komplement i myślałam, ze się przewrócę z wrażenia (dawno nie słyszałam, ze jestem ładna). Ja też się staram.
tOOsia, ja zawsze uważałam, że szczera rozmowa to podstawa. Jeśli Wam pomogła, to tylko należy się z tego cieszyć, ważne, żeby obie strony wyciągały wnioski, a u Was najwyraźniej tak jest :-) oby ta cudowna przemiana trwała jak najdłużej :-)
anita111 pisze:U nas poszło troche o to , że jesteśmy razem sześć lat a do zaręczyn jeszcze daleko , tzn ja cały czas czuje ,że gdyby doszło do tego to on robiłby to na siłe , a szczerze mówiąc ja na siłe powiedziałabym "tak" wiem ,że to głupie ( kochamy się ale nie chcemy) , ale żadne z nas nie chce tak szarpać się w związku do końca życia , bo to męczy, może lepiej jest być z kims kogo nie kocha się aż tak szaleńczo i żyć normalnie ?
anita111, ale jak można żyć normalnie z kimś, kogo się nie kocha? Ja bym tak nie umiała, może to jest mój problem :?
anita111 pisze:może próbujcie jakoś wspólnie rozwiązać ten problem burzliwych kłótni , bo jednak takie zawsze oddalaja , pozostają zale i słowa , które się powiedziałao w emocjach. może jakiś system np: jak kogoś z Was coś zdenerwuje to powie to i wyjdzie , albo na spacer albo pobiegać albo pojeździ na rowerku poćwiczy cos i jak emocje opadną to niech przyjdzie porozmawiac i na spokojnie wyrzucić wszystko co w nim siedzi ale łagodnie bez krzyku, może jakieś listy do siebie zamiast krzyków,
razem na pewno wymyślicie jakiś system radzenia sobie z emocjami w związku i trzymajcie się konsekwentnie nawet jak nie zawsze bedzie wychodziło
Anitka, jestem pod wrażeniem, dobre masz pomysły 8-)


A u mnie jest tak. Na drugi dzien, po tamtej rozmowie znowu zaczęły się fochy. Oczywiście z jego strony. Dzisiaj już myślałam że się tym wykończę, strasznie mnie taka sytuacja męczy. I już nie wytrzymałam i napisałam do niego, że tak dłużej byc nie może, żeby przyjechał w piątek, bo mam mu parę rzeczy do powiedzenia. Zadzwonił. Ja oczywiście wylałam wszystkie swoje żale, powiedziałam że mnie takie zachowanie nie tylko boli, ale i upokarza. A on znowu zaczął się kajać przede mną. Wiecie, zauważyłam, że dopóki on nie czuje zagrożenia, to stara się mi coś pokazać, nie wiem, może że to on rządzi czy coś takiego... A kiedy widzi moją stanowczość, staje się potulny jak baranek, skruszony i miły. Irytuje mnie to strasznie, co mu też powiedziałam. ZObaczymy, jeśli teraz nie pójdzie po rozum do głowy, to już nic nam nie pomoże.

ODPOWIEDZ

Wróć do „Damskie sprawy”