Ja generalnie nie wyobrażam sobie życia bez pracy. Nie żebym ją nadmiernie kochała, ale kwestia samodzielności finansowej jest dla mnie kluczowa. Na żadne operacje o kasę nie prosiłam, tylko sobie sama zarobiłam. I nikogo o zdanie nie pytałam. Świetnie, że są mężowie, którzy żonom nie skąpią,ale już sam układ tego typu jest (jak dla mnie) nie fair. Miałabym ciągać męża do sklepu i pokazywać mu ciuchy które chcę mieć? w życiu. Jestem dorosła, w miarę zdrowa i mogę na nie zarobić. Zresztą potrafię się postawić w odwrotnej sytuacji. Jakby mój małżon mnie ciągle prosił o kasę na pierdoły to tez by mnie szlag trafił. Podróżuję też za swoje. Może są układy zbliżone do idealnych, ale ja w realu nie spotkałam ani jednej takiej osoby.Życie pokazuje, że jak coś przestaje grać to kobieta zostaje goła i bez wyjścia z sytuacji. I nie podskoczy jak nie ma swoich pieniędzy. Ja takiej perspektywy nie chcę. I coraz więcej kobiet nie chce. Tak więc ja radzę Ci się skupić na niezależności finansowej. Nawet małej, ale jednak.
W sumie to Ullrike może mieć rację - olać sprawę i patrzeć co czas przyniesie a mężem się nie przejmować za wiele. Dorosły jest. Tylko do tego trzeba dystansu i siły woli. Wg mnie na razie Ci tego brakuje. Ale popracuj nad tym. Z upływem czasu nabierzesz dystansu i przestaniesz się przejmować. Póki co to popełniasz błąd klasyczny - niańczysz go w obawie przed konsekwencjami. Ale czy go będziesz niańczyć i ciągać po lekarzach, czy nie - niebezpieczeństwo jest takie samo. Do pracy przecież z nim nie chadzasz. Ty sobie znajdź AA, ale dla siebie - niech Ci "przetrenują" myślenie o całej sytuacji.
A tak na marginesie. Beztroska w życiu na koszt męża mnie przeraża. Ile Wy tej emerytury będzie mieć jak już lata nie pracujecie? a jak mąż nagle zejdzie (czego nie życzę) to co? Do dzieci na utrzymanie? gotowe Wam wydzielać po dwie dychy dziennie, bo przecież mają przychówek i swoje potrzeby








