Post
autor: niebieska » 14 kwie 2014, 11:47
przejechalam wczoraj jeza.
pozno, pusto, niespecjalnie skoncentrowana jade i tuz przed maska maszeruje mi jezyk.
zamykam oczy i wsciekla na siebie zatrzymuje samochod.
ogladam sie i patrze czy lezy biedny, plaski na drodze.
ale nie, lezy okragly.
no dobra, ide zobaczyc co narobilam.
dotykam go- zyje, biore wiec nieszczesnika na rece i przenosze tam. gdzie sie wybieral.
kombinuje, czy w lecznicy moga mu jakos pomoc.
jez polezal chwile, podniosl sie, pokrecil sie w rozne strony, szedl wolniej, niz zazwyczaj
jego pobratymcy, ale pewnie, w koncu wybral (pierwotnie zamierzony) kierunek i poszedl sobie.
mysle przejechalam go miedzy kolami, nie na smierc, tylko sie biedak oszolomil.
a moze powinnam byla zawiezc go do weterynarza, moze sie uderzyl i mial urazy wewnetrzne?
jak myslicie?