Witajcie dziewczyny po przerwie. Wróciłam wybawiona (prawie) jak Rodowicz w tej piosence. Na drinkach w Soho bylam, kuchni świata, których jeszcze nie znałam- spróbowalam, kasy się pozbyłam całej. Zaraz będę szukać biletu na nastepną wizytę, bo się "rozminęłam" z wystawą Gauguin'a. Jest do połowy stycznia, więc mam nadzieję tam dotrzeć i jeszcze o wyprzedaże zahaczyć

No co ja będę pisać? relacje z podróży powinny być zabronione.
W robotę się wdrażam. Gdzieś w końcu trzeba tę kasę na podróże zarabiać

Net u mojej córki ledwo dychał, więc nie pisałam. A i z przglądaniem forum był klopot. Wyglądało, jakby komputer nawet po zalogowaniu wariował bo byl przyzwyczajony do innego IP "przywiązanego" do mojego hasła. Przy zmianie strony mnie wylogowywało.
W każdym razie, wracając do piosenki Rodowicz, wygląda na to, że mnie to świat dopiero zaczyna dawać. Jak dobije do 70. siegnę pewnie po dragi. Pamieta któraś film "Klub 54"? Była tam taka babcia, w dzień bawiąca wnuka a w nocy szalejąca w klubie w brokatowym ubranku i na dragach. Wpuszczali ją do klubu chetnie, choc selekcję mieli ostrą. W końcu wyzioneła ducha w tym klubie . Tak mi sie jakoś nieodparcie skojarzyło jak Rodowicz wysłuchalam
