Jestem beznadzieja...nie docenialam go...tyle razy klucilismy sie z powodu mojego charakteru i tego jak sie zachowuje ostatnio i przegielam po raz kolejny..juz bardziej zranic go chyba nie moglam..

tak mi smutno... Bardziej od tego rozstania boli mnie to jak go zrnilam, przeciez on mnie tak kocha a ja go tak zranilam..

i wcale sie nie dziwie,że on nie chce ze mna być.... Powiedzialam tyle przykrych rzeczy..chcialabym cofnac czas...Juz nawet bym wolala rozstac sie z powodu zdrady ktora na szczesie ominela Nasz zwiazek, bo ani ja go nie zdradzilam ani on mnie... bylismy para prawie idealna...juz byly plany co do slubu..
On mnie nigdy nie zranil, byl idealem..jest szczery, lojalny, czulam sie przy nim tak bezpiecznie.Jest jedyna osoba na tym swiecie ktora mnie zna na wylot i wie jaka jestem naprawde.
Ostatnio jestem strasznie klutliwa i nerwowa, czepiam sie wszsytkich o wszystko, nie wiem czemu tak jest, a z nim spedzam najwiecej czasu wiec wszystko odbijalo sie na nim...zwracal mi nie raz uwage, że źle sie zachwouje, zebym się opanowywala..nie rozumiem jak moglam sie tak fatalnie zachowac..i do tego ten alkohol..

Powiedzial, ze z kazda klutnią zabijam jego uczucie do mnie,że ma dosyc.. ale zebym pamietala, że wiele dla niego znacze, ze przez dlugi czas napewno nikt w sercu nie zajmie mojego miejsca..
Spedzilismy ze soba tyle lat.. tyle dobrych i zlych dni...bylismy tacy zakochani.. on tyle dla mnie poswiecil..zrezygnowal z tye rzeczy...z tylu planow zyciowych aby tylko byc przy mnie a ja tak to zpapralam..nigdy sobie tego nie wybacze.. tyle mielismy planow na przyszlosc...nawet jeszcze na te wakacje.. mialo byc tak pieknie...myslalam, że spedze z nim cale życie..zresztą on myślal podobnie..
Dzwonilam przed chwila do niego...ma taki smutny glos.. a zarazem taki trosze oschly...juz nigdy nie uslysze z jego ust ''czesc Sloneczko, Dzióbku, Niunia, Skarbie...itd

'' odebral i spytal co chce..spytalam czy mozemy sie spotkac i pogadac.. powiedzial, że nie wie czy jest o czym

i,że nie ma sily sluchac moich tlumaczeń i tego,że się zmienie. Powiedzial,że jest taki zraniony, że nie ma już sily..i, że moze decenie go tak naprawde jak mi go zabraknie... i, że może wieczorem na chwile sie spotkamy... aż się boje,... nie wiem co mam mówić

Nie wierze w to co sie stalo

Nie dociera to do mnie

Rozstalismy sie wczoraj, cala noc nie spalam, plakalam. Dzisiejszy dzień dla mnie nie istnieje..jakis wirtualny mi się wydaje...

Boje się patrzeć w przyszlość

Boj się jutra...boje się żyć bez niego..przecież życie bez niego nie ma sensu
