Zostawil mnie :(

Higena, Uroda, Moda i Trendy

Moderator: Zespół I

Awatar użytkownika
kejt_1987
Aktywna Beauty
Aktywna Beauty
Posty: 381
Rejestracja: 02 lut 2008, 21:30

Post autor: kejt_1987 » 09 gru 2008, 21:33

No więc przyjechał dzisiaj do mnie... Z kwiatami. Przeprosił. I było tak jak kiedyś :-) Mam nadzieję, że to był jednak tylko chwilowy "odchył" z jego strony (ładny chwilowy, prawie 2 miesiące...) i że teraz wszystko wróci na swoje miejsce ;)

Awatar użytkownika
annoush
Miłośniczka Beauty
Miłośniczka Beauty
Posty: 890
Rejestracja: 06 lut 2007, 23:32
Lokalizacja: L.A.

Post autor: annoush » 09 gru 2008, 22:24

kejt_1987 pisze:No więc przyjechał dzisiaj do mnie... Z kwiatami. Przeprosił. I było tak jak kiedyś :-) Mam nadzieję, że to był jednak tylko chwilowy "odchył" z jego strony (ładny chwilowy, prawie 2 miesiące...) i że teraz wszystko wróci na swoje miejsce ;)
Ale chyba przeprowadziłaś z nim poważną rozmowę i nie dałaś sobie mydlić oczu kwiatkami? Wiesz, właśnie faceci z "odchyłami" mają taki odruch przynoszenia kwiatów, jak czują że coś jest nie tak, i przynoszą je tylko po to, żeby dziewczynę udobruchać. Nie wolno się na to nabierać i udawać, że wszystko jest w porządku...

Anita, odpowiedziałam Ci na tego posta, którego napisałaś w nocy, o twojej sytuacji z prezentem. Ciężka sprawa, bo na pozostanie z nim w koleżeńskich stosunkach jest jeszcze dużo za wcześnie. Może powinni przeprowadzić to losowanie jeszcze raz, bez Ciebie? Albo niech Twój były kupi prezent osobie, którą Ty wylosowałaś? ...w końcu to on zdecydował, że waszego związku już nie ma. Na pewno nie powinnaś iść na spotkanie rodzinne, nawet na chwilę. Nie boisz się, że jego mama czy rodzeństwo będą próbowali na was wpłynąć? Bo zapewne pomyślą, że właśnie po to tam przyszłaś...
W najgorszej sytuacji, w dzień przed Wigilią zaniosłabym ten nieszczęsny prezent, pod jego nieobecność, przekazałabym komuś z rodziny i tyle, żadnych świątecznych spotkań z jego rodziną. Powinnaś teraz unikać jakichkolwiek spotkań z nim. Kiedyś poznasz kogoś, kto będzie Ciebie godny, i też się zżyjesz z jego rodziną, przekonasz się, że na świecie jest wiele fajnych rodzin 8-)
Podobało mi się to, co napisałaś Toosi, tak od serca, z własnego doświadczenia.
Toosia, naprawdę powinnaś się zastanowić, czy Twój chłopak to człowiek, z którym chcesz mieć kiedyś dzieci. Piszesz, że nie możesz z nim spokojnie porozmawiać, bo krzyczy. Zabronił Ci chodzenia nocą bez niego... co akurat jest zupełnie normalne, nic nadzwyczajnego. Ale może zastanów się czego on Ci nie zabrania? Nie pozwól mu rządzić swoim życiem, jeśli chcesz iść na studia, idź i nie odkładaj tego w nieskończoność (w Polsce na wielu kierunkach jest limit wiekowy). Nie jesteś egoistką myśląc o swojej przyszłości. To on jest egoistą, skoro nie chce zrozumieć, że chcesz mieć skończone studia i lepszą przyszłość.
25.05.07 - dr Kasprzyk - anatomy McGhan model 510 MX-290ml

Awatar użytkownika
kejt_1987
Aktywna Beauty
Aktywna Beauty
Posty: 381
Rejestracja: 02 lut 2008, 21:30

