Dana_2 pisze:: "rozmowa w katedrze"
LLosy? dobry wybór. Mozna i od tego zacząć czytać Llosę. Moglaby nosić tytuł "Znikąd donikąd". Tak mi się jakoś przypomnialo...
Zawsze podziwialam u Llosy mnogość materiału któy musial zebrać, aby udokumentować epokę. Realia, detal, wyrazistość postaci. Bo w końcu wszystko to były ksiazki "z epoki". Każda w innej rzecz jasna. No, solidne pisarstwo jednym słowem.
Co do kremów: wiesz
Joanna, po własnej zmaltretowanej przez różne kwasy i przypiekania laserami osobie, moge powiedzieć, że NIE MA kremu na zmarszczki. I tyle. Na zmarchy jest lift, botox lub wypełniacz.
Ale retinoidy, owszem. Cera jest inna . Nic nie "wypryskuje". Złuszczanie, owszem, powoduje, że jest świeższa. Z iinych mitow, które mi sie nie sprawdziły: nie likwiduje przebarwień. Może trochę (przez złuszczenie skóry) sa jasniejsze. Ale tylko trochę i pod warunkiem stosowania kremu z filtrem. Filtr sie rozumie 50. Nie 30.
Na przebarwienia mnie tylko laser trochę pomaga. To jest dość długa droga, więc ze stosowaniem róznie bywa, bo daje na jakiś czas wygląd że"zupa była za slona". Mogę po sobie stwierdzić, że retinoidy to najlepszy środek na odnowę skóry. Odnowę doslowną, bo starą skórę zluszcza. Ale na zmarszczki? nie likwiduje , niestety :-(
Na mojej skórze wychodzi, że jednak nie mozna stosować bez przerwy. W co niestety uwierzyłam, po lekturze internetowych informacji. Chociaż rozsądek nieraz podpowiadal: po co mi to, jak skóra gorzej stale wygląda, bo przesuszona. Łuszczy się często. Do aksamitu jej daleko. Jak mi po przerwaniu retinoidów te pionowe zmarchy zejdą, to znaczy, że kosmetyczna wiedza z internetu jest guzik warta. \Co niby wszyscy wiemy, ale olewamy.