A tak na serio to niestety, ale intymność to słowo już trochę zapomniane. Dawno już nie widziałam filmu, w którym nie ma scen"łóżkowych". Wszędzie sex - nawet w reklamach, bo on się świetnie sprzedaje. A telewizja to takie medium, w którym sprzedaje się świetnie dosłownie WSZYSTKO. Od sexu, przez katastrofy, śmierć, krew. Ile jest filmów o normalnych śmiertelnikach, którzy żyją w zgodzie z sąsiadami, nie zdradzają, nie kradną i nie zabijają??Nie zmienimy rzeczywistości i tego, że sex sprzedaje się najlepiej. Branża porno to ogroooooooooomne pieniądze. I to, że cenimy najbardziej w świecie intymność, też tego nie zmieni. To po prostu XXI wiek i czy tego chcemy czy nie prostytutki oraz aktorki porno to normalny widok.
W życiu widziałam scenę z filmu porno tylko raz(jakieś 5 minut) i mam dość na resztę życia. Obrzydzają mnie sceny, w których dwa zezwierzęcone osobniki wpychają sobie co popadnie, gdzie popadnie.Wolę łagodne erotyki, gdzie sceny miłosne to dodatek do filmu, a nie główna fabuła.
Ewelina my tu nie roztrząsamy kwestii - czy zgodzisz się na to, żeby twoja córka została aktorką porno, tylko wyrażamy swoje opinie na temat różnicy między aktorkami porno a prostytutkami.
Dla mnie to jasne, że aktorka porno nie jest prostytutką, bo gdyby tak było to jej zawód tak by się nazywał. Dlaczego na prostytutki nie mówimy aktorki porno???? Bo aktor(nawet niskich lotów i jeszcze niższego budżetu)to osoba, która na planie pracuje z całą ekipą na to, by scena wypadła jak najlepiej. One się nie rżną TYLKO PO TO by dostać kasę, ale robią to dla jakiejś tam "sztuki", nawet jeśli nam ta ich "sztuka" nie odpowiada.
I znowu się kurde rozpisałam :?










