mnie też nie wydaje się,żeby się przyznał...ani też,że ojciec sobie to wymyślił....zwłaszcze,że piszesz,że byli w dobrych stosunkach.
ja wiem,że bardzo ciężko uwierzyć w to,że ktoś bliski,ktoś kogo się kocha,ufa mógł zrobić coś takiego...
twój problem jest mi bliski,dlatego zabieram głos.
jakiś czas temu moja córka poznała chłopaka,byli ze sobą półtora roku.znam ją i wiem,że bardzo go kochała,on ją chyba też.
mnie był obojętny,ani go nie lubiłam,ani mnie nie wkurzał.uwarzałam,że stać ją na lepszego...ale miłość nie wybiera,to w końcu jej życie.mój mąż miał podobne zdanie.
ktoś kto nas dobrze zna,to wie,że zawsze w lecie wekendy spędzamy za miastem.któregoś po powrocie do domu z takiego wypadu zdziwiło mnie,że są pootwierane drzwi w pokojach,bo pamiętałam,że je zamykałam w obawie przed przeciągiem.ale wszystko inne było ok.wmówiłam sobie,że pewnie nie zamknęłam...
następnym razem po powrocie zastałam pootwierane drzwi i szuflady w komodzie.ale znowu nic nie zginęło...nie wiedziałam co myśleć.mąż sugerował wprawdzie,że ktoś musi nas ''odwiedzać ''podczas naszej nieobecności,ale ja miałam mętlik w głowie...bo nic nie zginęło,to i po co...
następnym razem historia się powtórzyła ,tylko tym razem zginął aparat fotograficzny i wartościowy zegarek męża.
po przeanalizowaniu całej sytuacji i tego kto miał dostęp do naszych kluczy stwierdziliśmy,że nie mógł tego zrobić nikt inny tylko chłopak córki.
ona nie chciała w to uwierzyć,mnie, powiem szczerze też trudno było uwierzyć.powiem wam,że nawet o duchach myślałam
http://www.beautywpolsce.com/forum/imag ... glupek.gifpoprostu człowiek nie chce wierzyć w takie rzeczy...
córka powiedziała o tym chłopakowi,on oczywiście się wyparł;był płacz,rozpacz itp.w końcu sprawa ucichła.
córka podjęła fajną pracę,zaczęła odkładać kasę(na cycki zresztą

)
którejś niedzieli już w zimie,pojechaliśmy do galerii na zakupy.muszę nadmienić,że akurat koło niej mieszka ten chłopak.musiał nas tam zobaczyć
po powrocie do domu,zastaliśmy otwarty balkon a choinka która przy nim stała,była przewrócona.ktoś chciał upoazorować wejście balkonem,tylko że na śniegu który na nim leżał nie było rzadnych śladów,ani drzwi nie były uszkodzone.tym razem nic nam nie zginęło pomimo,że w szufladzie komody był już nowy aparat,w kuchni leżała moja komórka,a na lodówce nawet jakaś nieduża kasa.zginęły tylko odłożone przez córkę pieniądze....
ktoś kto to zrobił,dokładnie wiedział gdzie je ma schowane,bo tylko jedna szufladka była otwarta.nawet nie grzebał u nas,nie wchodził do kuchni...
wtedy wreszcie córka zrozumiała i uwierzyła,że tylko on to mógł zrobić,bo tylko on wiedział,gdzie ma pieniądze.
była w szoku...nie mogła sobie z tym poradzić....mówiła,że wolałaby,żeby ją zdradził,bo to łatwiej by jej było zrozumieć i wybaczyć...
rozstała się z nim,i nie widywali się przez cztery miesiące.w tym czasie czuła się okropnie,ciągle płakała...on non stop pisał jej sms-y,wydzwaniał...prosiłam ją żeby zmieniła numer,ale nie chciała chyba...próbowała się z kimś innym spotykać,wydawało się,że jest ok.,ale nie było.cały czas myślała o tamtym.znam ją dobrze i wiem,że nie jest głupią dziewczyną...ona go poprostu bardzo kocha...
i wreszcie po 4 miesiącach złamała się i wróciła do niego...
kiedy się o tym dowiedzieliśmy czuliśmy się strasznie,nie wiedzieliśmy co mamy zrobić...i zrobiliśmy coś może bardzo złego,ale tylko to nam przyszło dogłowy...kazaliśmy jej wybierać...albo mieszka w domu i nie spotyka się z nim,albo idzie do niego...wiedzieliśmy co wybierze...ale nie widzieliśmy innego rozwiązania...łudziliśmy się i łudzimy nadal,że tylko to,że będzie z nim mieszkać na codzieć,borykać się z codziennymi problemami,spowoduje to,że on jej obrzydnie,że przejrzy na oczy...
gdybyśmy jej pozwolili zostać w domu wiedząc,że są razem,to tak jakbyśmy to zaakceptowali.pozatym wiadomo,że inaczej jest jak się z kimś spotyka tylko dla przyjemności,a ineczej jak są problemy codziennego życia.
dlatego łudzimy się,że w ten sposób szybciej to się skończy...
a jeśli nie,to cóż możemy więcej zrobić...serce mnie boli bo wiem,że nie jest szczęśliwa,powiedziała mi ,że nie może być szczęśliwa w takiej sytuacji...jest jej ciężko ,ale mimo to chce być z nim...
ona wie,że w każdej chwili może wrócić do domu,ale wtedy gdy z nim nie będzie...
też nie wiem,czy dobrze zrobiliśmy...to moja córka i przykro mi że nie jest szczęśliwa....narazie nie widzę innego rozwiązania.
po tym co zrobił,nie chcę go znać.a z drugiej strony aż się boję jak ten związek przetrwa...nie wyobrażam sobie tego...
nie wiem po co to napisałam...moze po to żeby wyrzucić to wreszcie z siebie...z nikim o tym nie rozmawialiśmy,bo nam wstyd...
ewa także cokolwiek się nie stanie myślę,że już nigdy nie będzie jak dawniej...czasu nie cofniesz,to są trudne sytuacje...ty musisz podjąć decyzję co z tym zrobić,ale pewnie i tak cokolwiek nie zrobisz,będzie źle...