Moderator: Zespół I


masz racje sama milosc nie wystarczy, masz racje w tym ze ludzie sie zmieniaja pod wplywem czasu, sytuacji... mam jednak nadzieje ze my w tym wytrwamy... Ja tez wzielam slub z milosci choc ona nie byla taka jaka powinna byc. Wiem ze moze ktoregos dnia powien "dosc" zabiore ciuchy i pojde w choleretygrysica26 pisze:marto, mylisz się..sama miłość nie wystarczy...ale ok, masz wytłumaczenie bo jesteś świeżutka mężatką, ale za parę lat może spotkamy się w tym samym miejscu i pogadamy czy nadal tak uważasz. Ja wzięłam ślub z miłości, nikt mnie pod ściana nie postawił i nie powiedział musisz!, wiedziałam, ze to jest facet, z którym chcę dzielić życie- jednak ludzie się zmieniają, pod wpływem sytuacji, życia i jakoś tak głupio wychodzi..a faceci tez sa niereformowalni w niektórych kwestiach. Nie powiedziałam że nie kocham mojego męża..żadna z nas tego nie powiedziała, bo miłość nie ma tutaj nic wspólnego..z tym co nastanie za parę lat. Tylko jedni trwają w tym letargu a inni odchodzą., być może jest jakiś złoty środek na przetrwanie tych chwil



Lubko kochana, nie czytam wcale kolejnych postow, tylko Ci od razu odpisuje, jako ktos "po drugiej stronie muru". Chce Ci powiedziec wazna rzecz: owszem, zawarcie malzenstwa duzo zmienia. Owszem: umacnia zwiazek, o ile ma on juz solidne podstawy. Wiem, ze rozne malzenstwa przezywaja rozne momenty i ludzie sie rozchodza i rozwodza. Tego nie mozesz jednak tak naprawde przewidziec i bierzesz to ryzyko pod uwage, kiedy decydujesz sie na slub. Wlasnie dlatego wymaga on odwagi.Lubka pisze:majamajamaja w naszym przypadku koscielny to jzu w ogole nie ma mowy bo on jest ateista, no ale zadowolilabym sie cywilnym....wiem, ze mialas na mysli wylacznie jego odwage, bo ja tam sie nie boje i jestem zdania, ze taki papier nic nie zmiania, ale chce to po prostu przezyc i poczuc sie lepiej, bo jak juz pisalam zle mi z tym i akurat nie ma to nic wspolnego z wiara czy cos a raczej z niedowartosciowaniem. Nie wiem skad ta ogolna teoria, ze papier wszystko zmienia...rozumiem w przypadku kiedy kazde z malzonkow mieszkalo wczesniej z rodzicami, decyduja sie mlodzi na slub, wspolne mieszkanie, nowe obowiazki itp to fakt-swiat staje na glowie i wszystko sie zmienia, ale jezeli ludzie tak jak my sa razem tyle czasu i zyja jak malzenstwo, to ja nie rozumiem co to mogloby zmienic poza tym, ze mnie by uszczesliwilo a co za tym idzie i jego posrednio bo szczesliwa kobieta, to szczesliwszy zwiazek, prawda?? on wie, ze to dla mnie takie wazne i ciagle sie wykreca, ze mamy czas, ze kiedys, ale nie teraz i...ciagle ktos sie zarecza, ktos bierze slub a mi serce peka, ze my nie...a niby tak mnie strasznei kocha i w ogole..i najgorsze jest to, ze ja tez strasznie kocham tego wariata, choc wiecznie sie uzeramy ze soba takie z nas dwa uparciuchy i choleryki, dlatego nie wyobrazam sobie, ze mogloby go w moim zyciu teraz nie byc....
