miałam 10 zabiegów .Najpierw minuta, drugi minuta trzydzieści, potem dwie, dwie trzydzieści , a reszta po 3 minuty. Bałam sie , miałam ochotę odpuścić a teraz już chce następne

. Na kasę chorych można mieć 20 czyli najlepiej podzielić na dwie serie po 10 lub 3 po 6-7. Prywatnie u mnie kosztuje jeden zabieg 30 zł. Jest dobrze, bo nie przepada jeśli nie można danego dnia przyjść tylko przesuwa się zabieg na inny dzień.W roku nie powinno sie robić częściej niż 4 serie.
Nie wiem czy na mój kręgosłup działa komora, bo jeszcze biorę co tydzień zastrzyki z kolagenu matrix i jest lepiej (juz normalnie wyjmuję naczynia ze zmywarki

, a dawniej musiałam siedzieć na krześle i wykładałam na blat, a potem z blatu do szafek...) Chodzą ze mną babki "weteranki" i twierdzą, że im ten zabieg bardzo pomaga.
Ja jestem zachwycona działaniem na cerę. Buzia jak pupcia niemowlaka , bez kozieradki..

.Nawet pyllingu nie robiłam od kilku tygodni.
Pisałam wcześniej, że zawsze po burzy babcia nakazywała spacery żeby mieć ładną cerę (ozonu jest dużo) . teraz po zabiegach w ozonowej komorze widzę, że miała rację. Tak więc babcine metody są bezcenne.
Szukałam w necie i znalazłam oliwki ozonowane, ponoć cudowne na wszelkie rany i kremy z ozonem. Na razie nawet juvitu nie kładę na twarz, bo jest idealna! Ciekawe na jak długo starczy?