Witam koleżanki po prawie tygodniowe przerwie. Byliśmy u syna, mieszkaliśmy u nich w ich domu wybudowanym 10 km od miasta. Synowa wyjechała ze starszym wnukiem a syn zostal bo miał prace przy urządzaniu ogrodu. Ja z małą no i obiadki dla nich.
Dziewczyny, nie chcę domu, nie chcę mieszkać na wsi, nie chcę zajmować się dzieckiem. Z radością wróciłam do swojego betonowego bloku. A to dlatego,że buda wielka i to a to po to a to po owo leć na gorę. Na schodach na dole i u góry dwie bramki żeby dziecko nie weszło na schody i nie zeszło jak jest na gorze. No ja przez te bramki ciągle musiałam przełazić, często gęsto z mała,no a ona już swoje wazy. Pies ładował mi sie do domu a linieje, na płytkach sierść widać strasznie, W ogóle szkoda gadać, nigdy w życiu mieszkać razem bo chcąc nie chcąc ciagle jest cos do roboty w takim domu. Ponadto upały straszne, zresztą wiecie bo w całej Polsce. Oczywiście do komputera syna nawet mi sie podejść nie chciało, wiec nie było mnie ani widać ani słychać.
POnad to dojechać do miasta stamtad to korki straszne, nie normalnie bym tam ja osobiscie zapyziała na amen. To tyle na ten temat.
Muflonku majątek nam rosnie w PZU
