Alez
Karolka, nie zaskakuj mnie dziewczyno! Ja cztery lata mezatka i obraczke nosze na prawej rece i opowiadam wszystkim, ze tak jest po polsku! Ze na lewej nosza wdowy...
Co do dzieci tez wlasnie sobie porownalam z dziecmi mojego brata i nie wyobrazam sobie, zeby one cos takiego mogly zrobic. Juz od dawna widziala, ze ich mama potrafi im bardzo duzo wytlumaczyc i ma na nie spory wplyw.
Kiedy tak sobie porownuje, to u dziecka tej mojej kolezanki tez paru "drobiazgow" mi brakowalo. Np specjalnie podeszlam do malej na poczatku, zeby sie przywitac, a ona nic: rece za siebie, patrzy w druga strone, nie slucha, co mowie i w polowie cos wykrzykuje do mamy... kompletny brak pokazania dziecku, jak ma reagowac
Przeciez to takie proste: podaj raczke i powiedz jak masz na imie. Nie chce tu krytykowac, ale zwyczajnie podrzucam to do tego dziwacznego wychowywania - nie wychowywania dzieci w Niemczech. Tak jak powiedziala
Ola, to nie to samo.
I napisze cos jeszcze, bez ogolniania oczywiscie, jest to jednak moja osobista obserwacja: ile razy mam do czynienia z dziecmi, z ktorych przynajmniej jeden z rodzicow nie jest Niemcem, to te dzieci juz sa inne. Sa dla mnie po prostu bardziej dzieciece i slodsze. Kiedy np. dziecko bawi sie czymkolwiek, a ja zagaduje: co tam masz? to to dziecko zazwyczaj chetnie mi opowiada o swojej zabawce i sie usmiecha albo smieje. Na to samo pytanie (mialam pare razy) niemieckie dziecko opryskliwie odpowiada mi: a co, nie widzisz? (czasem moge jeszcze uslyszec, czy slepa jestem, ale to przebacze). Nie wiem, jak sie rozmawia z takim dzieckiem.
I jesli mu cos podaje, czy przepuszcze w drzwiach, czy spotykam na ulicy i tez zero reakcji, to tez nie wiem.