Dziewczyny z moja mama tez miałam różne przeboje, tak jak
karolinka staram sie odpuszczac aby nie byc w ciagłym konflikcie. Staram sie tworzyc dom zupełnie inny niz moj rodzinny. Mam coreczke (3latka) czesto ja tule, caluje, mowie ze kocham, razem spiewamy, rysujemy, czytamy bajeczki, robimy baby z piachu itp. Ucze ja ze milo jest dac komus prezent, podzielic sie czymy. Nabrala juz takiego nawyku i odruchu ze jak jestem smutna potrafi przyjsc poglaskac po glowie, przytulic, dac buziaka, pwiedziec kocham Cie mamo. Moglabym cala mase rzeczy opisac, ktore potrafi zrobic tak maly czlwiek. Ucze ją, ale i męża, ktory wyrosl w rodzinie totalnie bez milosci, gdzie ojciec pomiatal matkę, gdzie emocji nie mozna bylo wyrazic placzem. Z nim jest trudniej, nie raz widze ze by wprowadzal surowosc, konserwatyzm - od razu staram sie przywolywac go do porzadku, tlumaczyc ze np. placz malej bo cos poszlo nie po jej mysli nie moze byc skrzykniety "nie placz

" ona musi pokazac swoje emocje, ona nie moze uczyc sie skrywac czy to smutku czy zadowolenia. Widze ze moja "nauka" nie idzie w las, maz staje sie co raz bardziej "ludzki", co raz czesciej tuli i zrozumieniem reaguje na kaprysy malej. Nie bede Was tu zanudzala, ale mam nadzieje ze tej milosci dziecinstwa, ktorej nie otrzymalam ja nie zabraknie mojemu dziecku.
Piszac do Was, do Malowanki o tym, ze nia ma co kontynuowac stereotypow, ze
karolinka pisze trzeba przerwac te nic, wiem ze mozna to zrobić, ze z odrobina wiary i samozaparcia, natsawienia na dobro mozna budować rodziny, zwiazki takie jakie chcialybysmy miec
