Olka to fakt, że pracy kobiet jakoś nie doceniamy.
To tak jak z tym zdrowiem o które się nie troszczymy gdy wszystko jest w porządku. Dopiero choroba weryfikuje nasze podejście do sprawy.
Może to prawda, że chcemy partnerkę, która byłaby super kochanką, gospodynią, matką , koleżanką, przyjaciółką itd.......po prostu superwomen z pelerynką.
Tylko co w tym złego. Czy wy nie szukacie partnera przystojnego, dbającego o siebie, samodzielnego, opiekuńczego, dobrze zarabiającego.
tylko.............żeby on cudzy był (jak w tym kawale) :lol:
Olka i tak jak mówisz męża też trzeba sobie wychować. Bo jeżeli na samym początku wszystko dostanie na tacy to .....z rozpuszczonego samca nie zrobicie potem partnera na którego pomoc możecie liczyć. A wtedy wszystkie wasze zabiegi, żeby to zmienić będą postrzegane jako ingerencja w układ zaakceptowany przez obie strony na wstępie....a to początek końca.
Nikt nie lubi zmieniać warunków umowy w trakcie jej trwania.
Okres narzeczeństwa to taka umowa przedwstępna, która ma zweryfikować nasze oczekiwania i zachowania. W momencie gdy mówimy sobie "tak", klamka zapada i wtedy mowa(na poważnie) o motylach szukanych w kontaktach z innymi to.......(same dodajcie).
Może młode dziewczyny zbyt wcześnie i z pominięciem pewnych etapów mówią "tak", a może system wartości jaki lansowany jest w mediach jako cool, trendy.itp to wszystko postawił na głowie.
Ja zostałem wychowany przez rodziców(przede wszystkim obserwując ich relacje między soba)ale też w dużym stopniu przez żonę. :D :lol:
I nie wstydzę się robót domowych.
Moje dzieci to obserwują i mam nadzieję , że przyszłe synowe będą nam wdzieczne z wychowanie jakie daliśmy ich mężom i doceniom to.
Więc do roboty drogie panie, jeżeli zarzucacie coś nam to zmieniajcie to w waszych rodzinach :lol: :lol:
