Może jestem niedzisiejsza,ale uważam,że faceci,którzy nie zdradzają naprawdę istnieją.
Wiem,że mój ojciec nigdy nie zdradził mamy,a są małżeństwem już hoho prawie 30 lat.Mama tak samo.
Znam też jednego pana,któremu bardzo młodo umarła żona.Już nigdy więcej się z nikim nie związał,a ma teraz ponad 70 lat.Nikt nigdy nie widział go z żadną kobietą.
Sama nie mogę się wypowiadać na temat seksu w długotrwałym związku,bo go nie doświadczyłam.
Tzn. tak długiego związku.
Nigdy, niestety nie udało mi się zbudować długotrwałej,kilkuletniej relacji z facetem.
Ale domyślam się,że rutyna robi swoje,do tego szarówka życia codziennego.I ochota na igraszki opada.
Nie wiem,ale chyba bym nie zrezygnowała z tak długiego związku,tylko z powodu braku seksu.
Co innego gdyby mnie zdradzał,to pogoniłabym w buraki.

Nienawidzę tego,sama nigdy nie miałam żadnego skoku w bok i nie potrafiłabym tego zaakceptować czy przebaczyć.
Dziewczyny,trochę z innej beczki,ale nadal w temacie.
Co sądzicie o facecie,który już na samym początku znajomosci ochoczo i dużo rozmawia o seksie?Nie w jakiś obleśny sposób,ale tak normalnie,na luzie?
Przyznam,że ja tego nie cierpię.
Całkiem niedawno zaliczyłam kilka randek z miłym chłopakiem.
Fajnie nam się rozmawiało,ale na którymś spotkaniu zaczął wypytywać o moje preferencje seksualne.Bardzoooo szczegółowo.
Poczułam się głupio,jak panienka do bzykania.No,rozumiem,że na początku każdy dużo myśli o seksie,że przyciąganie jest ogromne.Ale jednak czuję niesmak, jak ktoś mi tak o tym nawija.
Koniec końców-nic z tego nie wyszło,czułam,że on chciał tylko mnie przelecieć,co mu się nie udało.
Jak to jest z Wami,skreślacie faceta po takich tekstach?Czy jest to normalne?Mówię o samym początku znajomości,o poznawaniu się dopiero,bez żadnej bliskości fizycznej.
Life is a journey,not a destination.