Natalele pisze:Motocykle, piękna sprawa. Ja jestem zdania, że motocyklem można nazywać tylko ścigacze :) Kiedy okazało się, że mogę wziąć kredyt - zaciągnęłam go właśnie po to, by mieć w końcu własną maszynę. Później jednak wyszło, że tak czy inaczej nie mogę kupić, więc postanowiłam zrealizować drugie marzenie materialne w tych granicach - operację piersi.
Nie wiem jak mozna porownywac klasyki do szlifierek. Przeciez to dwie rozne bajki.
Do tej pory ciezko mi zdecydowac, ktore motocykle bardziej mnie kreca i nie potrafie jednoznacznie powiedziec czym chcialabym jezdzic do konca zycia...
Na chopperku czujesz sie jak rasowy motocyklista, masz pod soba historie i wiesz, ze nikt Ci nie podskoczy. Na plasticzku to wariacja, fajnie jest pobrykac. Enduro- masakra, bloto i pagorki na weekendzic- super.
Jezdzilam na wielu, troszke piwa wypilam na zlotach i zdecydowanie bardziej odpowiada mi klimat chopperowcow jesli chodzi o znajomych i zabawe. Z ''plastikami'' tez mialam do czynienia, nie powiem, jazda rewelacja, ale imprezy i ludzie calkiem inni. Teraz mamy takie 2w1, Buell xb12. Wariat! Nie wiem, jaki bedzie nasz kolejny zakup.
Podsumowujac, bycie motocyklista to styl zycia, wszytsko co daje nam radosc jest motorem, a kazda maszynka daje nam inne doznania.
