-mieszkam sama i nie wyobrażam sobie mieszkać z kimś, po probie kilku lat mieszkania z facetem doszłam do wniosku, że najlepiej jest jak spotykamy się 2-3 razy w tygodniu, na spacer, fiku miku i gry planszowe, chyba nie nadaję się do małżeństwa
-mieszkania z kimś obcym (współlokator) w ogóle nie wyobrażam sobie, zwariowałabym po 15 minutach
-w hotelach (wyjazdy służbowe) muszę mieć pokój jednoosobowy, bo inaczej szlag mnie trafi
-lubię spać sama i mieć ten komfort psychiczny, że rano nikt mnie nie będzie oglądał bez makijażu
-makijaż poranny robię dokładnie pół godziny. Tzn po umyciu twarzy nakładam krem nawilżający, czekam 10 min (z zegarkiem!!!!!) aż się wchłonie, nakładam podklad, czekam 10 min(też z zegarkiem!!) aż wyschnie, zbieram nadmiar chusteczką i dopiero robię "resztę", ekspresowo, żeby się wyrobić w pozostałe 10 minut
-w ciągu dnia regularnie gapię się w lusterko patrząc głównie na mój gorszy półprofil i porównując go z lepszym, czy może przypadkiem nie "naprawił sie" samoistnie, ciągle pudruję nos mając nadzieję, że w ten sposób stanie się mniej widoczny
-przed wyjściem z domu wróżę sobie z Tarota, tzn zawsze wyciądam sobie jedną kartę z dużych arkanów jako "motto dnia"
-przed ważniejszymi wydarzeniami odprawiam wiccańskie rytuały z kolorowymi świeczkami wierząc, że jak tego nie zrobię, to nie zrobię "wszystkiego co w mojej mocy" by się udało
-wierzę, że już zabiłam kogoś czarami
-wierzę, że jestem na tyle zdolną czarownicą, że jak poćwiczę, to nauczę się wychodzić poza ciało i sprawdzać, co o mnie plotkują
-boję się na spotkaniach towarzyskich wychodzić do toalety ze strachu że w międzyczasie mnie obgadają, więc cierpię bo nie mogę zrobić siusiu
-kiedy w miejscu publicznym siadam na miejscu świeżo zwolnionym przez kogoś innego bawię się w "badanie energii" tej osoby
-nie jem rosołu (popisowe danie mojej mamy) bo się brzydzę, przypominam sobie kurę biegająca z uciętą głową
-dostaję histerii kiedy muszę przejść chodnikiem po deszczu i jest tam dużo dżdżownic
-dostaję ataku paniki w szpitalach, "odczuwając" negatywne energie związne z nagromadzonym ludzkim cierpieniem
-z tego samego powodu unikam w Warszawie niektórych dzielnic, (Wola), "czuję" negatywną energię z lat wojny
-boję sie nie tyle śmierci, co tego jak bedę wyglądać jako nieboszczyk
-obsesyjnie wyrzucam stare rzeczy wierząc, że nawet jeśli nie są zepsute w sensie użytkowym, to się "psuja" w sensie energetycznym
-przy tym wszystkim interesuję się historią, ponadto chyba masochistycznie marzę o tym, by kiedyś zamieszkać w starej, stylowej kamienicy










