jiihaaaaaaaaaa! moze byc zolza jak chcecie
strasznie duzo sie wydarzylo u mnie od srody.
po pierwsze. musze sie pokajac. mam nadzieje (uzasadniona), ze to juz ostatni raz.
obiecanki cacanki a glupiemu radosc. latwo pisac i sie wymadrzac - trudniej realizowac. w srode "groupie" przyjechal do mnie do klubu, wracal z pracy i mial mnie po drodze, chcial sie spotkac i zawiezc mnie do domu. wole tak niz wloczyc sie nocnymi autobusami a poza tym - matko, jak ja sie za nim stesknilam. dziwnie mi teraz to pisac bo troche sie pozmienialo od srody. ale nie moglam sie doczekac zeby go zobaczyc. i nawet nie bylo specjalnej dyskusji, po prostu wiedzialam ze idziemy do mnie i tyle. i bylo dziko! przez 2 dni wczesniej sie nie widzielismy i nie rozmawialismy i skumulowalo sie we mnie tyle jakiegos szalonego chcenia, ze . . . no wiecie
mam tylko nadzieje ze o drugiej w nocy sasiedzi spia a nie laza mi pod oknami kuchni :P
w czwartek znow pol dnia na telefonie, smski itd a potem, potem chyba udalo mi sie wyleczyc. w czwartek stary, dobry kolega mial urodziny i zrobilam im koncert u nas. polala sie jakas straszliwa ilosc alkoholu, impreza do rana, ja to wszystko pod kontrola, ale tylko do jakiegos tam momentu. w kazdym razie o groupim nie mialam kiedy myslec.
w piatek ledwo zywa dotarlam do klubu i zaczelo sie. 3 dniowy festiwal na glowie. jeszcze tylko chwilke slaba mialam i smsa wyslalam wieczorem zyczac udanego gigu, bo on ze swoim zespolem gdzies tam sztuke grali.
a potem , aech, uwielbiam swoja robote, 10 zaje**** kolesi w moim wieku, wolnych, rockandrollowych. wszystko musieli przeze mnie zalatwiac. oczywiscie ze nie polacy, bo polacy po 30 w wiekszosci sa zonaci, smutni, szarzy i nudni. czulam sie jak krolowa balu.
zajeta bylam maxymalnie. jeszcze mnie jeden taki stary (wyjatkowo atrakcyjny i wolny) znajomy adorowal cala noc. o 6 rano ucieklam mu do domu pod jakims glupim pretekstem.
rano na probe. jej! jak te wszystkie przygody motywacyjnie wplywaja na granie! gralo mi sie jak samemu diablu! az sie moje chlopaki nadziwic nie mogli co we mnie wstapilo heheh
potem do innego klubu prosto, znow zajeta maxymalnie organizacyjnie, potem faceci z piatkowych zespolow tez pojawili sie w klubie i nie powiem ze niemilo mi sie z nimi gadalo i pilo piwo. poniewaz w niedziele i tak mielismy razem isc na starowke (ja jako przewodnik), a do hotelu zawiozlam ich kolo 5 rano i jeszcze zrobilismy tam impreze, wiec juz do domu nie wracalam. zeby nie bylo niedomowien - zadnych orgii nie bylo, tylko samo granie, spiewanie i picie piwa, ktore rano okazalo sie bezalkoholowe hhaha! ale spedzilam bardzo mile chwile z jednym (bez zadnego sexu) z nich, fajne cieple i duzo o muzyce. po starowce chodzilismy sobie pod raczke a na pozegnanie dalam mu jedynego wogole dzieciecego buziaka. no i chyba wygnal mi "groupiego" z glowy. chce zebym go odwiedzila ale ja nie mam czasu ani nie czuje potrzeby jechac go specjalnie odwiedzac. moze przy okazji jak bede znowu w berlinie to wpadne odwiedzic go w jego klubie.
a "groupie" dzwonil dzis rano, zeby jechac ze mna sprzet kupowc grajacy, ale go przelozylam na jutro. bez zalu i wogole zadnych tesknot. mam wrazenie ze oczyscilam sobie z niego golwe.
janko, nie mam stalego faceta, nie podaje nazwisk, ani miejsc, nikogo nie demaskuje.
szczegolow nie opisuje. przeszkadza Ci, to nie czytaj.
psiapsiolki obie wygnalo mi do londynowa, wiec pisze sobie tu. DO DZIEWCZYN.