U mnie sprawa wygląda tak-wiem, że pewnie nie będzie wam się chciało tego czytać ale jestem kompletnie bezradna... Liczę na pomoc :-(
Mieszkam w zabytkowej, bardzo ładnej kamienicy w samym centrum mojego miasta, wszystkie mieszkania są własnościowe oprócz jednego. Mieszkają tu sami ludzie na poziomie, bezkonfliktowi i spokojni- prawnicy, lekarze, malarz itp. Z jednym małym wyjątkiem ;-)
Jest to osoba w moim wieku- niesamowicie agresywny, miał już wiele zatargów z prawem, jest skinheadem, wandalem, złodziejem. Nie są to oskarżenia wyssane z palca tylko możliwe do udowodnienia. Kiedyś moje stosunki z nim były poprawne, ale do czasu, kiedy to przebywając w odwiedziny u mojego brata który wówczas ze mną wtedy jeszcze mieszkał (niestety mój brat się z nim "zadawał") ukradł mi telefon komórkowy- jestem tego 100 % pewna.
Postanowiłam tej sprawy nie zostawić samej sobie, szczególnie że nie była to jego pierwsza kradzież u nas w domu (wcześniej ginęły rzeczy mojego brata, a on przymykał na to oko sama nie wiem dlaczego). Powiedziałam mu otwarcie, że zgłoszę to na policję. I się zaczęło...
Akurat moje mieszkanie jest bardzo duże, więc daje rade uciec przed tym hałasem, ale chciałabym żeby wogóle go nie było :-(
Generalnie uwziął się na mnie, a odkąd mój brat wyjechał do Irlandii to znowu to nabrało na sile. Ostatnio jego matka poprosiła mnie żebym była świadkiem w UM ponieważ chce wymeldować swojego byłego męża (notabene osobnik podobny do swojego syna
Myśle, że to że byłam tym świadkiem najbardziej go rozjuszyło...
Zdemolował moje drzwi wejściowe w Boże Ciało- całe wysmarował czarnym i srebrnym sprejem, szczególnie zamki tak że nie mogłam włożyć tam klucza i z trudem dostałam się do mieszkania. Wczoraj po rozmowie z moim bratem postanowiłam odłączyć mu internet bo i tak mi za niego nie płaci. Dziś rano moje drzwi były wysmarowane za przeproszeniem GÓWNEM
Zgłosiłam to na policje i administratorowi budynku, ale nie podałam sprawcy- teraz to ja się jego po prostu boję. Mieszkam sama, często mnie nie ma w domu- nie chce zastać spalonego mieszkania jak wrócę, albo żeby ktoś się na mnie zaczaił jak będę wracać po ciemku do domu :-(
Na policji jest on bardzo dobrze znany, ale i tak nic mi na to poradzić nie mogą... Nikt nic na to nie poradzi, bo on nikogo się nie boi. No może swojego ojca, ale ten to jest jego starsza wersja...
Nie wiem co mam robić. Wiem, że na tym się nie skończy... Dosyć mam innych problemów, a teraz jeszcze to... Po prostu ryczeć mi się chcę jak o tym pomyślę, ale nie mogę dać po sobie poznać, że się boję...
Moja kamienica jest bardzo zadbana, są tu same piękne mieszkania- najmniejsze ma 140 m2. Czemu musiała się trafić taka czarna owca? Swoją drogą on za to mieszkanie nawet nie płaci rachunków- nie wiem kto to reguluje... Jego nie było by stać bo nie pracuje...
Jak tak dalej pójdzie to będę musiała się wyprowadzić chyba... Przynajmniej będę miała pretekst do zakupu domu...
I tak już mam depresje a teraz takie coś... :-(
Może ktoś z was może mi coś poradzić?








