Też miałam nie raz spotkanie z duchami, a raczej z jednym duchem. Moi rodzice przeprowadzili się do domku, w którym jest duch. W sumie, to on chodzi po okolicy. Wiadomo, że jest to starszy mężczyzna.
Do dziś pamiętam najgorsze wakacje w życiu. Chodzenie po domu, szurając nogami. Przewracanie przedmiotów, włączanie świateł, pukanie do drzwi to standardowe zagrywki. Ale nie polecam nikomu przejść przez ducha, brrr. Normalnie włosy stają dęba. Do tego w nosy dochodziły odgłosy mszy, modlenie się księdza. Stanie pod pokojem, do którego miał zakaz wstępu i jakoś się go trzymał. Byłam wtedy dzieckiem. To wchodzenie po schodach do góry i otwieranie zamka przy drzwiach wejściowych... po tygodniu takich atrakcji, musiałam wyjechać. A najlepsze, że najwięcej ze wszystkich ja oczywiście słyszałam zawsze. Msza w kościele oczywiście nic nie dała. A mnie wykończył fizycznie i psychicznie. Gdyby to tak dłużej miało trwać, to chyba bym nie wytrzymała tego.
Jakiś czas potem, gdy byłam dorosła pojechałam do rodziców na parę dni. Śpię sobie w pokoju przy schodach i słyszę, jak ktoś chodzi na dole. Ponieważ jestem straszna panikara, to twardo siedzę do góry, zapaliłam światło, żeby odstraszyć go. Jak nagle on zaczyna iść do mnie do góry. Więc co zrobiłam, kołdra pod pachę i do pokoju rodziców

chyba się tego nie spodziewał. Ale oczywiście na tym się nie skończyło. Leżę sobie u rodziców, a on przychodzi tam i czuję jak wisi nade mną. Jak o tym pomyślę, to mnie nadal ciarki przechodzą. A na dodatek to coś dobiera się do płci żeńskiej i nie powiem za co mnie ten duch chwycił

na następny dzień już mnie tam nie było. Moja mama opowiadała, że on ją normalnie dotykał i rozbierał

a ona się ruszyć nie mogła. I co tu zrobić z takim rozochoconym jegomościem

teraz jest to zabawne, ale wtedy do śmiechu nie było. A duch dalej sobie chodzi, ale tylko puka po domach w okolicy.