Post autor: kejt_1987 » 09 gru 2008, 22:55

annoush pisze:Ale chyba przeprowadziłaś z nim poważną rozmowę i nie dałaś sobie mydlić oczu kwiatkami? Wiesz, właśnie faceci z "odchyłami" mają taki odruch przynoszenia kwiatów, jak czują że coś jest nie tak, i przynoszą je tylko po to, żeby dziewczynę udobruchać. Nie wolno się na to nabierać i udawać, że wszystko jest w porządku...
Tak, przeprowadziłam. Obiecał, że to pierwszy i ostatni taki odchył... Z resztą wyraźnie powiedziałam, że następnym razem nie będę już taka tolerancyjna, na co on odpowiedział, że następnego razu nie będzie. Mam nadzieję, że dotrzyma słowa...
annoush pisze:Nie boisz się, że jego mama czy rodzeństwo będą próbowali na was wpłynąć? Bo zapewne pomyślą, że właśnie po to tam przyszłaś...
Anita, też mi się wydaje, że to może zostać tak odebrane...
annoush pisze:Nie jesteś egoistką myśląc o swojej przyszłości. To on jest egoistą, skoro nie chce zrozumieć, że chcesz mieć skończone studia i lepszą przyszłość.
I znowu zdecydowanie się zgadzam z Annoush. Toosiu, jeśli dla Ciebie ważne są studia to powinien to zrozumieć i wspierać Cię w tym, a nie egoistką od razu nazywać :? Tym bardziej, że to właśnie nie jest egoizm, tylko rozsądek i odpowiedzialne myślenie o przyszłości. Przyszłości, którą przecież on wiąże w Tobą, skoro planujecie ślub. Z resztą nawet gdybys chciała iść na studia tylko (aż) ze względu na swoją ambicję, to i tak nie powinien stawać temu na przeszkodzie. To, czego Ty chcesz powinno być dla niego ważne i powinien z tym się liczyć.

Ja właśnie mojemu chłopakowi powiedziałam dzisiaj, że jak ma być dobrze między nami to musi się bardziej liczyć z moim zdaniem :oops: Zobaczymy co z tego wyniknie.

Awatar użytkownika
tOOsia
Miłośniczka Beauty
Miłośniczka Beauty
Posty: 745
Rejestracja: 23 mar 2008, 22:51
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Post autor: tOOsia » 10 gru 2008, 03:37

annoush pisze:Nie pozwól mu rządzić swoim życiem, jeśli chcesz iść na studia, idź i nie odkładaj tego w nieskończoność (w Polsce na wielu kierunkach jest limit wiekowy). Nie jesteś egoistką myśląc o swojej przyszłości. To on jest egoistą, skoro nie chce zrozumieć, że chcesz mieć skończone studia i lepszą przyszłość.
Rozmawiałam z nim o tym kilka razy. Sprawdziłam możliwości jakie daje mi tutejszy uniwersytet (jednak nadal chcę wracac do kraju), wytłumaczyłam mu wszystko o danym kierunku, możliwościach i cenach nauki tutaj i w Polsce no i chyba zrozumial ze naprawde chcę to zrobić. Zresztą napisałam mu ostatnio nawet w smsie jak był w pracy, że nie chcę żyć jak teraz (zwykła praca biurowa, wieczny stres no i życie w obcym kraju, bez przyjaciół), że chcę inwestować w NASZĄ przyszlość i pójdę na studia choćbym miała się zesr... (dosłownie tak). Wysłuchał wszystkiego, porozmawiał, przeanalizowaliśmy nasze możliwości finansowe... no ale on wciąż jest za tym, żeby zostać w UK bo zwyczajnie boi się o naszą przyszlość w Polsce.
Zastanawiam się czy nauka na tutejszym uniwersytecie nie byłaby dla mnie lepszym wyjściem jednak nie wiem czy uda mi się zoragnizować fundusze no i musiałabym zostać tutaj kilka lat a nie wiem czy to wytrzymam.
Powiedziałam mu, że po ślubie zostanę w Polsce a on jak chce to może tu wracać... zaśmiał się ale wciąż próbuje mi to wyperswadować (nie krzyczy, rozmawia)...

Mam jeszcze kilka miesięcy na przemyślenie przyszłości.
Grzesiek jest bardzo dobrym człowiekiem tylko straszny z niego choleryk. Myślę, ze te jego reakcje na moje plany wynikają ze strachu, że nie damy rady się utrzymać, że może on nie będzie w stanie zapewnić rodzinie godnego bytu... tak samo jak próbował mi wyperswadować operację i powiedział, że po niej sobie innego faceta poszukam...
znam go dośc dobrze i wiem ile z tego co mówi (krzyczy) jest reakcją na strach....
24 styczen 2012 - korekta nosa. Dr Stepniewski. JUZ PO!!! JESTEM TAAAAKA SZCZESLIWA !!!

