Post
autor: majamajamaja » 15 paź 2009, 20:37
Dziewczyny, chce sie Wam wyzalic.
Normalnie staram sie byc otwarta i szczera, ale w niektorych przypadkach jest to chyba dosc trudne.
Moja bratowa z Indonezji oczekuje ode mnie drogich prezentow. Ot tak sobie.
Nie widuje sie z nia, bo bilet lotniczy zrujnowalby nie tylko ja, ale i mnie.
Kontakt telefoniczny rowniez tylko z mojej strony. Na komorke. Do tej pory nie zainstalowala w swoim komputerze skypa, zeby mozna bylo za darmo porozmawiac, ale zali sie, ze rzadko dzwonimy.
Widze sie z tesciem raz do roku (przyjezdza w interesach) i wtedy zawsze "musze" kupic prezent dla mojej bratowej: perfumy od Diora, ale nie za mala butelka, bo sie zbyt szybko konczy, zegarek Swatch z najnowszej serii lub droga torebke (nie sluchalam dalej, wiec nie wiem, jakiej firmy).
Do tych okazji zaliczaja sie jeszcze obowiazkowo jej urodziny (+ przesylka + clo) oraz wszelkie religijne swieta.
Do tej pory wywijalam sie milczaco z takiego wymuszania i kupowalam jej markowe drobiazgi w cenie 20 zamiast 70-100€. Ale szczerze mowiac nie mam ochoty jej w ogole juz czegokolwiek kupowac. Nie mowiac o tym, ze moim siostrom nie robie tak czesto tak drogich prezentow, nawet sobie nie.
Nie mam ochoty dostosowywac sie do jej indonezyjsko-muzulmansko-dzieciecej mentalnosci (choc ma 28 lat!). Nie mam zamiaru byc jej sponsorka z zachodu.
Nie umiem byc tu asertywna. Trudna sprawa z tymi Indonezyjczykami.
Oczywiscie nie tylko z ta grupa narodowosciowa. Znajomy kiedy jedzie odwiedzic rodzine w Afryce, zostawia zegarek, zostawia komorke i wszystkie co wartosciowsze rzeczy. Gdyby je ze soba zabieral, to juz by z powrotem nie przywiozl. I po powrocie moglby zaczynac od nowa zarabiac na rzeczy, ktore w nastepnej wizycie komus bedzie musial "oddac". Taka mentalnosc. Trudno sie temu przeciwstawic. Troche latwiej jest kombinowac.
15 kwietnia 2009 - Brzuchanski, powieki