z mężem to ja mam dobrze. zawsze mnie wyciąga do sklepu i każe sobie coś wybrać. Wie, że ja nic nie potrzebuję, to ostatnio stoimy przed wystawa i mówi < o ten zegarek jest ładny> ja patrzę i mówię eeeeeeee tamten jest ładniejszy , no i kupuje. Tylko, ze nie ma niespodzianki i czasem jest to miesiąc po 'okazji'. Wolę juz tak i nie narzekam, bo dawniej zawsze kupował coś , co tylko zalegało na półce.
Nie znoszę świąt

.Muszę iść do teściów córki, a tam 15 osób i robią sobie prezenty [takie po 300 zł!!}. Na dodatek są bardzo zamożni i oni wszystko mają i na wszystko ich stać. Parę lat specjalnie nie szłam w Wigilie, tylko w pierwszy lub drugi dzień świąt, żeby uniknąć prezentowania. Niestety prezent czekał pod choinką....Zawsze okropny i drogi. Za pół ceny sprzedawałam na allegro. Wyczytałam w poradniku , że nie muszę wszystkim kupować {niektóre osoby widzę raz w roku} tylko gospodarzom, więc kupowałam coś symbolicznego i myslałam ,że zrozumieją.Nic z tego ! znowu dostałam koszmarny falbianiasty peniuar. najchętniej wyjechałabym z kraju na ten okres........
Córka też narzeka, bo ma małe dziecko ,a tu trzeba tyle czasu i forsy poświęcić na zakupy. Ja nie mogę ustawiać reguł w cudzym domu ale już namawiałam zięcia żeby porozmawiał z mamą nad zmianą , np.kupujemy tylko dzieciom......on też się boi, bo <mama pomyśli, że głodem przymieramy i się będzie martwić>.

. Wydaje mi się, że wszyscy by chcieli zmian tylko każdy boi się powiedzieć głośno.
Z dziećmi tez jest problem, bo u nich wnuczka ma dwa pokoje na same zabawki!!!!!!Myślałam, że kupię książki ale w bibliotece ma regał z dziecięcymi książeczkami [chyba ma wszystkie co się ukazały na rynku}
