Post
autor: olivka23 » 10 paź 2009, 16:39
Zazwyczaj, właściwie nigdy nie opisuję swoich problemów na forum, ale dzisiaj jest mi strasznie ciężko i nie mam z kim porozmawiać ;(((( nawet nie wiem od czego zacząć ;( moja ukochana babcia umiera na raka płuc, okrutnie cierpi a mnie boli serce,że nie mogę jej w żaden sposób pomóc ;(( to stało się tak nagle, w lipcu diagnoza, trzy miesiące później taka agonia ;(( niedawno wróciłam z pracy i dowiedziałam się,że pogotowie znowu zabrało ją do szpitala...od razu zadzwoniłam do swojego narzeczonego, żeby mu o tym powiedzieć, chyba liczyłam na jakieś dobre słowo, pocieszenie, może chciałam się wypłakać, sama już nie wiem... =/ okazało się,że mój "ukochany" jest kompletnie pijany z kolegami w barze =/ (miał obejrzeć jakiś mecz i do mnie przyjechać, tak się umawialiśmy...) i ma mnie gdzieś ...nie dość, że na siłę wciskał słuchawkę swojemu równie pijanemu koledze, który bełkocząc próbował coś tłumaczyć to jeszcze po mojej stanowczej prośbie, żeby tego NIGDY więcej nie robił, bo mnie coś trafia już.... wielce się oburzył i kłapnął mi słuchawką =/ jestem w lekkim szoku i bynajmniej nie dlatego, że jestem zdziwiona jego zachowaniem, to już nie pierwszy raz....jestem zdziwiona, że dalej w tym tkwię i liczę na to,że coś się zmieni.....nawet nie mam siły już się denerwować, czuje się jakbym była dwoma różnymi osobami, dr Jekyll and Mr Hyde, już nie mam siły....
I do what I have to to live the way I want to....