Awatar użytkownika
annoush
Miłośniczka Beauty
Miłośniczka Beauty
Posty: 890
Rejestracja: 06 lut 2007, 23:32
Lokalizacja: L.A.

Post autor: annoush » 10 gru 2008, 07:14

tOOsia pisze:Rozmawiałam z nim o tym kilka razy. Sprawdziłam możliwości jakie daje mi tutejszy uniwersytet (jednak nadal chcę wracac do kraju), wytłumaczyłam mu wszystko o danym kierunku, możliwościach i cenach nauki tutaj i w Polsce no i chyba zrozumial ze naprawde chcę to zrobić. Zresztą napisałam mu ostatnio nawet w smsie jak był w pracy, że nie chcę żyć jak teraz (zwykła praca biurowa, wieczny stres no i życie w obcym kraju, bez przyjaciół), że chcę inwestować w NASZĄ przyszlość i pójdę na studia choćbym miała się zesr... (dosłownie tak). Wysłuchał wszystkiego, porozmawiał, przeanalizowaliśmy nasze możliwości finansowe... no ale on wciąż jest za tym, żeby zostać w UK bo zwyczajnie boi się o naszą przyszlość w Polsce.
Czyli Cię nie zrozumiał... Toosiu, jego nie obchodzi WASZA przyszłość, tylko JEGO. A Ty, według niego, masz się podporządkować.
tOOsia pisze:Zastanawiam się czy nauka na tutejszym uniwersytecie nie byłaby dla mnie lepszym wyjściem jednak nie wiem czy uda mi się zoragnizować fundusze no i musiałabym zostać tutaj kilka lat a nie wiem czy to wytrzymam.
I grzecznie się podporządkowujesz. Dlaczego robisz coś wbrew sobie? Skoro chcesz mieszkać i studiować w Polsce, to rozejrzyj się za kierunkiem, złóż papiery, spakuj się i jedź. Jeśli nie będzie chciał wrócić z Tobą, to znaczy, że nie jesteś dla niego najważniejsza... tym lepiej dla Ciebie.
tOOsia pisze:Powiedziałam mu, że po ślubie zostanę w Polsce a on jak chce to może tu wracać... zaśmiał się ale wciąż próbuje mi to wyperswadować (nie krzyczy, rozmawia)...
Brak mi słów... Toosiu, wybacz, Ty chyba na głowę upadłaś. Chyba nie mówiłaś poważnie?
A nie przyszło Ci na myśl, że on nigdy nie będzie chciał wrócić do Polski na stałe? I co wtedy, poświęcisz się i zostaniesz tam?
tOOsia pisze:Mam jeszcze kilka miesięcy na przemyślenie przyszłości.
Grzesiek jest bardzo dobrym człowiekiem tylko straszny z niego choleryk.
Myślę, ze te jego reakcje na moje plany wynikają ze strachu, że nie damy rady się utrzymać, że może on nie będzie w stanie zapewnić rodzinie godnego bytu... tak samo jak próbował mi wyperswadować operację i powiedział, że po niej sobie innego faceta poszukam...
znam go dośc dobrze i wiem ile z tego co mówi (krzyczy) jest reakcją na strach....
Kochana, wszyscy bliscy nam ludzie są dobrymi ludźmi. Właściwie wszyscy ludzie są z natury dobrzy. Żony pobite przez mężów też w większości powiedzą, że ich mężowie są dobrzy, tylko akurat mieli zły dzień. Toosiu, nie usprawiedliwiaj przed sobą jego zachowań. Strach, że znajdziesz sobie innego po operacji nosa? To nie strach, tylko jego niskie poczucie własnej wartości. Chryste, gdyby facet powiedział mi coś takiego, to chyba sam miałby nos do operowania. Czy on uważa, że z obecnym nosem nikogo innego nie znajdziesz i masz być wdzięczna, że on z Tobą jest?
Strach, że nie zapewni rodzinie godnego bytu? Cóż, najwyraźniej nie jest gotowy do małżeństwa i zakładania rodziny.
Toosiu, wydaje mi się, że jedyne co Cię z nim trzyma to przyzwyczajenie. Przecież Wy macie zupełnie inne priorytety. Nie wiem, czemu tak się śpieszysz do ślubu... bo w wieku 24 lat już wypada? Wiesz, w dzisiejszych czasach niewiele kobiet wychodzi za mąż przed 30. Może najpierw dogadajcie się, w jakim kraju będziecie mieszkali, zamieszkajcie tam, skończcie studia i znajdźcie pracę, a dopiero potem ślub? Po co zaczynać od końca?
25.05.07 - dr Kasprzyk - anatomy McGhan model 510 MX-290ml

