Post
autor: magda1600 » 11 sty 2010, 19:05
Mnie najbardziej wnerwia zachowanie rodakow w obcym kraju. Wcale nie chodzi o robienie geby i osmieszanie Polakow w oczach innch narodowosci. Problem lezy w stosunkach braterskich, a w zasadzie ich braku. Ujmujac problem ogolnie, wielu Polakow ogarnia chec dominacji i udowodnienia za wszelka cene, ze sa oni lepsi. Na kazdym polonijnym forum mozna poczytac gdzie kto pracuje, ile zarabia i jakie skonczyl studia, a fakt, ze wlada obcym jezykiem nawet lepiej niz "tubylcy" nie moze pozostac niezauwazony. Niemal kazdy stara sie pokazac, udowodnic innym, ich ulomnosci, niedociagniecia kultury osobistej i brakow w edukacji- oczywiscie wszystko boczkiem, przy okazji gornolotnych wypowiedzi. Czesto pojawia sie jakies lacinskie przyslowie, niestety rownie czesto napisane z bykiem- bo jak to osobnik z tak wysokim IQ, moze sprawdzac w slowiniku jak napisac cos poprawnie, skoro jest na to za madry. Gdy tylko czyjes poglady dalece odbiegaja od panujacych na forum trendow, jest natychmiast atakowany i rownany z pracownikiem McDonald'sa(przy czym porownujacy nie maja pojecia,ze 99% pracownikow tej firmy to studenci, ktorzy zmuszeni sa samodzielne pokryc koszty nauki). Idac za problemem jezykowym, bardzo wazne jest by czesto zamieszczac slowka,a nawet cale sentencje w obcym jezyku, oczywiscie mozna w ten sposob zadbac o swa reputacje- nikt bowiem nie zapyta takiego delikwenta o znajomosc owej mowy. Wszelkie nazwy instytucji( jak rowniez "czego sie da") sa pisane w j. obcym, choc z latwoscia mozna przedstawic sprawe przy uzyciu polskiej nazwy. Udzielajacy sie, czesto wspominaja rowniez o licznych kursach, na ktore uczeszczaja do coll. Uzywaja przy tym jak najwiekszej ilosci "literek"( tak sobie nazwywam skrotowe nazwy, typu:NVQ, NCFE,PGS itp.). Ilosc najwyrazniej ma swiadczyc o wysokim poziomie zaawansowania-na nieswiadomych mozna latwym sposobem zrobic wieksze wrazenie, nie zapominamy jednak o umieszczeniu czarodziejskiego Level 2, 3,+...
Denerwuja mnie tez ludzie w kosciele, ktorzy nie ida na msze, jesli nie maja nowego plaszcza i spodni z dobrego sklepu( to akurat rzecz wzgledna). Patrza tylko jak inni sa ubrani, jak uczesani i jakim to samochodem przyjechali.
Nie wiem dlaczego, ale wady te najbardziej staly sie dla mnie zauwazalne gdy wyjechalam z Polski . Moze dlatego, poniewaz czlowiek na obczyznie bezwiednie szuka osob blizszych sercu. Moze szuka "wspolnego" jezyka i porady. Niestety po dluzszym czasie zamiast rad pojawia sie tylko zawisc. Bardzo cenie Polakow i jestem dumna ze swego pochodzenia. Wiem,ze jestesmy wytrwalym narodem, potrafimy osiagnac bardzo wiele. Niesamowicie uparcie przemy do przodu i wiekszosc z nas potrafi zdobyc upragnione cele. Wiem,ze w naszym kraju wszyscy musimy walczyc, miec skonczone studia (i nie tylko jeden kierunek), uczyc sie jezykow, dbac o rozwoj intelektualny, poniewaz konkurencja na rynku pracy jest ogromna. Wnerwia mnie tylko bezdusznosc i karmienie sie upodleniem innch. Inne nacje potrafia sie jednoczyc i zyc jak brat z bratem, my szukamy okazji udowodnienia swojej wyzszosci- tylko komu?Samym sobie czy tym, ktorzy akurat sa nizej(z pewnych wzgledow).
Dla oslody wspomne, ze oczywiscie na obczyznie tez mozna spotkac zyczliwych ludzi i zyskac nowych przyjaciol. Kazdy z nich jednak przyzna,ze im mniej " polskich znajomosci", tym zdrowiej. Przykre, prawda?