Wiecie co dziewczyny, ta tesknote kazdy przezywa inaczej...Ja staram sie wcale nie myslec o Pl, zyje sobie spokojnie z dnia na dzien robiac zakupy i nie zastanawiam sie co 5 min co tam slychac u babci czy sasiadki... Gdybym tak rozmyslala, pewnie po kilku miesiacach wrocialbym z placzem do PL

Wyloty ograniczam do minimum, byc moze taki mam mechanizm obronny
Oczywiscie, jak juz jestem nad Balicami i widze te wszystkie Bielany i Kryspinow i kopiec...ah...i te kominy w Hucie, to juz mam dosc i chce jak najszybciej byc na dole! I becze sobie pod nosem i widze juz cala rodzine i wszystkich drogich przyjaciol... Kiedy odlatuje, znow patrze przez okno i staram sie ''nalykac'' wszystkiego, co widze i rycze jak stary bobr...ale po powrocie do DOMU czuje sie u siebie i wiem, ze teraz to budynki z czerwonej cegly, a nie Zamek Wawelski i stare kamieniczki z Kazimierza sa moim domem...
Logicznie obrazujac sutyacje: jestem tu 4 lata- zaden ze mnie weteran emigracyjny, ale zawsze cos- domu jeszcze nie kupilam, ale zbieramy sobie kase i wszystko idzie raczej z gorki, prace mam taka, ktorej w Pl bym nie miala, bo ni jak sie ma do wyksztalcenia, na wakacje moge sobie pozwolic, a na dodatek jestem z dala od problemow typu ''ciotka powiedziala, ze...a jak to tak wypada'' itp

Byc moze ktos mnie nazwie tu nie raz ''bloody foreign''( jak to znow w robocie sie stalo wczoraj- ale juz mnie to wali, bo doszlam do wniosku, ze wazniejsze KTO mowi, a nie co mowi, hehe) i w sumie jestem szczesliwa.
Nie planuje powrotu- wszystkim podejmujacym ten trud zycze POWODZENIA:) ,ale tak z ciekawosci wpadam sobie na rozne stronki z ogloszeniami...Masakra, pewnie bym w takim wlasnie sklepie wyladowala za te 1100 gdybym wrocila, bo ofert w moim zawodzie praktycznie nie ma. Zreszta znikomy % moich kolezanek pracuje w szkole. Wiekszosc utrzymuje sie z korkow

i nadal robi podyplomowe...No ile mozna miec kierunkow skonczonych :/
Zaraz po wyjezdzie oczywiscie nadal ''wierzylam w Inwokacje'', plakalam nad polska poezja i glaskalam ksiazki..Wycieralam lzy o rekaw patrzac na ludzi modlacych sie w polskim kosciele i prowadzacych swe dzieci do modlitwy w ojczystym jezyku...Teraz wiem, ze to sciema, oczywiscie pamietam- nie oceniac wszystkich wg jednego wzoru itd...Zgadza sie, ale wiekszosc ludzi idzie do tego kosciola poogladac bryki parkujace przed kaplica i kto w jakich sklepach ciuchy kupuje, a znajomych niektorzy maja po to, zeby sie pochwalic ile maja domow w Pl...Tak wiec sprawa nowych przyjaciolek wcale nie jest prosta i osobiscie uwazam, ze nikt nie zastapi osoby, z ktora sie pisalo sprawdziany:)
Jak widac, myslac o emigracji nalezy przemyslec wszystkie jej aspekty...