Post
autor: derek123 » 25 cze 2009, 12:43
Muflon,ja takiego "pana" to bym w pierwszej kolejności załatwiła ("flądrę" później)..""W dziób" to obowiązkowo (ja to nie miałabym trudności, bo do 176 cm jeszcze bym dostała). Czy bym wywaliła? W pierwszym odruchu pewnie tak (może tak? "won mi z oczu"; albo:"precz z mego serca, precz z mej pamięci":a może:"wynocha, sp...laj, skoro innej d...ci się zachciało"). Pewnie ten ostatni wariant byłby najlepszy, bo ja zwykle tak nie mówię, więc to by najlepiej zadziałało, na zasadzie szoku.Ale walizek bym skórkowańcowi nie pakowała, niech sobie sam spakuje.
W drugiej kolejności zajęłabym się "flądrą". I dalej to by zależało od okoliczności, czy to "flądra", która mi z premedytacją uwiodła "mojego biednego-niewinnego-mężusia", czy to "niewinne dziewczę", które uwiódł mój"sk...małżonek".Tak czy siak oberwałaby w jakiś perfidny i wyrafinowany sposób. Może prezent w postaci paczki z brudnymi gaciami, śmierdzącymi skarpetkami i opakowaniem tabletek na nadciśnienie ("bierz go sobie z dobrodziejstwem inwentarza"), jak myślicie?
No, no, ale mnie wciągnęła ta wizja...
Kurcze,a mój akurat dziś jest w delegacji!...może na wszelki wypadek poopowiadać wieczorem, co by było gdyby jakaś "flądra" pojawiła sie na horyzoncie?
A tak na serio. Marena, my chcieliśmy sie pobrać po roku znajomości, tj. w wieku 19 lat, ale obie rodziny stanęły okoniem. Próbowaliśmy w wieku 21 lat, też były protesty, "skończcie najpierw studia".Ani ja nie byłam pożądaną synową, ani on nie był pożądanym zięciem.Więc gdy skończyliśmy nauki w ten sam dzień poszliśmy do usc i do księdza, obrączki, pierścionek, garnitur i suknię ślubną mój narzeczony nabył za własne pieniądze zarobione w spółdzielni studenckiej.Obu rodzinom oświadczyliśmy, że za 2 miesiące ślub. Wtedy rodzinka w popłochu i błyskawicznym tempie zaczęła szykować wesele.
A potem? Potem to było tak, że moja matka to zięciowi, nie córce, powierzała najważniejsze sprawy, a moi teściowie podobnie, nie tak dawno ze łzami w oczach oświadczyli ni z ryb ni z polewki, że co niedzielę w kościele dziękują Bogu, że dał im taką synową. Samej mi się głupio zrobiło i przerwałam te wynurzenia.
Myślę, że nasze życie i nasze małżeństwo, relacje z dziećmi, ze współmałżonkiem i rodziną zależą przede wszystkim od nas samych.Należy o nie dbać i pielęgnować, żeby się nie pogorszyły. Ale nawet wtedy nikt nie zasługuje na to, by być oszukiwanym i okłamywanym.
Tak naprawdę to nie wiem, co bym zrobiła gdyby na horyzoncie pojawiła sie jakaś ""flądra". Może coś zupełnie innego niż pisałam wyżej? Nie wiem.Jak dotąd żadnych oznak "fląder" nie przyuważyłam.
No, ale się rozpisałam. Będę nad robotą siedzieć dziś do północy. Ja to albo w ogóle nie wchodzę na forum całymi dniami albo mnie cos nalatuje i piszę.
A czy wiecie co się dzieje z Daną, zamilkła całkowicie?