Przygoda nie moja ale jednego z pasażerów na locie Frankfurt -Warszawa. Starsze małżeństwo wybrało się na wakacje do dzieci do Atlanty. Polecieli z Wawy do nowego Jorku, a stamtąd mieli się przesiąść. Czekali 6 godzin na lotnisku, bo samolot miał awarię. Jakoś dolecieli i było fajnie, za to z powrotem, kiedy byli w samolocie amerykańskich linii, okazało się, że na lotnisku strajk i będą lądować na innym. Mieli lecieć z NY Lotem i takie mieli bilety. Wylądowali w Newarku i nie wiedzieli, że tam Lot też lata więc spanikowali i zaczęli biegać po lotnisku. W tym czasie Lot odleciał, bo oni nigdzie nie zgłosili, że mają bilety na te linie. W końcu zziajani i przerażeni dotarli do polskiej obsługi i dostali bilety na inne linie, które nie leciały do Wawy tylko do Frankfurtu ( chyba Lufa ). Gdy dolatywali, okazało się, że podwozie nie chce wyjść i chyba będą lądować na brzuchu. Panika, straż na płycie lotniska, światełka, koguty, piana na pasie, ogólnie bosko. Podwozie jednak wyszło. Po wylądowaniu nie wiedzieli gdzie pójść zapytać o lot do Polski i zaczęli błądzić.Wyszli na jakiś terminal i otoczyła ich grupa zamaskowanych mężczyzn z karabinami. Pani zemdlała, a pan podniósł ręce do góry. Jeden z tamtych zdjął kominiarkę i grzecznie wyjaśnił po angielsku, że tu spacerować nie można, bo kręcą właśnie film o terroryzmie. Pan zrozumial tylko słowo terroryzm i usiadł tam gdzie stał, powiedział tylko"poland" Faceci się przestraszyli, że pani leży i pan słabnie, zawołali kogoś z obsługi, ktoś obejrzał bilety, ocucił i zaprowadził do gejtu, gdzie czekał lotowski samolot... Najgorsze, jak powiedziała pani aż pół godziny opóźniony...
