Nata jesteś tak zaślepiona, że odbiera Ci to nawet umiejętność czytania ze zrozumieniem i zdrowy osąd sytuacji.
Nie napisałam że neurobiologia i chemia są przyczyną chorób, tylko że to mózg odpowiada za nasze emocje.
Przyczyn zaburzeń psychicznych może być wiele- mogą być organiczne (czyli wynikające np. z nieprawidłowości anatomicznych, urazów, wylewów krwi do mózgu, czy udarów niedokrwiennych) ale mogą być też wywołane przez czynniki zewnętrzne. Budowa mózgu jest związana zatem w pewnym sensie z historią życia pacjenta. A to dlatego, że mózg przez całe nasze życie ulega przebudowie, nazywa się to remapowaniem połączeń korowych- o czym mogą świadczyć np. powstające nowe neurony w hipokampie (odpowiada on między innymi za przenoszenie wspomnień z pamięci krótkotrwałej do długotrwałej, w tym za zdolność uczenia się). Zostało to jednoznacznie stwierdzone za pomocą nowoczesnych technik neuroobrazowania a nie żadnych czarów.
Stąd też zważywszy na dualizm czynników mających wpływ na stan psychiczny człowieka (dla przypomnienia czynniki biologiczne- neuroanatomia i biochemia oraz czynniki zewnętrzne- przeżycia, uczucia, warunki życia, nawet dieta itd. ) w leczeniu schorzeń psychicznych niezbędne jest podejście całościowe- somatyczna terapia oddziaływająca na mózg i lecenie objawowe ( czyli głównie farmakologiczne) a także leczenie za pomocą psychoterapii mającą na celu stabilizację czynników zewnętrznych, zaszczepienie prawidłowych wzorców zachowań itp.
Procesy psychologiczne ulegają przekształceniu w biologiczne i na odwrót. W medycynie nic nie istnieje w oderwaniu od reszty. To jest układ naczyń połączonych ! I psyche człowieka jest częścią tego układu. Nierozerwalną, integralną. Czy na prawdę tak trudno to zrozumieć?
Jeszcze nie dawno zarzucałaś, że to na Ciebie wylewa się wiadro pomyj. A co sama czynisz ? Dlaczego zarzucasz mi, że się czymś chwalę? Strasznie to słabe... Czyżby brak argumentów?
Wspominam o swoich studiach tylko dlatego, że związane jest to z kontekstem mojej wypowiedzi i całym wątkiem. Nie piszę tego w każdym poście, tak jak Ty o swoim doświadczeniu życiowym...
Dzielę się swoją wiedzą zdobytą z poważnych i szanowanych źródeł a nie internetu... I nie jest to tylko wiedza książkowa.A i może to też Cię rozzłości, ale skończyłam 3 kierunki studiów ( to tak w ramach dalszego chwalenia się

)
Nie będę udowadniać, że bytu nie ma. Najpierw by ktoś musiał udowodnić, że on w ogóle istnieje. Potem można by to dopiero podważać... Ja zresztą nie twierdzę, że go w ogóle nie ma. Za byt można uznać w pewnym sensie świadomość własnego ja, czy też po prostu ego. Wraz z lobotomią i innymi trwałymi uszkodzeniami mózgu ta świadomość jednak znika...
Nie wierzę za to w inwazję obcych bytów i leczenie z niej poprzez egzorcyzmy.
Owszem zdarza się, że ludzie słyszą obce głosy, albo, że w jednym ciele "mieszka" wiele "bytów". Ale wszystko ma już swoje wytłumaczenie w nowoczesnej psychiatrii. Jedno schorzenie nazywa się schizofrenią a drugie osobowością wieloraką lub dysocjacyjnymi zaburzeniami osobowości (potocznie mówi się na to rozdwojenie jaźni).
babina7 Lekarze też są różni, tak samo jak studenci. Dlatego mówiłam, że nie ufam lekarzom bezgranicznie, bo znam to środowisko można powiedzieć od podszewki
Jakim Ty jesteś lekarzem to ja nie wiem. Ale same studia medyczne o niczym jeszcze nie świadczą. Zresztą jak wiadomo medycyna nie jest nauką statyczną lecz dynamiczną i tutaj też zachodzą pewne zmiany...
A zdjęć Sabriny nie będę raczej rozlegle komentować. Powiem tylko tyle, że istnieje coś takiego jak flara czy inne zniekształcenia i zakłócenia optyczne wynikające z wad np. w budowie obiektywów czy nawet niekorzystnego kąta padania światła... Albo zdjęcie mogło się źle naświetlić (także cyfrowo). Litości...