Awatar użytkownika
tOOsia
Miłośniczka Beauty
Miłośniczka Beauty
Posty: 745
Rejestracja: 23 mar 2008, 22:51
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Post autor: tOOsia » 10 gru 2008, 09:05

annoush pisze:
tOOsia pisze:Powiedziałam mu, że po ślubie zostanę w Polsce a on jak chce to może tu wracać... zaśmiał się ale wciąż próbuje mi to wyperswadować (nie krzyczy, rozmawia)...
Brak mi słów... Toosiu, wybacz, Ty chyba na głowę upadłaś. Chyba nie mówiłaś poważnie?
Tak, to był żart... nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.


Już sama nie wiem co mam zrobić... :/


Też boję się tego, że pojedziemy do kraju i nie będziemy mieli pracy ale wierzę głęboko w to, że dam radę i tego się trzymam. Rzuca hasła, że ja to chyba dawno w kraju nie byłam i nie wiem co się dzieje... a najlepsze jest to, ze znam ludzi, ktorzy pracują, studiują i jeszcze utrzymują dzieci... i dają radę. Tylko on nie rozumie, ze jak się chce to można i woli uciekać, iśc na łatwiznę bo tutaj mamy pewną pracę.

Taki mam plan, że składam papiery i jadę do kraju (tylko po operacji bo narazie na nią składam). Myślę, że w tym czasie ułożę sobie życie i będę wiedziała czy chcę z nim być...
24 styczen 2012 - korekta nosa. Dr Stepniewski. JUZ PO!!! JESTEM TAAAAKA SZCZESLIWA !!!

Awatar użytkownika
Anielicanrw
Uzytkownik zbanowany
Uzytkownik zbanowany
Posty: 3214
Rejestracja: 23 sie 2007, 14:36

Post autor: Anielicanrw » 10 gru 2008, 12:22

tOOsia pisze:Już sama nie wiem co mam zrobić... :/
rozmawiac,rozmawiac i jeszcze raz rozmawiac...na co dzis sie zgodzisz bez pelnego przekonania...pozniej mozesz bardzo zalowac...

Awatar użytkownika
annoush
Miłośniczka Beauty
Miłośniczka Beauty
Posty: 890
Rejestracja: 06 lut 2007, 23:32
Lokalizacja: L.A.

Post autor: annoush » 11 gru 2008, 02:20

tOOsia pisze:Też boję się tego, że pojedziemy do kraju i nie będziemy mieli pracy ale wierzę głęboko w to, że dam radę i tego się trzymam. Rzuca hasła, że ja to chyba dawno w kraju nie byłam i nie wiem co się dzieje... a najlepsze jest to, ze znam ludzi, ktorzy pracują, studiują i jeszcze utrzymują dzieci... i dają radę. Tylko on nie rozumie, ze jak się chce to można i woli uciekać, iśc na łatwiznę bo tutaj mamy pewną pracę.
A co niby takiego strasznego w Polsce się dzieje? Mam wielu znajomych, którzy skończyli w Polsce studia, znaleźli dobrą pracę, mają własne mieszkania, mają dzieci i żyją na bardzo dobrym poziomie. Nie wiem, jakie studia skończył Twój chłopak i jaki ma zawód, ale w Polsce naprawdę można żyć. Zawsze też można zostać freelancerem i pracować przez internet dla firm zagranicznych (np. graficy komputerowi, architekci, tłumacze).
Anielicanrw pisze:
tOOsia pisze:Już sama nie wiem co mam zrobić... :/
rozmawiac,rozmawiac i jeszcze raz rozmawiac...na co dzis sie zgodzisz bez pelnego przekonania...pozniej mozesz bardzo zalowac...
Problem w tym, że Twój chłopak nie chce przyjąć do wiadomości, że Ty masz inne plany niż on i zawsze będzie Cię namawiał, żebyś robiła tak jak on chce. Ty sobie będziesz rozmawiała, a on nie będzie "słyszał", bo jest uparty i nie liczy się z Twoim zdaniem.
tOOsia pisze:Taki mam plan, że składam papiery i jadę do kraju (tylko po operacji bo narazie na nią składam). Myślę, że w tym czasie ułożę sobie życie i będę wiedziała czy chcę z nim być...
Toosiu, według mnie, powinnaś sobie określić czas powrotu do Polski i powiedzieć mu o tym, np. W maju 2009 wracam na stałe i składam papiery na studia.
Takie odkładanie powrotu na "kiedyś tam" zawsze kończy się... wiecznym odkładaniem powrotu. Znam kilka par, które miały wracać z UK trzy lata temu, potem dwa lata temu, rok temu, ale siedzą tam dalej i nie zanosi się, że już wrócą do Polski na stałe.
25.05.07 - dr Kasprzyk - anatomy McGhan model 510 MX-290ml

