wszystko mozna jesc, ale trzeba miec umiar.
jak sie chce pierozka, to zjesc, ale cztery, nie dwanascie.
ciasto, nalesnik czy inna golonka moze byc od czasu do czasu.
zeby nie cierpiec trzeba jesc to co sie lubi.
ot i caly sekret.
ja musze sie poswiecac, bo nie znosze warzyw i owocow.
owocow wlasciwie nie jadam (teraz to jakas jazda wyjatkowa), przy warzywach grymasze, wiec zeby mi bylo milej jem sporo makaronu a jako warzywo pomidor suszony i troszeczke fety- i caly dzien z glowy.
makaron ma kalorie ale nie potrzeba go duzo zjesc, aby sie nasycic.
trzymajcie sie dziewczyny, bo najgorszy jest poczatek, pozniej juz luzik.
jak zejda pierwsze faldki to juz mamy w glowie, ze szkoda sie ciasta nazrec, wystarczy maly kawaleczek czasem.
na poczatku lepiej sie pilnowac, nie pozwalac sobie, wtedy nawyki sie wyrabiaja.
jak zaczniemy od grzeszkow, to moim zdaniem daleko nie zajedziemy.
no i wazne jest, zeby sie nie glodzic- jesc trzeba zawsze jak jest sie glodnym, malo i czesto.
no wiec powiedzcie mi co jest trudnego w odchudzaniu jak jest sie najedzonym i je sie w miare smacznie.
NIC.
kwestia podejscia.
mozna lamentowac, ze sie nie zjadlo kawala tortu.
mozna inaczej- cieszyc sie, ze sie dobrze czujemy, zdrowo jemy i chudniemy- Wasz wybor.
co do mandarynki, to nie ma duzo kalorii, ale kalorie kaloriom nie rowne.
serek ma wiecej kalorii ale pozbawiony jest cukru i od niego nie utyjemy, a od owocow tak, wlasnie przez duza zawartosc cukru.
marena, szkoda gadac;)
sabrina jest demoralizujaca wybitnie.
ma skubana dobra figure i male tenencje do tycia i nie musi walczyc o swoje jak my.
opowiada o tych swoich ptasich mleczkach i demotywuje dziewczyny, diablica
moze niech sabrina zostawia puste miejsca w miejscu tego, jak wypisuje co wlasnie slodkiego spozyla :)