Dzieki
Ghostdog, u mnie wszystko w porzadku. Ciesze sie, ze rozumiesz, jak to jest skonfrontowac sie z innymi mentalnosciami. Teraz jestem w punkcie, czy jechac na targi pracy dla osob z wyzszym wyksztalceniem (550 km). Jechac moge, ale chodzi o nastawienie. Kiedy w zeszla niedziele bylam na targach pracy, to tak odwalilam sprawe, ze przypuszczalnie nic z tego nie wyjdzie.
Jesli chodzi o tego typu testy... katastrofa. Przynajmniej nie doszlo do tego prania mozgu. Co do ubiegania sie o prace, to moje doswiadczenie niemieckie jest takie, zeby starac sie o stanowiska odpowiednie do twojego wyksztalcenia, a nie ponizej kwalifikacji. Naklad pracy ten sam, a nikt Cie nie docenia jesli Ty sama tego nie robisz. Ale oczywiscie jako baze masz inne zrodlo utrzymania, tak jak Ty w restauracji.
Jesli natomiast chodzi o sesje zdjeciowa do podania, to owszem. Jesli akurat ktos ubiega sie na stanowisko kasjerki, to wystarczy zwyczajnie pstrykniete zdjecie za ok 15-20 € (takie sa ceny za fotke do podania, nie pytajcie mnie, dlaczego). Natomiast na stanowisko wyzsze polecana jest sesja (polecanie polega na regularnym "zmywaniu glowy" podczas licznych wizyt w urzedzie pracy i wszystkich innych podfirm od Urz. pr.) i to niekoniecznie za 100€, ale do tej sumy. Ja to dla swietego spokoju zrobie, bo juz mam dosyc. No i z tego powodu, bo wydaje mi sie, ze znalazlam super fotografa
Ale potem na 10 lat spokoj. Albo moze tez juz nie bede wiecej takiego zdjecia potrzebowala, bo zostane na stale w swojej nowej pracy?
A jesli chodzi o "rytualy" niemieckie: Niemcy mowia, ze "nawyki to drugie zycie" i uwielbiaja je. Doprowadzaja je do perfekcji i wybaczcie, jesli sie czasem glosno musze wyzalic, bo mi rece na nich opadaja. Ale pracy dzis nie wypowiedzialam, bo wyjatkowo nie denerwowali tym swoim drangiem do perfekcjonowania wszystkiego. W zasadzie to argumentem "za" dla mnie jest, ze swoja "pensje" moze nie odbieram w postaci ciuchow, ale zaraz ja na te super ciuchy zamieniam

w pewnym sensie wszystkie dziewczyny tam sa jak w raju... I jeszcze zawsze sie natkniemy na te super malenkie rozowiutkie slodziutkie ciuszki dla malych dziewczynek i wszystkie prawie zaczynaja piszczec z zachwytu... No to wtedy nas popedzaja do pracy i to mnie denerwowalo
No nie: wiadomo, ze wszystko mozna powiedziec, ale zalezy jakim tonem, jesli wiecie, o co mi chodzi...
Dyduska nie ma tego zlego, co by na dobre nie wyszlo. A co wlasnego planujesz? jesli mozesz uchylic rabka pomyslu. Ja nie bede nasladowala, bo nie mam zamiaru miec wlasnej firmy w Niemczech.
Co do specjalnych urzadzen do wszystkiego: ja w domu nie mam Niemca, za to obserwuje indonezyjskiego Mac Givera - stosowanie jednego narzedzia do wszystkiego