Awatar użytkownika
tOOsia
Miłośniczka Beauty
Miłośniczka Beauty
Posty: 745
Rejestracja: 23 mar 2008, 22:51
Lokalizacja: UK
Kontakt:

Post autor: tOOsia » 11 gru 2008, 02:59

Dziewczyny. Dzięki za dobre rady. Pisałam dziś do was bardzo długą odpowiedź i pod koniec mi się skasowała.
Chcę tylko, żebyście trzymały kciuki bo dziś (o ile będę miała tyle odwagi) zakończę mój związek.
Mam wspaniałe współlokatorki, które bardzo mi dziś pomogły rozmową i upewniły mnie w mojej decyzji. Znają nas oboje od trzech lat i widzą co się dzieje.
Wypłakałam się ale wiem, że mam wsparcie i wiecie co?
Moja mama będzie z tego powodu szczęsliwa.
Mamy zawsze wiedzą najlepiej :) Ostrzegała mnie i nie pochwalała decyzji o ślubie.

I wiem, że wszystko będzie dobrze.
Bo tak niesprawiedliwie nie ocenił mnie nikt w życiu :(
On mnie dziś oskarżył o to, że chcę jechać do kraju i ciągnąć pieniądze na utrzymanie i studia od niego. To mnie zabolało :(

Wiem, że on mnie nie rozumie, nie docenia i być może nie wie co to miłość...
i wiem, że przyda mu się kopniak od życia, żeby się nauczył dorosłości.

Jestem dobrej myśli i wiem, że to chyba najlepsza decyzja w moim życiu :)
24 styczen 2012 - korekta nosa. Dr Stepniewski. JUZ PO!!! JESTEM TAAAAKA SZCZESLIWA !!!

Awatar użytkownika
annoush
Miłośniczka Beauty
Miłośniczka Beauty
Posty: 890
Rejestracja: 06 lut 2007, 23:32
Lokalizacja: L.A.

Post autor: annoush » 11 gru 2008, 05:29

Toosiu, ja trzymam za Ciebie z całych sił. Przez kilka ostatnich dni myślałam o Tobie i modliłam się, żebyś przejrzała na oczy ;)

