wiecie co ja mam za soba kryzys malzenski.
moja corunia miala 6 miesiecy, zycie mialam ograniczone, a ze lubie byc niezalezna przechodzilam depresje, czulam sie samotna, maz wciaz w pracy, bla,bla,bla.
nagle znalazla sie niunia ktora prawila mu komplementy, podrasowala mu ego tak ze ogierek zapomnial o bozym swiecie i o nas.
nigdy go nie kontrolowalam, ale raz potrzebowalam uzyc jego komory i ...........wpadka.
spakowalam drania i bye,bye. do niuni wyslalam worek z jego brudnymi gaciami.
ogierek zamieszkal w swoim vanie, wstydzil sie pojsc do rodzicow, niunia stracila atrakcyjnosc.
w miedzyczasie ja zaczelam odzywac, poczulam wolnosc i powietrze. stwierdzilam ze bylam przez dlugi cza zablokowana.
poznalam faceta, zaczelam sie spotykac, bylo rewelacyjnie.
ogierek marnial, ja przeciwnie.
wszystko bylo piekne ale ukrywanie przed dziecmi faktu ze juz nie jestesmy rodzina bolalo coraz bardziej.
ogierek blagal zebysmy zaczeli terapie.zgodzilam sie. po roku biegania do psychologa wiem ze nasz zwiazek byl marny, nie dbalismy o siebie. poprostu bylismy obok siebie.
dzis chodzimy na randki, podrzucamy dzieci wrednej tesciowej zeby przelezec weekend w lozku. kilka tyg temu ogierek wrzucil mnie do samochodu o 21.00 i pojechalismy nad morze ot tak sobie.
nie sprawdzam go, nigdy tego nie robilam i nie zamierzam.
zawsze uwazalam i tak mysle nadal ze trudno zaufac samemu sobie, a co dopiero drugiej osobie. nie mysle o tym co bedzie, czuje sie ze soba ok, jestem pewna siebie.
moje zycie nie zalezy od posiadania faceta.
cenie sobie ta chwile ktora jest.
wiele sie nauczylismy i mam nadzieje ze juz tego nie spieprzymy, a jesli, no coz...........
w zyciu jest pelno pieknych chwil dla ktorych warto zyc.
a czy faceci zdradzaja, zawsze bylo to wiekszym przyzwoleniem spolecznym niz w stosunku do kobiet.
jednakze dzisiejsze mlode kobiety mniej sie czuja spolecznie stlamszone i czesto zdrada to dla nich zaden problem.
ufac im?......hmm, wszystko zalezy od zwiazku od osobowosci, priorytetow, wychowania itp.
ale wypracowanie,hi,hi.
