Byłam au pair dwukrotnie.
Od 22.02.2000 do 11.02.2001- USA -Saint Paul i Gaithersburg /agencja EF/ :)
Od 10.06.2001 do 26.08.2001- Madryt /agencja Prowork z Gdańska- nie polecam
+ + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + + +
Roczny pobyt w Stanach uważam za jeden z najlepszych okresów w moim życiu.
To był szybki kurs dojrzewania, samodzielnego życia, podejmowania decyzji. Doceniłam moich rodziców, cholernie tęskniłam za rodziną.
Poznałam fantastycznych ludzi -szczególnie nauczycieli w College'u i na Uniwersytecie, którzy okazali mi tyle ciepła, troski.
Dużo podróżowałam- zjechałam Amerykę- wzdłuż i wszerz- choć nie sądzę, bym mogła tam pozostać na zawsze.
Trafić na właściwą rodzinę-to połowa sukcesu. Sa dziewczyny, które trafiają idealnie, są i takie -co trafiją jak przysłowiowa kula w płot
"""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""""
Moja pierwsza rodzina- Mary Jo Driscoll i James Zacharsky- Nora i Matthew. Czułam się u nich jak w domu i byłam traktowana jak członek rodziny- zabierali mnie w swoje podróże- do LA, San Francisco,Phoenix, Meksyku- płacąc za przeloty samolotem, noclegi w hotelach.
Niestety -wszystko co piękne szybko się kończy- zaczęły się schodki- łamanie podstawowych reguł programu- 12 godzinna praca- od pon do pia. Zbuntowałam się- zmieniłam rodzinę.
Moja druga rodzina- Laura i John Hieronymous, David i Elyse. Wszystko byłoby gdyby Laura nie zaszła w ciążę- zaczęła mieć humory... zimą nie pozwalała włączać ogrzewania, robiła mi awanturę,że zjadłam jej banana, jej jogurt

w ciągu 2 miesięcy schudłam 12 kilo- długo nie mogłam wyjść z anoreksji
Madryt- krótki pobyt- Francesca i Leticia. Wytrzymałam 2 miesiące- pogoda mnie wykańczała- niesamowite upały-powyżej 45 stopni, duchota...
Leticie uczyłam angielskiego- pracowałam po 4-5 godzin dziennie- od pon do sob. Plus gotowanie i sprzątania (czego nie było w umowie

). Powiedziałam basta

spakowałam walizkę i wróciłam do domu
Cóż- podróże kształcą.
Po powrocie ze Stanów zarzekałam się,że nie pojadę tam więcej. zaryzykowałam- pojechałam do Ambasady- i dostałam wizę turystyczno-biznesową na 10 lat.
W ubiegłym roku byłam w Chicago... pracowałam jako kelnerka, zajmowłam się dziecmi- przez przypadek trafiłam do świetnej rodziny- Kanadyjczyków żydowskiego pochodzenia. 5 miesięcy minęło niewiadomo kiedy i żal było wracać. Do dziś utrzymujemy kontakt e-mailowo- telefoniczny
_____________________________________________________________
Nie chciałabym traktować tego tematu jako formy pamiętnika. Służę radą, sugestiami...Na temat pracy w Stanach- nie tylko jako baby sitter czy kelnerka.
Tak się najczęściej dzieje,że dziewczyny wyjeżdżające z programu Work&Travel USA prędzej czy później przyjeżdżają do CHicago/Nowego Jorku. A że w okresie wakacji-pracy jest niewiele- lądują w serwisach sprzątających...u wrednych polek

ale to już inna historia