Będzie Ci ciężko i musisz być silna, naprawdę silna i stanowcza. Byłam kiedyś w związku z typem choleryka i zerwanie z nim było bardzo trudne, bo... nie chciał przyjąć do wiadomości tego, że to koniec. Miałam dość, bo tak samo jak Ty nie czułam się doceniana i szanowana w tym związku. On nigdy nie podniósł na mnie głosu, ale zdarzało mu się ranić mnie słowami, nie spędzał ze mną wolnych chwil, bo wolał iść z kolegami na piwo, nie prawił mi komplementów, bo nie uważał tego za konieczne (w końcu byłam "jego" i pewnie myślał, że już zawsze będę). W końcu przejrzałam na oczy i zakończyłam ten związek - byłam wtedy w Twoim wieku ;) Początkowo myślał, że to taki mój "kaprys", że odpoczniemy sobie od siebie i za jakiś czas znowu będziemy razem, nawet swoim kolegom mówił, że "odpoczywamy od siebie"... Ja postanowiłam, że będę nieugięta i nie dam mu kolejnej szansy, bo zasługuję na kogoś lepszego. I zaczęło się: telefony, maile, listy, przychodzenie do mnie i błagania o powrót, płakał i zarzekał się, że teraz będzie inaczej, że będzie mnie słuchał, że zrobi dla mnie wszystko, bo jestem dla niego najważniejsza, bla, bla, bla. Twój też zapewne spróbuje Cię zmiękczać, więc bądź silna i nie słuchaj go, bo to co będzie opowiadał to zwykłe bajki. W tym potoku bzdurnych słów powiedział mi nawet, że już się nigdy, ale to nigdy, nie spotka się ze swoimi kolegami, bo oni mają na niego zły wpływ... A ja stałam i się śmiałam, śmiałam mu się prosto w twarz i powiedziałam, że aż trudno mi uwierzyć, że byłam przez dwa lata z takim kretynem. Ale on dalej nie dawał za wygraną, przysłał mi do pracy wielki bukiet róż... nie do domu, tylko do pracy, żeby wszyscy widzieli... Boże, jak ja się wtedy wstydziłam, oczywiście udawałam, że nie mam pojęcia od kogo to. Kwiatki dałam koleżankom z pracy, dziwiły się, że nie chcę ich zabrać do domu, bo przecież "ten ktoś mnie tak strasznie kocha" (jeśli kobiety uważają, że kwiatki to miłość, to żal mi takich kobiet)... Na mnie nic nie działało, więc pewnego dnia pojawił się pod moimi drzwiami z pierścionkiem zaręczynowym... Znowu było mi za niego wstyd, ale na tym etapie miałam go już serdecznie dość, powiedziałam, żeby dał mi już spokój, i że nie chcę żadnych maili, listów, telefonów itp. Oczywiście, że nie posłuchał. Musiałam zmienić pracę, numer telefonu, maila i przeprowadzić się, bo zaczął mnie nachodzić... wracałam z pracy, a on czekał na ulicy... jak w horrorze... przechodziły mnie ciarki jak go widziałam, robiło mi się niedobrze, czułam obrzydzenie, a w końcu zaczęłam się go bać, bo kiedy się wyprowadziłam, przysyłał listy na mój stary adres i na adres rodziców, najpierw z prośbami, potem z pogróżkami, że mnie znajdzie i jeszcze będziemy ze sobą, bo jak nie, to zniszczy mi życie. To trwało kilka lat, a ja żyłam w strachu i nikt nie chciał mi pomóc od strony prawnej (pisałam kiedyś o tym w wątku Nikoletki). W międzyczasie poznałam swojego przyszłego męża i zaczęłam rozumieć, co to znaczy partnerski związek kochających się ludzi, w końcu byłam doceniana i szanowana. W jakiś sposób mój były dowiedział się o moim obecnym i zaczęły się groźby pod adresem obecnego... To był kilkuletni horror, a mój obecny nie mógł się nadziwić, że ja przez dwa lata byłam w związku z psychopatą. Sama nie mogę się nadziwić, że można być z kimś dwa lata i w ogóle go nie znać... choć kilka lat temu byłam pewna, że go dobrze znam.

Toosiu, bądź silna i stanowcza, nie ulegaj jego namowom. Jeśli nie jesteś z nim szczęśliwa, to teraz Ty pokaż swoją upartość i nie słuchaj jego argumentów, bo jeśli dasz mu drugą szansę, to za miesiąc czy dwa będziesz w tym samym miejscu. Myśl tylko o sobie i swojej przyszłości, bo przecież nie chcesz być żoną choleryka i nie chcesz mieć znerwicowanych dzieci. Pamiętaj, że jesteś wyjątkowa i zasługujesz na wyjątkowego mężczyznę, który będzie Cię doceniał i szanował. I znajdziesz go na pewno! Ja też początkowo w to nie wierzyłam... Generalnie myślałam, że faceci dzielą się na przystojnych "macho" i kochające "ciepłe kluchy", a poznałam ciepłego, kochającego "faceta z jajami" 8-)
25.05.07 - dr Kasprzyk - anatomy McGhan model 510 MX-290ml

ODPOWIEDZ

Wróć do „Damskie sprawy”