Post
autor: Mnemozyna » 27 cze 2009, 21:10
Wstałam rano, śliczny dzień, niby nic... Wdziałam długą, kolorową, hipisowską tunikę, bo zamierzałam cały dzień obijać się po kanapach i czytać.
Kiedy poszłam po kawę okazało się, że pomoc kuchenna spóźni się do pracy pół dnia... Nie bacząc na swój przyodziewek (bo po trzech sekundach na kuchni i tak prześmierdłam) postanowiłam pomóc godzinkę. To było 9 godzin temu. Właśnie wylazłam. Robiłam wiele różnych rzeczy, sałaty, jajka, ryby.
Zaczęło się wesele. Jak zwykle, rosół, potem półmiski z mięsami. Po kilku minutach doszły nas słuchy, że na sali jest jakiś mężczyzna, który twierdzi, że nasze kotlety (schabowych to dotyczyło) są stare i odgrzewane.
Zaznaczam, że mięso zostało przywiezione przez rzeźnika wczoraj, wczoraj pocięte a dziś stałam nad nim i patrzyłam jak się smaży!!! Ten facet chodził po wszystkich i rozpowiadał o tych kotletach!
Wiem, co sobie myślicie! Ale nie, jeszcze nie poprzebijałam mu opon i nie porysowałam samochodu. Myślę nad tym!
Nie to, że życzę mu źle, niech sobie żyje, ale mam nadzieję, że jak zdechnie to własna matka nie będzie po nim płakać!
Jeden gówniany i chamski człowiek i dobra opinia lokalu zanika.