wczoraj miałam spotkanie z moim ex...poszłam dla świetego spokoju bo nalegał na spotkanie...miała dla mnie bukiet kwiatow na przeprosiny...nigdy wczesniej nie dostalam od niego takich kwiatow jak wczoraj...szkoda ze z takiej okazji...nie probowal sie tłumaczyc...głos mu sie trząsł jak ze mną rozmawiał i widziałam ze umiera ze strachu... w dodatku miał wczoraj urodziny

...kupiłam mu słonika na szczęście...tak zebynie było ze nie mam prezentu...lubie zawsze chociaż drobiazg kupić..
wiem ze jego sytuacja jest teraz beznadziejna...ze spieprzył sobie całe życie...wszyscy znajomi go zostawili...rodzina ma na niego wyrąbane przez tą sytuacje ze mna...bo każdy jest po mojej stronie...mimo ze ja nikogo do tego nie zmuszlalam...po prostu tak jest...
i on teraz chce zrobic wszystko zebym mu wybaczyła...jednak powiedzialm mu ze z mojej strony moze dostac tylko przyjazn bo nigdy bym mu juz nie zaufała a bez tego nie ma sensu budowac związku...pomimo tego wszystkiego fajnie mi sie z nim rozmawialo...cos mi w sercu drgnęlo..bo myslalam ze juz nic mnie nie ruszy
dzis wpadł po mnie do szkoły...odwiozl do domu, mowie mu zeby troche wyluzowal...ze za bardzo naciska nawet jezeli jestesmy tylko kumplami...boze jakie to wszystko jest trudne...ja wiem ze on bedzie robil wszystko zeby mnie odzyskac...i co ja mam zrobic

chce byc jego dobra znajomą bo nikt nie zna go tak dobrze jak ja...NIKT...a on jest teraz zupelnie sam..i mimo tego ze zrobil mi takie świnstwo to jest mi go żal.....a jeszcze niedawno czułam do niego taką zlosc..wręcz nienawiść

29 lipiec 2005, nosek---> dr Skupin/ czyli juĂâÂż po i bardzo szczĂĆÂŞĂâÂśliwa:)