Sama naście lat temu zostałam zaatakowana przez psa, zawoziłyśmy z ciocią leki do jej pacjentki, która miała hodowle psów i jeden był puszczony wolno i gdy dzwoniłyśmy do drzwi, to rzucił się na nas, pogryzłby mnie, ale ciocia mnie zakryła i to ona ostatecznie została ofiarą rozwścieczonego psa, a dokładnie jej ręka... Brak słów...
Od tamtej pory tak cholernie bałam się psów, że tak jak Ewa potrafiłam iść okrężną drogą byle tylko nie musieć przechodzić obok jakiegokolwiek psa.
Moja siostra natomiast została zaatakowana przez dobermana w lesie, ktoś musiał go tam zostawić, pies był cały zakrwawiony i niesamowicie agresywny, ale dzięki Bogu nic się nie stało, bo jej facet zachował trzeźwość umysłu i udało im się zwiać do samochodu...Nawet nie chcę myśleć, co mogło się stać...
Tym wszystkim właścicielom, którzy tak puszczają swoje pieski, nie powiem, co bym zrobiła, bo to ...nie nadaję się do publikacji
Pozdrawiam






